Zapraszam do lektury jednego z najstarszych żywotów św. Tomasza z Akwinu, autorstwa francuskiego dominikanina Bernarda Gui. Dzieło to jest znacznie obszerniejsze niż omawiana przeze mnie w osobnym artykule biografia Piotra Calo. Zawiera dodatkowo opis 102 cudów św. Tomasza, z których większość zaprezentowano podczas procesu kanonizacyjnego Akwinaty. Jest to pierwsze tłumaczenie tego tekstu na język polski.
Żywot św. Tomasza z Akwinu według Bernarda Gui
Wśród najstarszych, XIV-wiecznych biografów św. Tomasza możemy wymienić trzech dominikanów:
- Wilhelma z Tocco
- Bernarda Gui
- Piotra Calo
Biografię Piotra Calo przetłumaczyłem i zaprezentowałem już w osobnym opracowaniu. [1] Czas na prezentację znacznie bardziej rozbudowanej biografii autorstwa dominikanina Bernarda Gui.
Nie sposób określić początkowej daty rozpoczęcia pracy nad tym żywotem. Z treści jednoznacznie wynika jednak, że skoro zawiera on opis aktu kanonizacji, nie mógł powstać przed 18 lipca 1323 roku. [2] Żywot został dedykowany, jak napisano na pierwszej stronie kodeksu watykańskiego, mistrzowi z zakonu dominikańskiego Piotrowi Roggeriusowi: „Czcigodnemu mężowi, panu Piotrowi Roggeriusowi, magistrowi teologii w Paryżu, ojciec Bernard, biskup Lodève, przesyła niniejszą legendę świętego Tomasza z Akwinu”. Bernard Gui tytułuje się biskupem Lodève, a jak wiadomo godność tę otrzymał w 1323 roku. Za prawdopodobną datę powstania utworu można zatem uznać przełom lat 1323 i 1324. Współcześni badacze przyjmują, że najstarszą biografią Akwinaty jest praca Wilhelma z Tocco. Dzieło to jednak było kilkukrotnie zmieniane i jak podkreślają badacze było nieco chaotyczne. [3] [4] Bernard Gui uporządkował pracę Wilhelma z Tocco, uzupełniając ją o wyniki własnych badań historycznych. Dodatkowo jako doświadczony kronikarz i prawnik, usunął rozwlekłe komentarze poprzednika, zreorganizował materiał i nadał mu zwięzłą, przejrzystą i logiczną strukturę. Jego wersja jest o wiele bardziej uporządkowana i poprawiona, szczególnie w kwestii spisu dzieł św. Tomasza. W tym kontekście praca francuskiego dominikanina stanowi doskonały punkt wyjścia do polskiego przekładu najwcześniejszych żywotów świętego Tomasza. Dla koneserów podaję link do oryginalnego manuskryptu, który jest dostępny w zbiorach biblioteki Uniwersytetu w Barcelonie. [5]
Bernard Gui, biografia autora
Bernard Gui był jedną z najbardziej wpływowych i wszechstronnych postaci Kościoła katolickiego na przełomie XIII i XIV wieku. Jako dominikanin zapisał się w historii nie tylko jako inkwizytor, ale również jako utalentowany administrator, dyplomata, historyk oraz autor licznych dzieł teologicznych. Poniżej przedstawiam szczegółowy przegląd jego życia i dokonań, podzielony według wybranych przeze mnie zagadnień:
- Biografia.
- Kaznodzieja.
- Historyk.
- Inkwizytor i duchowny.
- Człowiek.
Biografia
Bernard Gui (znany również jako Bernardo Gui lub Bernardus Guidonis) urodził się w 1261 lub 1262 roku w Royères w regionie Limousin we Francji. Mając niespełna dwadzieścia lat, w 1280 roku, wstąpił do Zakonu Kaznodziejów (dominikanów) w Limoges. W latach 1283 – 1284 oraz 1285 – 1289 studiował w Limoges filozofię przyrody oraz teologię, natomiast wyższe studia teologiczne odbył w Montpellier w latach 1289–1291.
Szybko dał się poznać jako człowiek o wybitnym intelekcie i talencie organizacyjnym, co otworzyło mu drogę do kariery w strukturach zakonnych i kościelnych. Pełnił funkcję lektora w kilku kluczowych klasztorach południowej Francji (m.in. w Brive, Albi, Carcassonne i Limoges). Za pontyfikatu Jana XXII Bernard Gui został powołany do misji dyplomatycznych. Pod koniec życia, w uznaniu jego zasług, papież Jan XXII mianował go biskupem – najpierw Tui w Galicji (1323 r.), a następnie Lodève w Langwedocji (1324 r.), gdzie zmarł 30 grudnia 1331 roku.
Poniżej przedstawiam skróconą chronologię jego życia, która pozwoli bliżej prześledzić etapy tej imponującej działalności. [6]
Skrócona chronologia życia Bernarda Gui
- 1261 lub 1262 – Narodziny w Royère (obecnie gmina La Roche-l’Abeille, departament Haute-Vienne).
- 14 września 1279 – Obłóczyny (przyjęcie habitu) w konwencie w Limoges.
- 16 września 1280 – Profesja zakonna.
- 1280–1283 – Studia w zakresie studia logicalia i naturalia (filozofia przyrody).
- 1283–1284 – Studia w studium naturalia w Limoges.
- 1284–1285 – Objęcie funkcji lektora logiki w Brive.
- 1285–1289 – Studia w studium teologicznym w Limoges.
- 1289–1291 – Wyższe studia teologiczne w studium generale w Montpellier.
- 1291–1292 – Funkcja sublektora w Limoges.
- 1292–1294 – Lektorat teologii w Albi.
- czerwiec 1294 – Nominacja na lektora w Carcassonne przez kapitułę prowincjonalną; równoczesny wybór na przeora w Albi.
- 21 lipca 1294 – Zatwierdzenie przez prowincjała; czteroletnie sprawowanie urzędu przeora z równoczesnym (przez trzy lata) pełnieniem obowiązków lektora w Albi.
- 12 października 1297 – Zatwierdzenie jako przeor w Carcassonne (urząd sprawowany przez cztery lata, w tym przez dwa połączony z funkcją lektora). Początek gromadzenia dokumentów dominikańskich.
- 22 lipca 1301 – Trzecia nominacja na lektora w Carcassonne pod koniec tamtejszego przeoratu; w międzyczasie wybór na przeora w Castres.
- 16 sierpnia 1301 – Zatwierdzenie na urzędzie przeora w Castres (sprawowany przez cztery lata).
- 4 sierpnia 1302 – Mianowanie kaznodzieją generalnym przez kapitułę prowincjonalną.
- 22 grudnia 1304 – Dedykacja mistrzowi generalnemu pierwszej ogólnej kompilacji dokumentów dominikańskich.
- 23 sierpnia 1305 – Zatwierdzenie na urzędzie przeora w Limoges.
- 21 kwietnia 1306 – Podjęcie papieża Klemensa V w konwencie w Limoges.
- 16 stycznia 1307 – Nominacja na inkwizytora Tuluzy.
- 22 lipca 1307 – Funkcja definitora kapituły prowincjonalnej w Condom.
- 3 marca 1308 – Pierwsza czynność inkwizytorska w Tuluzie.
- 2 czerwca 1308 – Funkcja definitora na kapitule generalnej w Padwie.
- 9 kwietnia 1311 – Wydanie w Tuluzie (wraz z Gotfrydem d’Ablis) wyroku inkwizycyjnego przeciwko Piotrowi Autier.
- 15 sierpnia 1311 – Udział jako definitor w kapitule prowincjonalnej w Bordeaux.
- 1311 – Początek redagowania w Awinionie dzieła Flores chronicorum.
- 12 maja 1312 – Rola elektora na kapitule wyborczej w Carcassonne, która wybrała generała zakonu Berengara z Landorre.
- 1313 – Funkcja definitora kapituły prowincjonalnej w Albi.
- 22 lipca 1314 – Urząd wikariusza prowincji tuluskiej na kapitule prowincjonalnej w Auvillar.
- maj 1316 – Ostatnia aktywność inkwizytorska przed przerwą w latach 1316–1319.
- 7 września 1316 – Objęcie na cztery lata w Awinionie urzędu prokuratora generalnego zakonu (w zastępstwie Simona Saltarelliego, mianowanego biskupem Parmy).
- 11 września 1316 – Powierzenie urzędu inkwizytora Tuluzy przeorom i lektorowi Carcassonne.
- 17 kwietnia 1317 – Ogłoszenie w Asti wynegocjowanego rozejmu (w roli legata papieskiego, wraz z Bertrandem de La Tour).
- 11 października 1318 – Przewodniczenie w Compiègne (wraz z Bertrandem de La Tour jako nuncjusze apostolscy) uroczystemu posiedzeniu w sprawie wdrożenia traktatu pokojowego między królem Filipem V a hrabią Flandrii Robertem de Béthune.
- 1319 do sierpnia 1323 – Wznowienie działalności inkwizytorskiej w Tuluzie, Albi, Carcassonne i Pamiers. Redagowanie podręcznika Practica inquisitionis.
- 26 sierpnia 1323 – Nominacja na stolicę biskupią w Tui w Galicji.
- 18 grudnia 1323 – Sakra biskupia.
- 1324 – Dedykacja Janowi XXII dwóch pierwszych części Speculum sanctorale.
- 20 lipca 1324 – Przeniesienie na stolicę biskupią w Lodève.
- jesień 1324 – Pierwsza wizytacja diecezji Lodève i osiedlenie się tam na stałe.
- 18 października 1325 – Ogłoszenie statutów synodalnych Lodève.
- 1329 – Zakończenie prac nad IV częścią Speculum sanctorale oraz ostatnie wydanie Imperatores Romani.
