Powrót

Ludowe wizerunki Chrystusa Salvatora Mundi i „współcześni partacze”

Salvador Mundi

Celem niniejszego opracowania jest przedstawienie ludowych interpretacji obrazów Chrystusa Salvatora Mundi. Dodatkowo poruszę temat fałszerstw w tym segmencie rynku, ze wskazaniem nietypowego dla innych rodzajów sztuki oszustwa, z jakim możemy się spotkać kolekcjonując polskie cechowe i ludowe malarstwo religijne.

Wizerunek Chrystusa Salvatora Mundi


Chrystus Salvator Mundi to inaczej Zbawiciel Świata. Wizerunek ten pojawił się w sztuce pod koniec XV wieku w epoce renesansu. Najprawdopodobniej typ ikonograficzny Salvator Mundi powstał w Niderlandach w XV w. Większość badaczy za najstarszą zachowaną do dziś realizację tego tematu w malarstwie uznaje wizerunek Chrystusa z Tryptyku Braque autorstwa Rogiera van der Weydena (ok. 1450, Paryż, Luwr) [1]. Salvator Mundi miał ukazywać połączenie boskiej i ludzkiej natury Chrystusa: to Zbawiciel z globem, lecz bez korony, w ujęciu frontalnym, portretowym. Glob już w XV wieku miewał formę albo metalowego jabłka królewskiego albo kryształowej sfery. W okresie renesansu następuje odwrót od dramatycznie ukazanego cierpienia Chrystusa – Męża Boleści. Jego miejsce zajmuje coraz częściej majestatyczny wizerunek władcy świata – Salvator Mundi z łagodnie modelowaną twarzą bez oznak cierpienia. Z wizerunku Maryi znika cierpienia i zastępuje je delikatny smutek, zaduma, wewnętrzne skupienie. Następuje zatem wyraźny zwrot od przedstawień typu: Mąż Boleści – Maria Bolesna w kierunku przedstawień o charakterze portretowym. Przedstawienie Salvator Mundi zawdzięcza ostatnio medialną sławę za sprawą najdrożej w historii sprzedanego obrazu autorstwa Leonarda da Vinci, tym niemniej nie należy pomijać innych wybitnych malarzy podejmujących ten temat, takich jak: Rogier van der Weyden, Jan van Eyck, Albrecht Dürer, wspomniany Leonardo da Vinci, Tycjan, Antonello da Messina, El Greco. W Polsce do najsłynniejszych obrazów Salvatora Mundi należy obraz Mistrza Krakowskiego z Muzeum Katedralnego na Wawelu [2]. Mamy również w polskich zbiorach obraz z kręgu Leonarda da Vinci w kolekcji Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie [3].

Leonardo Da Vinci Salvador Mundi

Salvator Mundi – Zbawiciel Świata, Leonardo da Vinci, kolekcja prywatna, źródło: https://pl.wikipedia.org/wiki/Zbawiciel_%C5%9Bwiata

Salvator Mundi na polskich ludowych drzeworytach

W Polskich zbiorach występują jedynie dwa drzeworyty przedstawiające Chrystusa Salvatora Mundi. Na jednym z nich Chrystus Władca Świata występuje wraz z trzema dodatkowymi wizerunkami (Matką Boską Częstochowską, św. Janem Chrzcicielem i Matką Boską Bolesną) [4]. Drugi drzeworyt jest pojedynczą kompozycją [5]. W obu wypadkach drzeworyty występują w wersjach czarno białych jak i ręcznie pokolorowanych. Nie wydaje się, aby drzeworyty te były jakimkolwiek źródłem ikonograficznym dla przedstawień na obrazach olejnych. Najprawdopodobniej wersje drzeworytnicze jak i obrazy malowane istniały niezależnie i nie wpływały na siebie.