- 1330 – Druga wizytacja pastoralna diecezji Lodève.
- 1330 – Odnowienie ślubów zakonnych w Awinionie na ręce mistrza generalnego Barnaby z Vercelli z okazji pięćdziesięciolecia profesji.
- 1331 – Ostatnie poprawki i uzupełnienia w dziełach: Flores chronicorum, Catalogus brevis romanorum pontificum, a także w Chronologii i Drzewie genealogicznym królów Francji.
- 30 grudnia 1331 – Śmierć na zamku w Lauroux.
- styczeń 1332 – Pochówek w kościele Kaznodziejów (dominikanów) w Limoges.
Kaznodzieja
Jako dominikanin Bernard Gui uosabiał fundament swojego zakonu, którym była dynamiczna ewangelizacja i walka słowem z błędami doktrynalnymi. Choć dziś kojarzymy go głównie z działalnością urzędową, dla współczesnych mu ludzi był przede wszystkim znakomitym mówcą i duszpasterzem. Świadczą o tym stanowiska lektora w czterech konwentach: Brive, Albi, Carcassonne i Limoges. Ukoronowaniem działalności kaznodziejskiej, prowadzonej poprzez formację intelektualną i teologiczną w konwentach, było nadanie Bernardowi Gui w 1302 roku przez kapitułę prowincjonalną tytułu kaznodziei generalnego. Jego kaznodziejstwo charakteryzowało się głęboką znajomością Pisma Świętego oraz teologii, ale także jasnym, precyzyjnym językiem. Swoje doświadczenie w tej dziedzinie przelał na papier, tworząc m.in. zbiory kazań i traktaty liturgiczne, które miały pomagać innym braciom w przygotowaniu do misji słowa. Dla Bernarda kaznodziejstwo było pierwszą linią obrony wiary katolickiej – uważał, że solidne pouczenie religijne jest najlepszym lekarstwem na szerzenie się herezji. Jako przykład jego spuścizny, która służyła kaznodziejstwu można wymienić monumentalne Speculum sanctorale („Zwierciadło świętych”). Księga zawierająca uporządkowane żywoty świętych stała się podstawowym narzędziem pracy dla kaznodziejów. Ponieważ dominikanie skupiali się na nauczaniu mas, potrzebowali sprawdzonych, ortodoksyjnych i ciekawych przykładów moralnych (exempla), które mogliby wplatać w swoje niedzielne kazania. Bernard Gui nie był typem kaznodziei wędrownego jak np. św. Wincenty Ferreriusz czy św. Jacek Odrowąż. Poza misjami dyplomatycznymi z ramienia papieża w praktyce nie opuszczał regionu Langwedocji lub jak to opisują historycy – ziemi języka d’Oc.
Historyk
Obok działalności kościelnej, Bernard Gui był jednym z najpłodniejszych i najbardziej systematycznych historyków oraz kronikarzy średniowiecza. Posiadał niezwykły dar zbierania, katalogowania i porządkowania faktów, co wyróżniało go na tle innych ówczesnych pisarzy.
Do jego najważniejszych dzieł historycznych należą:
- Flores chronicorum („Kwiaty kronik”) – monumentalna historia powszechna od czasów Chrystusa do czasów mu współczesnych.
- Katalogi papieży, królów Francji oraz biskupów Tuluzy i Limoges – precyzyjne zestawienia biograficzno – historyczne.
- Speculum sanctorale („Zwierciadło świętych”) – dzieło hagiograficzne poświęcone żywotom świętych.
- Kronika historyczna samego zakonu dominikanów, będąca do dziś bezcennym źródłem wiedzy o początkach tej instytucji.
Jego warsztat cechował się krytycznym podejściem do źródeł (jak na standardy XIV wieku) i dążeniem do chronologicznej dokładności. W odróżnieniu od wielu średniowiecznych pisarzy, dominikanin odznaczał się dużą skrupulatnością. Zamiast bezkrytycznie spisywać legendy, opierał się na oficjalnych dokumentach, archiwach i chronologii, co czyni jego pisma kluczowym źródłem dla współczesnych mediewistów.
Duchowny i inkwizytor
To właśnie funkcja inkwizytora przyniosła mu największą, choć ponurą sławę utrwaloną w popkulturze m.in. przez powieść „Imię róży” Umberta Eco i jej ekranizację. Umberto Eco wprowadził na karty swojej powieści postać autentyczną, a mianowicie inkwizytora Bernarda Gui. O ile jednak autor powieści nieco niuansuje tę postać, o tyle twórcy filmu przedstawiają go jednoznacznie jako fanatyka religijnego, zimnego i bezlitosnego sadystę, czerpiącego satysfakcję z okrucieństwa i władzy. Obraz ten, jako fikcja literacka i filmowa, nie ma nic wspólnego z historyczną prawdą.
W 1307 roku Bernard Gui został mianowany inkwizytorem Tuluzy – regionu silnie dotkniętego ruchami heretyckimi. Funkcję tę pełnił przez niemal piętnaście lat, do 1323 roku, z przerwą w latach 1316 – 1319. Jako inkwizytor Gui nie był bezdusznym potworem i sadystą, jak maluje go kino, lecz pedantycznym i skrupulatnym urzędnikiem kościelnym, działającym ściśle w ramach ówczesnego prawa kanonicznego. Wierzył, że ratuje dusze błądzących przed potępieniem, a Kościół przed rozpadem. Prowadził śledztwa przeciwko katarom, waldensom oraz tzw. duchowym franciszkanom (beguinom).
W XIII i XIV wieku inkwizytor był urzędnikiem niezwykle ściśle związanym rygorystycznymi przepisami, które nie pozostawiały mu wielkiego pola manewru. Ówczesna koncepcja sądownictwa zakładała ograniczone zaufanie do sędziego, tak aby wykluczyć przestrzeń na jego osobistą interpretację. Sędzia inkwizycji nie mógł zrobić nic innego, jak tylko zastosować prawo, gdy stwierdzi fakt. Dopiero od XVIII i XIX wieku, przeciwnie, walczono i domagano się kar arbitralnych. Średniowieczny system sądowy, w tym przepisy dotyczące inkwizycji, kładł nacisk na całkowite wyeliminowanie uznaniowości sędziego poprzez wyjątkową szczegółowość prawa. W tym kontekście najważniejszym dziedzictwem Bernarda Gui z tego okresu jest podręcznik Practica inquisitionis heretice pravitatis („Praktyka postępowania w sprawach heretyckiej przewrotności”). Było to znakomite pod względem technicznym kompendium dla innych inkwizytorów, zawierające opisy wierzeń poszczególnych sekt, metody ich przesłuchiwania (w tym psychologiczne pułapki) oraz formularze wyroków. Kodyfikacja reguł dotyczących działalności inkwizycji nie tylko porządkowała system prawny, ale też zapobiegała potencjalnym nadużyciom ze strony inkwizytorów. Księga ta została przetłumaczona na język polski i można ją nabyć w księgarniach lub antykwariatach. [7]
Podczas swojej kariery inkwizytorskiej Bernard Gui wydał ponad 900 wyroków. Wbrew czarnej legendzie inkwizycji, na karę śmierci (przekazanie władzy świeckiej w celu wykonania wyroków) skazał 42 osoby, co stanowi około 4,5% wszystkich przypadków. Większość kar stanowiły: nakaz noszenie krzyży pokutnych, pielgrzymki lub więzienie. Co ciekawe Inkwizycja formalnie nie skazywała na śmierć. Oficjalnie Kościół nie mógł sobie plamić rąk krwią. Dlatego też inkwizytor, uznając winę oskarżonego, ogłaszał jedynie, że wydaje go w ręce władzy świeckiej. W praktyce najczęściej oznaczało to egzekucję, choć istniały również prawne sposoby na uniknięcie wykonania kary przez sądy świeckie.
Wątek działalności inkwizytorskiej Bernarda Gui został tutaj szerzej rozwinięty ze względu na wspomnianą już „czarną legendę”, podsycaną przez powieść „Imię róży” i jej ekranizację. Niestety powszechnie wiadomo, że siła popkultury i upraszczających stereotypów jest porażająca w starciu z rzetelną, popartą faktami analizą historyczną i w zasadzie z góry można przewidzieć wynik tej konfrontacji. Niemniej jednak zachęcam do oceny Bernarda Gui oraz czasów, w których żył i działał, nie przez pryzmat efektownej fikcji literackiej czy filmowej, lecz na podstawie faktów i twardych danych. Warto również zapoznać się z ciekawym artykułem popularnonaukowym poświęconym tej postaci na portalu naszahistoria.pl [8]
Bernard Gui jako człowiek
Pozwolę sobie na początku zacytować ocenę jaką wystawili mu jemu współcześni.
„Ów pan Bernard był człowiekiem pobożnego umysłu i pogodnej mowy. Zwykł mawiać swoim bliskim współbraciom, których niekiedy po trudach studiów i licznych zajęć około godziny nocnej przywoływał do siebie, aby któryś z nich opowiedział coś uczciwego i rozweselającego. Twierdził bowiem, że nie jest dobrym człowiekiem ten, kto udaje się na spoczynek, jeśli choć raz w ciągu dnia nie doznał radosnego pokrzepienia. Z tej rozrywki korzystał jednak z tak wielkim umiarem, że ostatecznie kończył ją słowami budującymi, których w pobożnym uniesieniu wypowiadał zadziwiająco wiele”.
„Był również człowiekiem obdarzonym wielką wymową zarówno w słowie, jak i w piśmie, wyróżniającym się wszelką dobrocią, ujmującym w wyglądzie i sposobie bycia oraz doskonale wykształconym we wszystkim, co mogło służyć życiu zakonnemu i wykorzenianiu zarazy herezji”.