Salvator Mundi: dwa polskie drzeworyty ludowe,
źródło: https://midasbrowser.pl/ (patrz przypisy [4] i [5])

XIX wieczne przykłady ludowych wizerunków Chrystusa Salvatora Mundi

Prezentację rozpocznę od obrazu po „przeróbkach” z epoki. Jest to oryginalny olejny obraz malowany na płótnie, który najprawdopodobniej po zakupie został przez właścicieli odpowiednio ozdobiony. Do oryginalnego obrazu została doklejona „sukienka” z różnych rodzajów tkaniny. Aplikacje materiałowe imitujące „sukienkę” oraz zakrywające tło, zostały wykonane z dwóch rodzajów materiałów. Tło z bordowo – czerwonego aksamitu zaś szaty Chrystusa z niebieskiego i różowego jedwabiu ułożonego w draperie. Wszystkie trzy tkaniny bardzo mocno wypłowiały (oryginalne kolory widać po zdjęciu ramy na fragmentach, których nie dosięgły promienie słoneczne), przez co obecnie po około 100 latach wyglądają znacznie subtelniej. Całość zdobień dopełniają koraliki oddzielające różne materiały, papierowe aplikacje (gwiazdki w około głowy Chrystusa) i boczne paski ozdobne. Dodatkowo w rogach podwójnej oryginalnej ramy doklejono plastikowe ozdobne aplikacje.

Chrystus Salvator Mundi, XIX w, autor nieznany, olej na płótnie, aplikacje z tkaniny,
źródło: zbiory własne

Czy w takim obrazie powinniśmy starać się zdjąć doklejone zdobienia w celu odkrycia oryginalnego płótna? Odpowiedź brzmi: zdecydowanie nie. Zdobienie obrazów aplikacjami z materiału czy np. papierowymi zdobnymi ramkami, zostało wykonane najpewniej również w XIX wieku i stanowi przykład estetyki i specyfiki danego regionu. W XIX wieku tego typu modyfikacje były popularne szczególnie na Śląsku oraz w zaborze pruskim. Co ciekawe, analogicznie „strojono” również późniejsze oleodruki doklejając im tekturowe złote korony, gwiazdki, ornamenty. Jest to więc szczególny przypadek, kiedy dziełem sztuki jest oryginalny obraz wraz z dodanymi mu zdobieniami. I jako taki stanowi nierozerwalną nową formę ludowej estetyki. Podobne zjawisko omawiałem już przy okazji dwóch obrazów bamberskich.

 

Drugi wizerunek Chrystusa Salvatora Mundi wyróżnia bogata ornamentyka roślinna i kwiatowa. Złote szaty Zbawiciela zdobią pnące się kolorowe świeże kwiaty. Złote królewskie nimby wokół głowy Chrystusa są ozdobione czerwonymi i niebieskimi pąkami róż. Tak duże nagromadzenie ornamentów roślinnych nie jest przypadkowe.

Chrystus Salvator Mundi, II połowa XIX w, autor nieznany, olej na płótnie,
źródło: zbiory własne