Dniem i nocą nasz Bernard trudził się zarówno nad jak najlepszym zarządzaniem swoją diecezją, jak i nad prowadzeniem studiów, zwłaszcza historycznych. „Niczym nard wonny, zarówno jego życie, jak i nauka wydzielały najsłodszą woń Bogu i ludziom. Był bowiem mężem wielkiej rady, wielkiego doświadczenia i wypróbowanej roztropności oraz rzetelnego życia zakonnego, mężem skromnym i rozważnym, o głębokiej pokorze, sławnym z opinii, łaski, wiedzy i wymowności, noszącym w sercu czyny świętych i sławnych mężów oraz szlachetne i godne pamięci starożytności, wyjawiającym je w stosownym czasie i z pilnością utrwalającym na piśmie dla pamięci, aby nie zginęły; upodobnionym ponadto w żarliwości wiary, gorliwości i szczerości życia zakonnego do ojców pierwotnych”. [10]
Z kolei kryteria, jakie dla urzędników Zakonu Kaznodziejskiego nakreślił piąty generał – Humbert z Romans – w swoim pionierskim podręczniku zarządzania De officiis (Instructiones de officiis Ordinis Fratrum Praedicatorum), brzmią jak idealny opis charakteru Bernarda Gui. Według tych wytycznych wzorowy dominikanin miał być: „wykształcony, dyskretny, pełen gorliwości o regułę, człowiek miły i uczciwy w kontaktach ze świeckimi, stały w miłości do dobrego stanu i pozycji Zakonu, wyrazista osobowość”.
Patrząc ze współczesnej perspektywy widzimy człowieka niezwykle solidnego i uporządkowanego, sztywno trzymającego się reguł i prawa. Dziś nazwalibyśmy go legalistą. Bernard Gui był bez wątpienia skrupulatnym kronikarzem i historykiem. Ta cecha stanowiła jedną z największych zalet jego charakteru, dzięki czemu jego spuścizna dostarcza współczesnym badaczom średniowiecza niezwykle solidnego materiału źródłowego.
Należał do ludzi w pełni oddanych Kościołowi i swojemu zakonowi, a przebieg jego kariery oraz kolejne nominacje świadczą o tym, że z pokorą przyjmował powierzane mu obowiązki, bez cienia osobistych ambicji. Piastowane przez niego funkcje jednoznacznie dowodzą, że musiał być doskonałym organizatorem. Przywiązany do ziemi, z której pochodził, na pewno nie był „kaznodzieją drogi”. Swoje kaznodziejskie posłannictwo realizował głównie pisząc traktaty oraz kształtując kolejne pokolenia braci jako lektor.
Wszystkie te cechy predysponowały go do roli sumiennego i sprawiedliwego inkwizytora. Działał zawsze w obrębie prawa kanonicznego, a statystyki dowodzą, że inkwizycja w Tuluzie za jego urzędowania nie była okrutna (jak na ówczesne standardy). Można również zaryzykować tezę, że nie cechował go „makiaweliczny umysł”, o czym świadczą fiaska misji dyplomatycznych, w których uczestniczył. Słynna opowieść, którą przytaczam na początku rozdziału, dowodzi, że przy całej swojej dokładności i skrupulatności pozostawał człowiekiem pogodnym, który autentycznie cenił sobie poczucie humoru.
Kończę tę dość długą prezentację francuskiego dominikanina – Bernarda Gui – mając świadomość, że być może poświęciłem mu bardzo dużo miejsca. Z drugiej strony zdaję sobie sprawę, że o ile we Francji jest postacią zdecydowanie lepiej znaną, o tyle w Polsce pozostaje niemal całkowicie anonimowy. Wyszukiwarki internetowe przy próbie znalezienia informacji o autorze Żywota św. Tomasza niemal automatycznie odsyłają nas przecież do książki i filmu „Imię róży”. Oczywiście nie zamierzam w żadnym stopniu kwestionować wolności twórczej zarówno Umberta Eco, jak i reżysera Jeana-Jacques’a Annauda, ale byłoby wielką szkodą, gdyby ich artystyczna wizja pozostała jedynym i obowiązującym obrazem Bernarda Gui.
Źródła wiedzy o Bernardzie Gui
Wszystkim, których zainteresowała postać Bernarda Gui, a którzy czują niedosyt po lekturze dość pobieżnego biogramu w polskiej Wikipedii, gorąco polecam sięgnięcie do materiałów francuskojęzycznych. Na szczególną uwagę zasługują trzy pozycje:

- Bernard Gui et son monde. Toulouse: Éditions Privat, 1981. 400 p. (Cahiers de Fanjeaux, 16), ISBN: 2-7089-3415-5. [9] Jest to zbiór kilkunastu artykułów z XVI tomu serii „Cahiers de Fanjeaux”, w całości poświęconych postaci dominikanina. Ogromną zaletą tej pozycji jest darmowy dostęp online oraz możliwość łatwego skopiowania tekstu w celu jego automatycznego przetłumaczenia na język polski.

- Anne-Marie Lamarrigue, Bernard Gui (1261-1331). Un historien et sa méthode, Paris: Honoré Champion, 2000 (Études d’histoire médiévale), EAN13: 9782745302038. – Ta monografia niestety nie posiada darmowej wersji cyfrowej online, co oznacza konieczność zakupu lub wypożyczenia egzemplarza fizycznego.
Low, Ryan Kingman; (2018) The pre-inquisitorial career of Bernard Gui; (Kariera Bernarda Gui przed objęciem stanowiska inkwizytora). Praca magisterska (M.Phil), UCL (University College London) link do pracy.
Z uwagi na bezproblemowy dostęp w formacie PDF/TXT, podczas pracy nad tym tekstem korzystałem głównie z pierwszej i trzeciej z wymienionych publikacji.
Żywot św. Tomasza z Akwinu według Bernarda Gui – polskie tłumaczenie
Metodologia
Źródłem do opracowania polskiego tłumaczenia była dla mnie edycja D. Prümmera z 1912 roku. [11] Podobnie jak w przypadku Żywota Piotra Calo, w pierwszej kolejności zająłem się opracowaniem łacińskim. Doprowadziłem je do formatu tekstowego, poprawiając równocześnie ewidentne błędy drukarskie z wydania z 1912 roku. Uwspółcześniłem nazwy własne (imiona i nazwiska, nazwy geograficzne, itp.), pozostawiając jednak ortografię zgodną z oryginałem. Tak przygotowany tekst łaciński poddałem tłumaczeniu. Wykorzystałem do tego dwa modele językowe: GPT-5.5 oraz Gemini 3.5 Flash w wersjach rozszerzonych. Tłumaczeń dokonywałem niewielkimi fragmentami (zwykle odpowiadającemu rozdziałowi lub jego części) wykorzystując to samo zapytanie (prompt) dla obu modeli. Wynik stanowił kompilację obu odpowiedzi, wygładzoną przez pryzmat mojej ludzkiej wrażliwości. Gotowe tłumaczenie jeszcze raz oceniałem przy pomocy tych dwóch modeli szlifując ostateczną wersję. Nie zawsze stosowałem się do sugestii AI i wybierałem tę wersję przekładu, która była możliwie najbardziej zgodna z łacińskim oryginałem, ale równocześnie odpowiadała mojej intuicji i zapewniała przejrzystość tekstu w języku polskim. Starałem się jednak zachować ducha łacińskiego, XIV wiecznego oryginału, stąd często użyłem długich zdań lub polskich zwrotów i słów mało popularnych we współczesnym języku potocznym. Podstawowym kryterium była zgodność treści z łacińskim oryginałem.
Cuda św. Tomasza
Ten element Żywota … jest nowy w stosunku do opracowania Piotra Calo. Bernard Gui zdecydował dołączyć do żywota św. Tomasza zbiór 102 cudów za jego wstawiennictwem. Zostały one przez autora bardzo precyzyjnie podzielone na trzy kategorie. Pierwszych 28 cudów pochodzi z pierwszego dochodzenia (Neapol, 1319 rok), cuda od 29 do 75 pochodzą z drugiego dochodzenia (Fossanova, 1321 rok), a cuda od numeru 76 do 102 zostały włączone jako potwierdzone przez wiarygodnych świadków. Przetłumaczone cuda dotyczą okresu pośmiertnego i jako takie nie wnoszą nic nowego do samej biografii św. Tomasza z Akwinu. Dlaczego więc zdecydowałem się je przetłumaczyć? Po pierwsze, stanowią integralną część pracy Bernarda Gui. Po drugie, postać św. Tomasza z Akwinu postrzegana jest obecnie niemalże tylko przez pryzmat jego wyjątkowej i niezwykle bogatej spuścizny intelektualnej. Praktycznie nikt nie porusza tematu „cudów”, a jest on warty omówienia. Dostarczają one bowiem bogatej „bazy wiedzy” związanej z XIV-wieczną rzeczywistością. Możemy dzięki nim ocenić pewne statystyki, czyli to, jaki był podział cudów względem płci, rodzaju schorzenia czy miejsca, gdzie dany cud się wydarzył. Dla innych świętych taka statystyka bywała często przyczyną postrzegania ich w ludowych wierzeniach. Stąd mamy pewnego rodzaju specjalizację świętych w uzdrowieniach z konkretnych chorób lub nieszczęść. Święty Tomasz z Akwinu jest raczej nieobecny w pobożności ludowej, co nie znaczy, że mając tak bogaty materiał (102 cuda), nie warto dokonać jego dokładnej analizy. W tym artykule takowego badania nie podejmę, ale samo tłumaczenie opisu cudów pozwoli w przyszłości przeprowadzić podobną analizę niskim kosztem. W końcu opisy i relacje z poszczególnych cudów są bezcennym świadectwem dla badaczy XIV wiecznej rzeczywistości.