Symbolika roślin i kolorów

W kulturze chrześcijańskiej symbolika roślin od zawsze odgrywała znaczącą rolę. Z roślinami spełniającymi funkcję symboliczną możemy spotkać się na kartach Biblii, w pismach Ojców Kościoła, w liturgii, w hagiografii, a w końcu i w obrzędach ludowych. Nie będąc specjalistą od botaniki posłużę się opisami dostępnymi w licznych opracowaniach. Wszystkie kwiaty, które zakwitały wiosną, m.in. bratki, konwalie i niezapominajki traktowane były na wsi polskiej jako zwiastuny odradzającego się życia i stały się znakiem Zmartwychwstania. Radość Zmartwychwstania wyrażają rośliny w kolorach żółtym i białym. Narcyzy, często nazywane kwiatami zmartwychwstania Jezusowego są znakiem zwycięstwa życia wiecznego nad śmiercią. Czerwone róże, gerbery, irysy i goździki obrazują cierpienie, ukrzyżowanie i śmierć. Z Jezusem na krzyżu kojarzy się również pięciornik. Ma on pięć żółtych płatków – każdy z nich odnosi się do jednej z ran zadanych Jezusowi. Symbolem krwi męczonego Jezusa były czerwone róże, najczęściej odmiany o koronie pięciopłatkowej. Ich liczba w widoczny sposób nawiązywała podobnie jak płatki pięciornika do pięciu ran Ukrzyżowanego. Podobnie nieprzypadkowy jest dobór kolorów na prezentowanym obrazie, gdyż barwy mają przede wszystkim znaczenie symboliczne. Niebieskie tło symbolizuje to co boskie, nieskazitelne, pochodzące z nieba. Czerwone szaty Jezusa to symbole zarówno miłości i męczeństwa, zaś rzadziej spotykany złoty kolor płaszcza Chrystusa postrzegany był jako należący do porządku zaświatowego, niebiańskiego. W ten właśnie sposób wizerunek Chrystusa Zbawcy Świata był interpretowany w naszej rodzimej nieprofesjonalnej sztuce w XIX wieku.

Trzeci prezentowany obraz Zbawiciela Świata jest również bardzo charakterystyczny i typowy dla określonego nurtu w ludowym malarstwie religijnym. Obraz jest malowany najprościej z prezentowanych. Jest wielce prawdopodobne, że była to jedna w masowych „produkcji”, w których mistrz malował twarz i ręce Chrystusa a resztę obrazu, znacznie prostszą technicznie malowali pomocnicy lub często nawet rodzina. Wskazuje na to charakterystyczne w polskim malarstwie ludowym malowanie draperii szat w postaci czarnych linii konturowych.

Chrystus Salvator Mundi, II połowa XIX w, autor nieznany, olej na płótnie,
źródło: zbiory własne

Tego typu rzeczywiście „ludowe” obrazy są często najchętniej badanymi obiektami przez etnografów. Występuje tu bowiem rzadko spotykana autentyczna ludowa inwencja twórcza, nie ograniczana ani przez kanon, ani przez wiedzę teologiczną wzbogacająca dobrze znany motyw ikonograficzny. Pąki róż mają tu charakter czysto zdobniczy. Twórca najpewniej nie wiedział jakie mają one znaczenie symboliczne i teologiczne. Namalował je, bo zwyczajnie wydały mu się ładne. Podobnie jest z trójkątnymi symetrycznymi symbolami Oka Opatrzności Bożej. Odbiorca ludowy lubił symetrię – stąd twórcy bardzo często uwzględniali ten fakt w kompozycji obrazu. Na końcu mamy również namalowane dwie plakiety, jakie możemy spotkać choćby na szkaplerzu. Myślę jednak, że są to echa plakietek wotywnych, które były i są doczepiane do świętego obrazu i świadczą o jego znaczeniu, czci jaką oddają mu wierni. Z lewej strony jest to plakietka z chrystogramem (IHS) czyli łacińską transkrypcją skróconej greckiej wersji imienia Jezus. Z prawej strony analogiczny skrót imienia Maryja. Nie doszukiwałby się tu głębszych znaczeń teologicznych w zestawieniu tych elementów z wizerunkiem Chrystusa Zbawcy Świata. Domalowane plakiety mają podkreślić święty i wyjątkowy charakter obrazu, który z kolei jest zawsze echem oryginalnego obrazu w pobliskim kościele lub sanktuarium. Temat plakietek wotywnych wymaga oddzielnego omówienia w przyszłości. Nadmienię jedynie, że na innych wizerunkach Chrystusa Salvatora Mundi możemy spotkać plakiety wotywne z uszami, oczami w połączeniu z symbolem Oka Opatrzności. To z kolei przykłady wotów składanych przed obrazem przez wiernych, którzy doznali np. uzdrowienia słuchu czy wzroku.