Polskie tłumaczenie
Żywot świętego Tomasza z Akwinu
autorstwa
Bernarda Gui
Tu rozpoczyna się legenda świętego Tomasza z Akwinu z Zakonu Braci Kaznodziejów, o jego pochodzeniu, życiu, śmierci oraz czynach. Jego święto obchodzi się w Nony marcowe, w dniu, w którym odszedł z tego świata. Zebrana przez biskupa Lodève.
(Ta księga należy do domu Mont-Dieu Zakonu Kartuzów.)
I. O znamienitym rodzie świętego Tomasza oraz o jego narodzeniu i imieniu przepowiedzianych matce
Święty Tomasz z Akwinu, wybitny doktor Zakonu Braci Kaznodziejów, urodził się w szlachetnym rodzie i wywodził swoje pochodzenie ze znamienitego domu hrabiów Akwinu na pograniczu Kampanii i Królestwa Sycylii. Jego ojciec miał na imię Landulf, matka zaś, pochodząca z Neapolu i wyróżniająca się tak szlachetnością obyczajów, jak i sławą swoich przodków, nazywała się Teodora. Narodzenie tego chłopca i dalszy bieg jego życia zostały przez Boga wcześniej objawione, zanim jeszcze opuścił łono matki. Żył bowiem w owym czasie w Kampanii pewien święty mąż, z czynu i z imienia Dobry (zwany Bonus), który wraz z wieloma innymi eremitami prowadził życie pustelnicze na górze zwanej Roccasecca i cieszył się powszechnym szacunkiem. On to, natchniony Duchem Bożym, przybył do matki Tomasza na zamek Roccasecca, gdy ta nosiła go jeszcze w łonie, i rzekł do niej: „Raduj się, pani Teodoro, albowiem urodzisz syna, a na imię będzie mu Tomasz. Będzie on wielki na całym świecie, tak w nauce, jak i w życiu, i zostanie bratem w Zakonie Braci Kaznodziejów”. Matka odpowiedziała mu: „Niech Pan spełni upodobanie swojej woli”. Wszystko to spełniło się po kolei dokładnie tak, jak zostało zapowiedziane. Narodził się więc szlachetny chłopiec, nazwany Tomaszem, i wychowywał się pod troskliwą opieką mamki.
II. O kartce zawierającej Pozdrowienie Anielskie, którą święty Tomasz, będąc jeszcze niemowlęciem karmionym piersią, chwycił i trzymał w dłoni
Gdy Tomasz był jeszcze niemowlęciem karmionym piersią i zwyczajem dzieci leżał owinięty w pieluszki w kołysce, zdarzyło się pewnego razu, że mamka rozwinęła go, aby go wykąpać. Wtedy dziecko, wyciągając rączkę, za sprawą Bożego natchnienia podniosło z ziemi znalezioną kartkę, choć nikt mu jej nie wskazywał. Następnie zamknęło ją w dłoni i mocno ścisnęło. Gdy zaś mamka chciała go wykąpać i wyjąć kartkę z jego rączki oraz otworzyć mu dłoń, dziecko zaczęło głośno płakać. Kiedy jednak pozwalano mu trzymać kartkę, ono milkło; dlatego mamka, litując się nad nim, wykąpała, wytarła i ubrała dziecko, które wciąż trzymało zamkniętą dłoń z kartką. Matka chłopca, chcąc się dowiedzieć, co zawiera wspomniana kartka, otworzyła w końcu jego dłoń, mimo że płakał z całych sił. I stwierdziła, że nie było na niej napisane nic innego jak tylko Pozdrowienie Anielskie: „Zdrowaś Maryjo, łaski pełna…” i dalszy ciąg modlitwy. Zgodne to bowiem było z Boską Opatrznością, aby przez taką zapowiedź ukazać w chłopcu to, co miało później ujawnić się w mistrzu, by z góry było wiadomo, jak zbawienną naukę będzie głosił, gdy osiągnie wiek męski. Tę zaś kartkę, zawierającą początek naszego zbawienia, odnalazł nie inaczej jak tylko prowadzony przez Ducha Bożego.
III. O dobrych skłonnościach chłopca świętego Tomasza
Gdy chłopiec ukończył piąty rok życia, rodzice ofiarowali go Bogu i wraz ze stosownym orszakiem posłali go – niczym drugiego Samuela do Helego – do klasztoru na Monte Cassino, należącego do zakonu świętego Benedykta, aby został ukształtowany w obyczajach i wykształcony w naukach. Działo się to zaś za sprawą zrządzenia Bożej Opatrzności, aby tak jasne światło, które miało stać się ozdobą Kościoła, nie wzrastało w ciemnościach oraz aby świecki sposób życia nie skaził go choćby w najmniejszym stopniu sprawami tego świata. Tam, jako zapowiedź przyszłych postępów, chłopiec w tak młodym wieku, pozbawiony jeszcze wiedzy i niepotrafiący nawet dobrze poznać samego siebie, w przedziwny sposób – nie znając jeszcze Boga, uprzedzony łaską pragnął Go poznać i poszukiwał Go. Miało się bowiem tak stać, że skoro szukał Boga wcześniej niż inni, to i jaśniej od reszty miał opisać to, co dzięki Bożemu darowi z większą pilnością odnalazł. Chłopiec ten, którego wybrał Duch Boży, unikał dziecięcego towarzystwa innych szlachetnie urodzonych chłopców wychowujących się w tym samym miejscu i całkowicie stronił od próżnych rozmów. Gdy tylko mógł, odsuwał się od nich na bok, trzymając w ręku kartkę zawierającą podstawowe ćwiczenia, którymi zwykło się wprowadzać dzieci w zasady nauki. Był dojrzały w swoim zachowaniu, wolny od wszelkiej dziecięcej płochości, w mowie nie był gadatliwy, lecz milczący, jakby już zaczynał rozważać coś w samym sobie. Był też dobrze ułożony w obyczajach i, na ile pozwalał jego młody wiek, oddany modlitwie.
IV. O jego przedziwnych postępach w naukach wyzwolonych
Ponieważ zaś, jak mówi Pismo: „po czynach swoich poznaje się chłopca, czy prawe i czyste jest jego postępowanie”, gdy opat wspomnianego klasztoru, jakby wiedziony duchem proroczym, dostrzegł, że chłopiec o tak niezwykłych zdolnościach stanie się kimś wielkim, przekonał jego rodziców, aby wysłano go na studia do Neapolu celem kształcenia w sztukach wyzwolonych. Gdy tak się stało, dzięki bystrości umysłu poczynił w nauce tak wielkie postępy, że przewyższał wszystkich swoich rówieśników. Zarówno w powtarzaniu tego, co głębiej usłyszał i bystrzej zrozumiał, jak i w dysputach oraz innych ćwiczeniach szkolnych nauk, chłopiec ten jawił się uczniom i mistrzom jako godny podziwu. Wszyscy bowiem zadziwiali się jego roztropnością i odpowiedziami. W krótkim więc czasie, poczyniwszy ogromne postępy w gramatyce, logice oraz filozofii przyrody, zaczął za sprawą Boga postanawiać w samym sobie, aby całkowicie wyrzec się świata i w Zakonie Braci Kaznodziejów oddać Panu podwojony talent powierzony mu w postaci wybitnego umysłu i przenikliwej inteligencji. Pewnemu bowiem bratu tegoż zakonu, który podziwiał tak niezwykły dar jego umysłu, ukazało się w widzeniu, że z jego oblicza wychodziły lśniące promienie, które rozchodząc się daleko i szeroko, jaśniały w oczach patrzących.
V. O jego wstąpieniu do Zakonu Braci Kaznodziejów
Gdy więc sława utalentowanego chłopca, który obdarzony był dobrą duszą, niosła się na ustach wszystkich, a w jego sercu niezmiennie trwało święte postanowienie wstąpienia do Zakonu, zdarzyło się, że brat Jan z San Giuliano, mąż doprawdy wielkiej sławy, natchniony Duchem Bożym, przemówił do młodego Tomasza. Skłonił go do wstąpienia do Zakonu, co ten już wcześniej zamierzał, aby w ten sposób Duch Boży za jego pośrednictwem dopełnił tego, co sam rozpoczął. Wstąpił więc do Zakonu Kaznodziejskiego, będąc jeszcze w wieku młodzieńczym, jak ów czas opisuje bulla kanonizacyjna, mając stać się lampą na świeczniku Kościoła, przy której świetle będą kroczyć ci, którzy błądzą w ciemnościach. Habit zakonny nadał mu i nałożył na niego mąż pod każdym względem godny pochwały i pobożny, brat Tomasz Agni z Lentini, ówczesny przeor neapolitański, który później został arcybiskupem Cosenzy, a stamtąd przeniesiony, dostąpił godności patriarchy świętego miasta Jerozolimy. Mieszkańcy miasta dziwili się wstąpieniu tak znakomitego młodzieńca, bracia radowali się, a jego matka, godna pamięci za swe dobro, słysząc te wieści, doznawała pocieszenia, pamiętając o obietnicy danej jej przez męża Bożego, którą widziała już spełniającą się w swoim synu. Pobożna matka, radując się więc w Panu, pospieszyła do Neapolu z odpowiednim orszakiem, pragnąc zobaczyć syna i umocnić go w wytrwaniu przy podjętym postanowieniu. Chciała bowiem niejako po raz drugi zrodzić duchem tego, którego wcześniej zrodziła ciałem dla świata. Kiedy jednak usłyszano o jej przybyciu, w sercach braci zaczęło rodzić się pełne obawy podejrzenie, że matka może kierować się wobec syna uczuciem matczynym i że kobiecym zwyczajem zacznie zabiegać o to, by młodzieniec opuścił zakon. Poruszeni tym podejrzeniem, bracia odprowadzili go aż do Rzymu, aby matka nie mogła odnaleźć go w Neapolu. Z Rzymu zaś wysłali go do Toskanii, skąd miał zostać przewieziony do Paryża. Tymczasem troskliwa matka, podążając za nim z Neapolu aż do Rzymu, nie znalazła go. Pozbawiona owocu tak wielkiego trudu oraz możliwości ujrzenia syna, została w głębi serca przejęta wielkim bólem. Utrzymywała bowiem, że pragnęła zobaczyć syna jedynie po to, aby umocnić go w postanowieniu pozostania w Zakonie.