Współcześni „partacze” i problem oryginalności świętych obrazów

Jedną z unikalnych cech polskiego XIX wiecznego malarstwa religijnego jest to, że obecnie praktycznie nie ma na rynku falsyfikatów w tym segmencie rynku sztuki [6]. W przeszłości oraz obecnie nikt nie trudnił się i nie trudni celowym podrabianiem tego typu wizerunków. Jest to związane z prozaicznymi powodami: oryginalne obrazy religijne są w zdecydowanej większości niesygnowane i anonimowe, nadal nie są popularne, są uważane za „sztukę niższą”, są relatywnie tanie, XIX wieczna technika ich tworzenia jest trudna (kosztowna) do podrobienia. Wszystko to prowadzi do tego, że celowa produkcja falsyfikatów nie ma sensu ekonomicznego dla oszusta. Nie ma również zjawiska podrabiania sygnatury, bo jak stwierdziłem w większości są to prace anonimowe.

Drugą niezwykle ważną kwestią jest fakt, że z uwagi na „lichość” i taniość XIX wiecznej produkcji świętych obrazów oraz złe warunki ich ekspozycji (z reguły wiejska chata, sadza, wilgoć, grzyb), marną ramę, brak blejtramu, itp., większość obrazów, które przetrwały do dziś nosi ślady uszkodzeń. Są to z reguły mniejsze lub większe ubytki farby, odpryski, pofałdowana powierzchnia, spękania, często rozdarcia na brzegach lub dziurki po gwoździach oraz pleśń i zagrzybienie. Niezależnie od tych mankamentów prawie zawsze obraz jest mocno brudny i wymaga profesjonalnego umycia.

Wymienione „mankamenty” obecne w mniejszym lub większym stopniu praktycznie w każdym XVIII / XIX wiecznym polskim ludowym obrazie religijnym, świadczą o autentyczności pracy. Koszt spreparowania przez fałszerza wyżej wymienionych „mankamentów” wielokrotnie przekracza potencjalny spodziewany zysk. Cieszy nas to jednak, bo rynek w tym segmencie jest wolny od fałszerstw.

Niestety wcale nie rzadko możemy spotkać się z jednym określonym typem fałszerstwa. Polega ono na tym, że handlarze skupują za bezcen zniszczone malowane „święte obrazy”. Obrazy te są oczywiście oryginalne, mają charakterystyczne spękania malatury, itp. Taki obraz zostaje z reguły naklejony na sklejkę (tańsze niż dublowanie i blejtram) a następnie domowymi sposobami podmalowany. Nie ma to nic wspólnego z profesjonalną konserwacją, uzupełnianiem ubytków, itp. Ja roboczo taką czynność nazywam „współczesnym partactwem” [7]. Jest to oczywiście oszukiwanie kupującego, ale co gorsza niestety często nieodwracalne zniszczenie oryginalnego obrazu z jego zdobieniami. Trudno również zarzucić sprzedającemu oszustwo w przypadku takiego „podrasowanego współcześnie obrazu”. Obraz wszak jest oryginalny, tyle, że ordynarnie przemalowany. Sprzedający będzie się wypierał, że taki obraz kupił i nic nie wie o przemalowaniach.

Zgodnie z zasadą, że jeden obraz mówi więcej niż tysiąc słów chciałbym pokazać taki przykład. Kupując poniższy obraz miałem świadomość, że został on „podrasowany” przez „współczesnego partacza” tym niemniej dla celów naukowych i dydaktycznych zdecydowałem się go kupić. Cena również nie była wygórowana.