VI. Jak został pojmany w drodze i siłą odebrany braciom z Zakonu
Gdy matka usłyszała o tych wydarzeniach, ogarnął ją niepokój, ponieważ nie wierzono jej, że kierują ją matczyne intencje wobec syna. Posłała więc wiadomość do swoich pozostałych synów, dworzan cesarskiego dworu, przebywających w zamku Acquapendente w Toskanii, i przedstawiła im przebieg całej sprawy. Następnie nakazała im pod rygorem utraty matczynego błogosławieństwa, aby uprzedzili go w drodze i przyprowadzili syna przed oczy matki. Synowie przedstawili cesarzowi Fryderykowi nakaz matki, a ten udzielił im pozwolenia na wykonanie tego, co im polecono. Przystąpiono więc do wykonania tego bezprawnego polecenia i niczym szaleni zbójcy rzucili się na swoją ofiarę. W końcu odnaleziono młodzieńca w towarzystwie czterech braci kaznodziejów, którzy byli jego towarzyszami i przewodnikami w podróży. Odpoczywał on przy pewnym źródle po trudach przebytej drogi i przed dalszym etapem podróży. Został pojmany i uprowadzony, nie przez braci według ciała, lecz jakby przez okrutnych wrogów. Gdy zaś nakazali mu zdjąć habit, w żaden sposób nie chciał się na to zgodzić. Próbowali więc siłą go z niego obedrzeć, lecz nie zdołali tego dokonać, obawiając się, by młodzieniec, który ze wszystkich sił stawiał opór, nie doznał przy tym uszkodzenia ciała. Pojmanego odesłali więc do matki, nadal odzianego w habit Zakonu i pozostającego pod ścisłą strażą. Matka, ujrzawszy ponownie syna, uradowała się, lecz okazując, że wiele wycierpiała, starała się nakłonić go do porzucenia przywdzianego habitu Zakonu. Nie uległ jednak jej namowom umysł pewny słuszności swej decyzji i nie zdołały go zmiękczyć matczyne prośby, gdyż jego duch został umocniony na niewzruszonej skale. Został więc oddany pod straż w zamku Monte San Giovanni niczym niewinny baranek i miał tam pozostać aż do bliskiego przybycia swoich braci według ciała. Tymczasem, gdy to wszystko się działo, bracia [dominikanie], którzy towarzyszyli mu w podróży i którym został siłą odebrany, udali się do papieża Innocentego IV, przebywającego wówczas w Toskanii i przedstawili mu skargę na opisane wydarzenia. Papież polecił cesarzowi przeprowadzić staranne dochodzenie w sprawie użytej przemocy oraz wymierzyć stosowną karę odpowiednią do skali przewinienia. Kiedy jednak cesarz przystąpił do badania sprawy, bracia Zakonu, kierując się roztropnością, odstąpili od dalszego dochodzenia, aby przypadkiem nie powstało jeszcze większe zgorszenie i aby nie narazić na niebezpieczeństwo sumień osób zakonnych.
VII. O jego postępach w czasie uwięzienia oraz o stałości ducha, dzięki której, zwycięski i niezwyciężony żołnierz Chrystusa, zasłużył na przepasanie przez aniołów pasem wieczystej czystości
Gdy wybrany przez Boga młodzieniec był przetrzymywany w więzieniu, w jego umyśle pośród ciemności rozbłysło Boże światło. W tym czasie wiele czytał, wiele się nauczył i wiele zachował w pamięci. Nauczał tam również swoje siostry, a jedną z nich, która usiłowała odwieść go od jego świętego postanowienia, przy Bożej pomocy doprowadził do takiej miłości do Stwórcy i wzgardy dla świata, że złożyła Bogu ślub czystości. Pobożnie przyjęła habit zakonny, a później została przełożoną mniszek w klasztorze Najświętszej Maryi Panny w Kapui zakonu świętego Benedykta i wytrwała w świętym powołaniu aż do końca życia. Tymczasem pobożny młodzieniec, gdy niczym drugi Józef był zamknięty w więzieniu, biegł myślą przez przestrzenie nieba, oddając się kontemplacji. I tak jak podczas lektury Bóg przemawiał do niego, tak podczas modlitwy on sam słodko rozmawiał z Bogiem. Nie brakowało jednak zamkniętemu młodzieńcowi wrogich zakusów ze strony różnych ludzi oraz, jak można sądzić, niegodziwych pokus. Lecz lekkie podmuchy wiatru nie powalą drzewa o mocnych korzeniach, ponieważ ten, kogo Duch Boży utwierdził, w żaden sposób się nie zachwieje. W końcu do miejsca jego uwięzienia przybyli jego bracia według ciała, lecz nie według ducha. I już nie jak wcześniej usiłowali wpływać na niego pochlebstwami, lecz prowokowali go i dręczyli zniewagami oraz groźbami. On jednak, jak wzgardził tymi, którzy mu schlebiali, tak samo lekceważył tych, którzy próbowali go rozgniewać. Gdy bowiem rozdarli na nim habit zakonu, który nosił, aby ze wstydu porzucił rozdarte odzienie i przywdział inne, bardziej im odpowiadające, on cierpliwie zniósł zniewagi i owinął się strzępami habitu, które jeszcze pozostały, odnosząc w obliczu większej krzywdy zwycięstwo dzięki większej cierpliwości. Aby zaś nie zabrakło przeciw sprawiedliwemu żadnego rodzaju pokusy, jego domownicy – będący jego braćmi według ciała, lecz wrogami według ducha – uciekli się do broni i podstępów diabła. Postanowili przez kobietę zachwiać duszą niewinnego młodzieńca. „Czyż — mówili — będzie on ostrożniejszy od pierwszego rodzica Adama, silniejszy od Samsona, sprawiedliwszy od Lota, bardziej pobożny od Dawida i mądrzejszy od Salomona? Niech więc wejdzie rozpustna dziewczyna o bezwstydnym spojrzeniu i zachowaniu, a jeśli zdoła, niech obali tę wieżę, która nie lęka się machin naszych gróźb ani pocisków naszych pochlebstw. Zabijmy duszę młodzieńca, abyśmy mogli cieszyć się jego cielesną obecnością. Wypędźmy z niego Ducha Bożego, który nim kieruje, aby jego własny duch został zawstydzony”. Takie zamysły rodzą ciało i krew; takimi atakami rodzeni krewni i przyjaciele występują przeciw swoim bliskim, aby ich zgubić. Weszła więc do komnaty, w której samotnie przebywał pod strażą, bardzo piękna, lecz bezwstydna dziewczyna, niczym wąż o ludzkiej twarzy, by usidlić młodzieńca i, jeśli zdoła, odwieść go od postanowienia czystości. To żmijowym spojrzeniem, to lubieżnymi słowami i dotykiem starała się uwieść niewinnego młodzieńca, nie zdając sobie sprawy, że walczy nie z człowiekiem, lecz niemal z aniołem. Aby jednak cnota mogła się doskonalić w słabości, pojawiły się w młodzieńczym ciele poruszenia zmysłów. Lecz duch młodzieńca, dojrzały ponad swój wiek i mężny, nie zwlekał ani chwili z ich przezwyciężeniem. Wówczas młodzieniec przeciwstawił pokusie moc cnoty i święte oburzenie. A ponieważ był atakowany ogniem pożądliwości, natychmiast podszedł do ognia, który przypadkiem był rozpalony w komnacie, chwycił płonące polano niczym sztylet i wypędził poza próg komnaty dziewczynę, która podsycała płomień nieczystej żądzy. Następnie, płonąc gorliwością ducha, podszedł do kąta komnaty i końcem żagwi wyrył na ścianie znak świętego krzyża. Tam upadł na kolana i ze łzami błagał Boga o dar wieczystej wstrzemięźliwości i dziewictwa, aby ten skarb, którego mocy właśnie doświadczył, zachował odtąd całkowicie nieskalany. Kiedy zaś modląc się i płacząc zasnął, oto nagle ukazało mu się we śnie dwóch aniołów, którzy powiedzieli, że jego modlitwa została wysłuchana przez Boga. Następnie przepasali go wokół bioder tak mocno, iż odczuł rzeczywisty ból, i rzekli: „W imieniu Boga przepasujemy cię, jak prosiłeś, pasem czystości, który odtąd nigdy nie zostanie rozwiązany”. Gdy się obudził i krzyknął, odczuwając jeszcze ból po świętym dotknięciu aniołów, nie chciał wyjawić tym, którzy zaniepokojeni jego wołaniem pytali go o to, co się wydarzyło. Zachował to widzenie w tajemnicy aż do końca życia. Dopiero wtedy pokornie wyjawił je swojemu towarzyszowi, bratu Reginaldowi, powiernikowi swoich najgłębszych tajemnic. Od tego czasu zwykł tak unikać widoku kobiet i rozmów z nimi — chyba że zmuszała go do tego konieczność lub pożyteczna przyczyna — jak człowiek, który strzeże się przed wężami.