Chrystus Salvator Mundi, II połowa XIX wieku, po przeróbkach „współczesnego partacza”,
źródło: zbiory własne

Obraz jest z pewnością oryginalny, rama jest współczesna, ale to standard a nie zarzut. Ramy z epoki z reguły nie przeżywają do czasów obecnych. Piękne, naturalne spękania malatury świadczą o oryginalności obrazu. Motywy roślinne są wykonane poprawnie i ich charakter odpowiada tym jakie były stosowane w XIX wieku i jakie możemy oglądać na obrazach w muzeach etnograficznych. Od razu widać, że złote tło jest odmalowane współcześnie, to samo dotyczy rysunku promieni / nimbu wokół głowy Chrystusa. Co do pozostałych elementów takiej pewności nie mamy bez wykonania specjalistycznych badań.

Chrystus Salvator Mundi, II połowa XIX wieku, po zdjęciu przeróbek „współczesnego partacza”. Dodatkowo płótno zdublowane i wykonana profesjonalna konserwacja, rama wtórna współczesna,
źródło: zbiory własne

Ten sam obraz po zdjęciu współczesnych przemalowań i profesjonalnej konserwacji prezentuje się zgoła inaczej. Porównanie obu obrazów pokazuje stopień współczesnych przemalowań. Nie będę omawiał ewidentnych różnic. Tym co najbardziej niepokojące jest to, że „współczesny partacz” nie tylko nieudolnie zamalował: włosy, królewskie jabłko, oczywiście złote tło i promienie wokół głowy Chrystusa, ale również dodał swoje elementy kwiatowe. Tym co powinno również zwracać naszą uwagę i czujność jest zamalowanie na złoto fragmentów tła bez próby odtworzenia „grzebykowania”. Ten element w tego typu oszustwach jest od razu widoczny. Profesjonalne odtworzenie „grzebykowania” na zniszczonych fragmentach jest czasochłonne, a więc i kosztowne, stąd droga z skróty. Kolejnym elementem, na który powinniśmy zwracać uwagę jest twarz i ręce. Jak widać na porównaniu te fragmenty nie były zniszczone i zostały zachowane oryginalne. „Partacze” z reguły unikają poprawiania obrazów z ubytkami na twarzy czy rękach, bo w tych elementach nieudolność poprawek byłaby od razu widoczna. A pamiętajmy, że tu oszustowi chodzi o zakup podniszczonego obrazu za cenę np. 50 zł, szybkie odmalowanie tła i szat i równie szybkie odsprzedanie za np. 500 – 1000 zł.

Na koniec ostatnia rada. Gdy nie jesteśmy pewni czy obraz był podmalowywany (czasami mogła to być nieprofesjonalna konserwacja wykonana kilkadziesiąt lat temu i w dobrej wierze) zawsze prośmy sprzedającego o zdjęcie w wysokiej rozdzielczości (o ile nie możemy zobaczyć obrazu na żywo). Przy pewnych poziomach cenowych warto rozważyć również przekazanie obrazu lub zdjęcia do oceny profesjonalistów.


[1] https://pl.wikipedia.org/wiki/Tryptyk_Braque

[2] Informacje o krakowskim obrazie:
https://www.radiokrakow.pl/audycje/wielka-sztuka-malopolski/pierwsza-czesc-opowiesci-o-niezwyklym-obrazie-z-katedry-na-wawelu/ oraz https://www.radiokrakow.pl/audycje/wielka-sztuka-malopolski/druga-czesc-opowiesci-o-niezwyklym-obrazie-z-katedry-na-wawelu/

[3] https://www.wilanow-palac.pl/wystawa_leonardiana_w_kolekcjach_polskich_w_2020_roku.html

[4] https://midasbrowser.pl/drzeworyty/displayDocument.htm?docId=5000000311

[5] https://midasbrowser.pl/drzeworyty/displayDocument.htm?docId=5000000237

[6] Oczywiście istnieją ordynarne próby opisu nieudolnych prac jako prace z XIX wieku, ale jest to widoczne na pierwszy rzut oka.

[7] W nawiązaniu do XIX wiecznych „częstochowskich partaczy” czyli malarzy tworzących poza oficjalnymi cechami najtańsze i najgorsze obrazy częstochowskie.