VIII. O tym, jak przez dwa lata był więziony i jak w tym czasie zajaśniała jego wypróbowana cnota
Przez blisko dwa lata był przetrzymywany w tej komnacie niczym w więzieniu. Mimo to był tam często i troskliwie odwiedzany przez wspomnianego wyżej brata Jana z San Giuliano, który żywił wobec niego gorące uczucie przyjaźni. Na ile mógł, zaopatrywał go w odzienie zakonne – potajemnie przynosił mu tuniki, które sam miał na sobie, i zdejmując je na miejscu, zostawiał mu, aby młodzieniec nie cierpiał niedostatku na ciele, podczas gdy jego duch umacniał się tak wielką cnotą. O szczęśliwe więzienne zamknięcie, w którym rozbłysnął tak wielki blask rozumu! O zbawienne więzy, które temu, kto kontemplował sprawy niebieskie, przyniosły tak wielką wolność! O szczęśliwa pokuso, którą wróg usiłował doprowadzić do zguby, lecz dzięki Bożej pomocy stała się ona triumfem dzielnego wojownika. O jak wyraźne i dojrzałe były oznaki świętości i zasług jego życia! Oto niezwyciężony bojownik, atakowany z obu stron życia zmysłowego: z jednej przez pochlebstwa i rozkosze, z drugiej przez zniewagi, nie dał się ani zmiękczyć, ani złamać. O mężny wojowniku i niezwyciężony żołnierzu Chrystusa, który pokonawszy dawnego i odwiecznego nieprzyjaciela, odniósł zwycięstwo i zdobył łup w tak trudnej walce! Sam trwając w walce jako zwycięzca, wyrwał swoją rodzoną siostrę z ziemskiego świata i oddał ją na służbę Bogu. O szczęśliwy pielgrzymie i przechodniu tego świata, który dzięki zwycięstwu stał się obywatelem nieba! Z Bożego zrządzenia dane mu było ujrzeć swoich współobywateli niebieskich, a temu, który walcząc jeszcze na ziemi zachował dziewictwo, nie odmówiono obcowania z aniołami i przepasania pasem czystości. Dzięki swej czystości zasłużył bowiem, aby upodobnić się do aniołów. W końcu przezorna matka, widząc, że musi się spełnić w synu to, co zostało jej zapowiedziane przez świętego pustelnika za sprawą Bożego objawienia, i nie chcąc sprawiać wrażenia, że sprzeciwia się bardziej Bożej Opatrzności niż stałości młodzieńca, roztropnie osłabiła nadzór nad nim i ostrożnie usunęła strażników. Następnie spuszczono go z zamku przez okno za pomocą liny, a oczekujący na niego w tym miejscu bracia kaznodzieje, przygotowani na tę chwilę, przyjęli go z wielką radością. Następnie wśród powszechnej radości zaprowadzili go do Neapolu. Bracia przyjęli go po wyjściu z więzienia tak dobrze przygotowanego, jak gdyby przez długi czas przebywał na studiach i uczestniczył w ćwiczeniach szkolnych.
IX. O jego postępach w nauce pod kierunkiem mistrza Alberta i o tym, jak dał się poznać ten, który długo milczał
Przywrócony więc Zakonowi jedynie ciałem, gdyż duchem nigdy go nie opuścił, został wysłany z Neapolu do Rzymu. Stamtąd czcigodny ojciec, brat Jan Teutończyk, mistrz Zakonu i biskup, zabrał go do Paryża. Następnie został skierowany do Kolonii, gdzie pod kierunkiem brata Alberta Teutończyka [Alberta Wielkiego] z Zakonu Kaznodziejów, wielkiego doktora zarówno filozofii, jak i teologii, kwitło studium generalne. Gdy tam przybył i usłyszał mistrza nauczającego rzeczy głębokich i zadziwiających w każdej dziedzinie wiedzy, uradował się, że znalazł to, czego szukał, i tego, od kogo mógł zaczerpnąć to, czego tak gorąco pragnął. Zaczął więc z wielką pilnością oddawać się studiom. Niczym pracowita pszczoła zbierał duchowy miód i gromadził go w ulu swego umysłu, aby we właściwym czasie rozlewać słodkie słowa nauki. Ponieważ jednak wiedzę należy przyswajać w milczeniu i z łagodnością, zachowywał wobec wszystkich tak wielką powściągliwość, że współstudiujący nazywali go „niemym wołem”. Prawdziwie bowiem był wówczas wołem pasącym się na Bożej niwie, którego niezwykła siła miała później ujawnić się w obfitości duchowych plonów. Jest to bowiem najwłaściwszy sposób zdobywania wiedzy, aby nikt nie ważył się rozprawiać, zanim wpierw nie wysłucha i sam się nie nauczy. Kiedy zaś nadszedł dla niego czas przemawiania, słuchacze poznali po jego słowach, kim był wewnętrznie ten, który wcześniej z taką skromnością zachowywał milczenie. Gdy bowiem wspomniany mistrz Albert wykładał wówczas księgi świętego Dionizego O imionach Bożych, młody Tomasz słuchał tych wykładów z wyjątkową uwagą. Pewien student, nie wiedząc jeszcze, jak wielka mądrość kryła się w Tomaszu, zaoferował się, że dobrowolnie powtórzy mu wykład mistrza. Tomasz zaś, będąc prawdziwie człowiekiem głębokiej pokory, chętnie przyjął tę propozycję. Kiedy jednak ów student zaczął powtarzać wykład i czasem nie potrafił go należycie wyjaśnić, brat Tomasz przerwał swoje długie milczenie i powtórzył wykład dokładnie tak, jak usłyszał go od mistrza, wyłuszczając go niezwykle jasno, a nawet uzupełniając o pewne kwestie, o których mistrz sam nie wspomniał. Zdumiony tym student powiedział do przełożonego studentów: „Ten Tomasz z Królestwa posiada ogromną wiedzę. Dzisiaj tak doskonale powtórzył mi wykład, że z jego ust zrozumiałem go lepiej, niż gdy słuchałem samego mistrza”. Słysząc to, ów przełożony zechciał osobiście się o tym przekonać. Nazajutrz, w porze powtórek, potajemnie przyszedł na miejsce, gdzie brat Tomasz powtarzał wykład. Słuchając uważnie, jak Tomasz z niezwykłą jasnością i wymową objaśnia materiał, zdumiał się jego wiedzą, przewyższającą nawet to, co usłyszał wcześniej od studenta. Następnie pospieszył jak najszybciej powiadomić o tym mistrza Alberta.
X. O tym, jak podczas swojej pierwszej dysputy szkolnej zaczął jawić się jako godny podziwu
Zdarzyło się również w tych dniach, że wspomniany mistrz Albert prowadził dysputę i rozstrzygał pewną trudną kwestię. Brat Tomasz, uważnie śledząc jej przebieg, spisał rozważania na kartce i zachował je przy sobie. Gdy jednak w pośpiechu opuszczał pomieszczenie przeznaczone do studiów, kartka ta wypadła przy drzwiach jego celi. Przechodzący tamtędy student podniósł ją i zaniósł mistrzowi, aby ten się z nią zapoznał. Mistrz, przeczytawszy przedstawione mu zapiski, zrozumiał je i podziwiając tę „pobożną kradzież” pilnego ucznia, dostrzegł, że jego dotychczasowe długie milczenie połączone z tak wielką czystością postępowania i życia musiało wypływać z daru jakiejś wielkiej i ukrytej łaski. Polecił więc przełożonemu studentów, aby wyznaczył Tomasza do udzielenia odpowiedzi na temat pewnej nader trudnej kwestii podczas jego pierwszej dysputy szkolnej. Choć ten z pokory wzbraniał się przed przyjęciem tego zadania, musiał jednak okazać pokorne posłuszeństwo. Udał się więc na modlitwę w odosobnieniu, a powierzywszy pokornie Bogu swój pierwszy publiczny występ szkolny, przygotował się do debaty na nazajutrz. Kiedy po przytoczeniu argumentów przedstawił dla rozwiązania problemu pewne rozróżnienie, dzięki któremu w sposób przekonujący rozwiązał zarówno samo zagadnienie, jak i wysunięte przeciw niemu argumenty, mistrz Albert powiedział: „Tomaszu, wydaje się, że nie występujesz tu jako odpowiadający, lecz raczej jako rozstrzygający”. Gdy zaś mistrz zaczął wysuwać przeciw niemu kolejne jeszcze mocniejsze argumenty, sądząc, że już go ostatecznie pokonał, Tomasz na każdy z nich odpowiedział tak trafnie, że mistrz miał wówczas wypowiedzieć te słowa: „Nazywamy go niemym wołem, ale jego ryk w nauce zabrzmi jeszcze tak potężnie, że usłyszy go cały świat”. Młodzieniec jednak ugruntował swoje serce w głębokiej pokorze; nie uniósł się pychą z tego powodu i w niczym nie zmienił swojej dotychczasowej prostoty oraz sposobu życia, choć odtąd mistrz Albert powierzał mu coraz trudniejsze zadania scholastyczne, przekonawszy się, że jest on zdolniejszy od wszystkich innych. W ten sposób, podczas odpowiedzi i innych wystąpień szkolnych, budził podziw zarówno mistrza, jak i uczniów, stało się bowiem uderzająco jasne, że był pełen Ducha Bożego. I choć przewyższał innych zarówno wiedzą, jak i intelektem, nikim jednak nawet w najmniejszym stopniu nie gardził, nikomu nie odpowiadał z pychą, ani też nie wynosił się ponad miarę, ani nie uważał siebie za kogoś wielkiego.
XI. O tym, jak zostawszy bakałarzem teologii, wkrótce zaczął jawić się słuchaczom jako nauczyciel godny podziwu
Gdy zatem dobiegł końca czas studiów, podczas których z wielką pilnością przysłuchiwał się wykładom mistrza, za namową i na świadectwo wspomnianego doktora, który poznał już wybitne zdolności swojego ucznia zarówno w nauce, jak i w życiu, mistrz Zakonu postanowił powierzyć świętemu Tomaszowi urząd bakałarza w paryskim studium. Napisał więc do niego, aby udał się do Paryża i przygotował się do wykładania Sentencji. Tomasz jednak, będąc człowiekiem najgłębszej pokory i zawsze skromnie o sobie myśląc, chętnie uchyliłby się od tego obowiązku, gdyby nie przynagliła go do tego cnota posłuszeństwa. Gdy więc został ustanowiony bakałarzem i zaczął podczas wykładów obficie przekazywać to, co wcześniej zgromadził w milczeniu, Bóg wlał w jego usta tak wielką łaskę nauczania, że wprawiał słuchaczy w zdumienie i rozpalał w nich zapał do nauki. W swoich wykładach przedstawiał bowiem nowe zagadnienia, odkrywał nowy sposób rozstrzygania kwestii i przytaczał nowe argumenty dla swoich rozstrzygnięć. Dlatego nikt, kto go słuchał, nie wątpił, że Bóg oświecił go promieniami nowego światła. Wówczas ujawnił się boski blask, dotąd ukryty w jego duszy, a wszyscy pełni podziwu słuchali tego, co głosił z taką jasnością i wzniosłością.
XII. O tym, jak został mistrzem teologii oraz o widzeniu, w którym objawiono mu temat wykładu inauguracyjnego
Gdy więc w Paryżu pomyślnie ukończył okres pełnienia obowiązków bakałarza, wykładając Sentencje, nadszedł czas, aby otrzymał tytuł i godność mistrza teologii oraz objął katedrę profesorską. Dzięki temu jego nauka, niczym lampa wyniesiona na świecznik, miała jaśnieć jeszcze pełniej i szerzej rozlewać swój blask na wszystkich, którzy znajdują się w domu Pańskim. Kanclerz paryski polecił więc przeorowi braci kaznodziejów, aby przedstawił brata Tomasza, bakałarza, do przyjęcia godności mistrzowskiej. Przeor zaś nakazał bratu Tomaszowi przygotować się i odpowiednio usposobić do objęcia tego urzędu. Ten jednak, będąc człowiekiem prawdziwie pokornym, zaczął skromnie się wymawiać, powołując się na niedostatek wiedzy i młody wiek. Miał bowiem wówczas około trzydziestu lat. Zwyciężyła jednak cnota posłuszeństwa i pokory, a ponieważ nie sprzeciwiał się poleceniu, z obu tych cnót zyskał obfitą zasługę. Otrzymawszy to polecenie, uciekł się jak zwykle do modlitwy i zaczął błagać o pomoc Tego, który uczy człowieka wiedzy. Kiedy w duchu prawdy zaczął odmawiać ów psalm: „Ratuj, Panie, bo nie ma pobożnych i zabrakło wiernych wśród synów ludzkich”, zalany łzami modlił się, aby Bóg raczył go wspomóc, natchnąć wiedzą o rzeczach boskich – której tak bardzo brakowało w ludzkich umysłach – oraz objawić mu, pełnemu niepokoju, jaki temat ma obrać na swój wykład inaugurujący. Gdy tak się modlił i natychmiast zasnął, ukazał mu się pewien sędziwy brat w habicie Zakonu Kaznodziejskiego, który rzekł do niego: „Dlaczego, bracie Tomaszu, modlisz się do Boga ze łzami?” Tomasz mu odpowiedział: „Nałożono na mnie ciężar magisterium, do którego nie czuję się w pełni zdolny, i nie wiem, jaki temat, zgodnie ze zwyczajem, mam wybrać na moje pierwsze wystąpienie”. Wówczas starzec powiedział: „Bóg wysłuchał twojej modlitwy. Nie obawiaj się przyjąć godności mistrzowskiej, ponieważ Bóg jest z tobą, a jako temat przedstawisz te słowa: Z Twoich komnat nawadniasz góry, aby owocem Twych dzieł nasycić ziemię.” Po tych słowach starzec zniknął. Tomasz zaś, przebudziwszy się, dziękował Bogu, który tak szybko go wysłuchał. Temat objawiony mu w widzeniu uczynił przedmiotem swego wykładu inauguracyjnego, a całym swoim życiem i nauczaniem doprowadził go do pełnego rozwinięcia i ostatecznego wypełnienia. Z otrzymanych z wysoka Bożych natchnień nawadniał bowiem góry, to znaczy umysły przyszłych doktorów. Owocami swoich dzieł użyźnił całą ziemię. Nie ma bowiem nikogo, kto z pobożnością oddawałby się lekturze jego pism, a nie zostałby nasycony wiedzą, mądrością oraz jej owocami. Każdy bowiem, kto czerpie z jego nauki, staje się bardziej uczony, jakby został zroszony niebiańskim deszczem, a człowiek mniej wykształcony znajduje w niej pokarm z nieba, który go nasyca.
XIII. O doskonałości wiedzy i nauki świętego Tomasza
Nauka świętego Tomasza, którą przyjmuje i podziwia niemal cały Wschód i Zachód, postępuje i wzrasta niczym jasne światło, aż do pełni dnia. Których bowiem ludzi oddanych nauce nie pouczył? Których zuchwałych nie upomniał? Których błądzących nie sprowadził na właściwą drogę? Tak nauczał o rzeczach Bożych, że również sprawy ludzkie omawiał z największą stosownością, na tyle, na ile było to pożyteczne dla zbawienia ludzi. Nie ma potrzeby wyliczać wszystkich błędów, które ten doktor prawdy mocą swoich pism wykorzenił niczym najostrzejszym sierpem. Orężem swojej nauki, niczym łukiem i mieczem tak dalece przemógł błędy i głupotę pogan, że w podobnej walce nie było dotąd we współczesnych czasach nikogo jemu równego, co nader wyraźnie ukazuje jego dzieło zatytułowane Summa contra Gentiles. Tak odsłonił zawiłości i tajemne głębie Pisma Świętego oraz świętych misteriów, że trafnie odnoszą się do niego słowa: „Zbadał głębiny rzek, a to, co ukryte, wywiódł na światło”. Doktor ów bowiem, wkraczając na rozległą niwę nauk świeckich, zerwał kwiaty spośród cierni, a jego dłoń stała się pełna ułomków Pisma Świętego z apostolskich koszy – tych ułomków, które Bóg nakazał apostołom zebrać, by nie zginęły, i zachować dla przyszłych nauczycieli. W swoich księgach zebrał to, co najużyteczniejsze z dzieł świętych doktorów – niczym ze spichlerzy pełnych ziarna wymłóconego ze zbóż Obu Testamentów; ich liczba i nazwy zostaną stosowniej spisane na samym końcu tego tekstu. Dlatego też słusznie i trafnie można go nazwać drugim Mojżeszem. Wydobyty z wód światowej próżności i własnego pochodzenia (jako że narodził się ze znamienitego rodu Akwinatów), w przedziwny sposób – jakby za sprawą córki faraona – został zwrócony Matce Kościołowi, która go przyjęła i wykarmiła mlekiem Bożej mądrości poprzez kościelną dyscyplinę. To jest Mojżesz, do którego Bóg przemawia w duchu, wysyła go do jego braci i ustanawia wodzem ludu, czemu towarzyszą znaki i zdumiewające cuda. To jest Mojżesz, który wiedziony światłem dwojakiej wiedzy, wyprowadził wiernych z egipskich ciemności opierając się na dwóch filarach: obłoku i ognia. W filarze obłoku, który wznosi się z ziemi, należy upatrywać nauki pism świeckich, zdobywanej przez ludzkie zmysły z rzeczy zmysłowych. W filarze ognia zaś kryje się owo ogniste Prawo, które z natchnienia Bożego otrzymał z prawicy Tego, który zasiada na tronie. To jest Mojżesz, który żarliwie się modląc, pokornie wyjednał obfite strumienie Bożej mądrości wytryskujące ze skały trudnego do zrozumienia Pisma Świętego. To jest Mojżesz, który wstępując na górę Bożego oglądu, przyniósł z wyżyn kontemplacji rzeczy boskich wiedzę o Obu Testamentach na podobieństwo dwóch tablic wypisanych w jego duszy palcem samego Boga. On również, niczym drugi Salomon, rozprawiał o wszystkim „od cedru na Libanie aż do hizopu, który wyrasta z muru”. Odkąd bowiem rozpoczął badanie natchnionej prawdy – rozważając sprawy od Syna Bożego, który jest odblaskiem i jasnością zrodzoną z Boga Ojca, aż po Tegoż Syna narodzonego w ludzkim ciele z chwalebnej Dziewicy Matki – tak też szczęśliwą śmiercią dopełnił kresu swojego pisania i życia. Jest on również drugim Tomaszem – nie Didymosem i nie wątpiącym, lecz pewnym poznania rzeczy Bożych. Nazwany został „otchłanią” z powodu głębi swojego umysłu. Zaproszony do wejścia w głębię przebitego boku Chrystusa, został dopuszczony do zgłębiania tajemnic Bożych. Dzięki natchnionemu poznaniu pisał o nich w swoich księgach z taką pewnością, jak gdyby dotykał ich własną ręką, a sam palec poznania wskazywał mu ich znaczenie.
XIV. O mocy jego słów w nakłanianiu do wiary dwóch Żydów
Święty doktor był godny podziwu nie tylko w swoich pismach, lecz także w żywych rozmowach; gdy jeszcze żył, nikt nie był w stanie oprzeć się jego słowom. Prawda bowiem dała mu usta i mądrość, którym żaden przeciwnik nie potrafił stawić czoła, chyba że ktoś, gardząc prawdą, trwałby w zuchwałym uporze niczym człowiek szalony albo jak ślepiec błądziłby w ciemnościach. Pewnego razu, gdy przebywał na zamku Molaria należącym do kardynała Riccardo [Annibaldiego], położonym niedaleko miasta, aby wraz z nim obchodzić święto Narodzenia Pańskiego, przybyło tam, jak to mieli w zwyczaju czynić każdego roku w tak wielkie święto – dwóch niezwykle bogatych Żydów, bardzo biegłych w Prawie Mojżeszowym. Z woli wspomnianego kardynała święty Tomasz podjął z nimi wspólną dysputę. Dyskutując z nimi długo i przytaczając różnorodne argumenty, dowiódł na podstawie Pisma Świętego i ostatecznie wykazał przyjście tego samego Pana i Zbawiciela. Uczyniwszy to, wyznaczył im czas na odpowiedź do następnego dnia, aby dokładnie to rozważyli i albo w ten sposób uwierzyli, albo odpowiedzieli na jego argumenty. Sam jednak nie zwlekał z modlitwą o ich nawrócenie, prosząc, aby Chrystus, który narodził się dla zbawienia grzeszników, raczył ich nawrócić w święto swojego Narodzenia. Rankiem zaś, gdy w ich sercach wzeszła już gwiazda prawdziwego światła, Żydzi owi przybyli na wyznaczone miejsce, a porzuciwszy dawny porządek Starego Prawa i przyjąwszy chrzest, przyoblekli się w Chrystusa Pana.
XV. O jego pobożności na modlitwie i o nieustannym skupieniu umysłu na sprawach Bożych
Był ponad miarę oddany modlitwie. Wznosił w niej swój umysł ku Bogu z taką swobodą, jak gdyby nie odczuwał żadnego ciężaru ciała, który mógłby mu się przeciwstawiać. Szczególną zaś czcią otaczał sakrament ołtarza. Ponieważ dane mu było pisać o nim głębiej, otrzymał również dar sprawowania go z większą pobożnością. Każdego dnia bowiem sam pobożnie odprawiał jedną Mszę świętą, chyba że przeszkadzała mu w tym choroba, a następnie uczestniczył w drugiej, celebrowanej przez swego współbrata lub innego kapłana, któremu sam z pokorą usługiwał przy ołtarzu, ilekroć tylko mógł. Opowiada się również, że podczas podniesienia Ciała Chrystusa zwykł był z wielką pobożnością wypowiadać słowa: „Tyś Król chwały, Chryste, Tyś Ojca Syn Przedwieczny”, i tak dalej, aż do końca hymnu. Często zdarzało się także, że podczas Mszy świętej ogarniało go tak wielkie uniesienie, iż cały zalewał się łzami, całkowicie pochłonięty tajemnicą tak wielkiego sakramentu i pokrzepiany jego darami. Także w nocy, przeznaczonej na ludzki odpoczynek, po krótkim śnie trwał na modlitwie, leżąc krzyżem, aby modląc się, mógł poznać to, co należało napisać lub podyktować. Tak więc po tym krótkim czasie, który ze względu na potrzeby ciała przeznaczał na sen lub posiłek, całą pozostałą część dnia poświęcał modlitwie, lekturze, rozmyślaniu oraz pisaniu i dyktowaniu ksiąg. Żadna chwila jego życia nie pozostawała próżna, lecz każda była wypełniona świętymi sprawami. Jeżeli zaś niekiedy, dla pocieszenia braci lub innych godnych szacunku osób, zmuszony był przerwać studia i zasiąść z nimi w rozmównicy, to nawet w tej krótkiej chwili nie zaniedbywał postępu w cnocie i nauce. Gdy bowiem odpowiedział już na przedstawione mu pytania, na które należało odpowiedzieć, przytaczał krótko jakąś opowieść historyczną lub pouczenie moralne ku zbudowaniu słuchaczy. Jeżeli zaś pozostawało jeszcze trochę czasu, zanim po zakończeniu rozmowy wrócił do swojej celi przeznaczonej do pracy, wówczas, powstawszy od miejsca, przy którym siedział z innymi, jakby nieświadomy tego, co czyni, natychmiast kierował swój umysł ku sprawom Bożym i pogrążał się w zwykłych pobożnych rozmyślaniach. Był przy tym stale tak gotowy do modlitwy, jak gdyby nigdy nie opuścił wewnętrznej świątyni swojego serca, tak, że żadna zewnętrzna czynność ani rozproszenie nie były w stanie odwrócić go od Boga. Jego serce nie znajdowało bowiem upodobania w niczym innym, jak tylko w tych rozmyślaniach i objawieniach wyproszonych na modlitwie. Ilekroć zaś zamierzał studiować, prowadzić dysputę, wykładać, pisać lub dyktować, najpierw udawał się na osobność na modlitwę. Zalany łzami błagał Boga, aby raczył objawić mu to, czego poszukiwał, i dać mu gotowość do przekazywania tego, co miał podyktować. Kiedy natomiast napotykał jakąś trudność, udawał się na modlitwę, a wracając z niej, znajdował jasne to, co wcześniej było ukryte, i miał przygotowane to, co należało napisać lub podyktować, jak gdyby nauczył się tego z jakiejś księgi. Jak bowiem wyjawił potajemnie swojemu współbratu, bratu Reginaldowi, i nakazał dochować sekretu za jego życia, swoją wiedzę zawdzięczał nie tyle naturalnym zdolnościom i ludzkiemu wysiłkowi, ile wsparciu i mocy modlitwy, przez którą wyjednał ją u Boga. Po jego śmierci sam współbrat opowiadał o tym publicznie podczas wykładów oraz przy wielu innych okazjach. Ponieważ jednak niekiedy zdarza się, że gdy rozum zajmuje się wzniosłymi i subtelnymi zagadnieniami, gorliwość serca słabnie w pobożności, dlatego wspomniany doktor, ilekroć miał ku temu sposobność, czytał jeden rozdział księgi zatytułowanej Rozmowy Ojców. Zapytany, dlaczego to czyni, odpowiedział: „W tej lekturze gromadzę pobożność umysłu, dzięki której łatwiej wznoszę się ku kontemplacji, tak aby serce miało z czego rozlewać się w pobożności, a umysł dzięki temu mógł wspinać się ku rzeczom wyższym”. Naśladował w tym przykład swojego świętego ojca Dominika. Jak bowiem zapisano w jego żywotach, dzięki częstemu czytaniu wspomnianej księgi osiągnął najwyższy szczyt doskonałości.
XVI. O skuteczności jego modlitwy w wypraszaniu u Boga tego, o co prosił
Tak wielka została mu udzielona łaska i skuteczność modlitwy, że cokolwiek z ufnością prosił Boga, otrzymywał. Niekiedy to, co zawiłe, stawało się dla świętego doktora jasne za sprawą Bożego oświecenia, a innym razem to, co wcześniej było mu nieznane, stawało się dla niego jasne, gdy tylko zwrócił się do Pana w modlitwie. Gdy bowiem pisał w Paryżu komentarz do Listów św. Pawła i natrafił na szczególnie trudny fragment, odprawił skrybów, padł krzyżem i pogrążył się w modlitwie. Modlił się żarliwie ze łzami i otrzymał to, o co prosił, tak że to, co wcześniej było dla niego niejasne, stało się całkowicie zrozumiałe. Ten sam święty doktor, pisząc komentarz do Izajasza i objaśniając tajemnice jego proroctwa, doszedł do pewnego miejsca tekstu, które sprawiało mu szczególną trudność. Nie mogąc go zrozumieć ani przeniknąć głębi sensu prorockiego Pisma, przez wiele dni umartwiał się modlitwami i postami. W końcu zaś przez modlitwę otrzymał to, o co prosił. Pewnej nocy, gdy żarliwie się modlił, jego współbrat usłyszał, jak z kimś rozmawia, choć nie potrafił zrozumieć ani przedmiotu rozmowy, ani osób, z którymi prowadził tak tajemniczą rozmowę. Gdy zaś rozmowa ucichła, Tomasz zawołał współbrata po imieniu i powiedział: „Synu Reginaldzie, wstań, zapal światło i weź zeszyt, w którym zapisałeś komentarz do Izajasza, a następnie pisz dalej”. Tamten wstał i zaczął zapisywać to, co doktor mu dyktował, zupełnie tak, jakby czytał tekst z jakiejś księgi. Po godzinie Tomasz rzekł do niego: „Idź już odpocząć, synu, bo zostało jeszcze sporo czasu na sen”. Wówczas Reginald padł do jego stóp i błagalnie, ze łzami, rzekł: „Nie odejdę stąd, dopóki nie powiesz mi, z kim tak długo rozmawiałeś tej nocy”. I zaczął usilnie zaklinać go na imię Pańskie. Ponieważ Tomasz nie chciał tego wyjawić i powtarzał, że nie ma potrzeby, by on o tym wiedział, Reginald tym bardziej nalegał, nieustannie zaklinając go i prosząc o to samo. W końcu pobożny doktor, by nie okazać lekceważenia dla imienia Pana, na które został zaklinany, zalał się łzami i rzekł: „Synu, widziałeś, jak bardzo cierpiałem w tych dniach z powodu tego fragmentu tekstu, który właśnie objaśniłem, a który ty zapisałeś. Wyprosiłem u Pana jego zrozumienie, a On tej nocy posłał do mnie świętych apostołów Piotra i Pawła, których prosiłem u Boga o wstawiennictwo w tej sprawie. Rozmawiałem właśnie z nimi, a oni najpełniej pouczyli mnie o tym, o co prosiłem w modlitwie. W imieniu Boga nakazuję ci jednak, abyś nikomu nie wyjawił za mojego życia tego, co ci powiedziałem i o co tak usilnie mnie zaklinałeś”. O przedziwna tajemnico Bożej Opatrzności! Bóg na pewien czas ukrywa tajemnice Pisma Świętego, a w innym czasie je objawia, aby człowiek poznał, jak dalece ludzki rozum ustępuje rzeczom Bożym, ponieważ sam z siebie nie jest w stanie dosięgnąć Bożych tajemnic. Dlatego należy prosić o zrozumienie rzeczy ukrytych Tego, który zechciał objawić je umysłom proroków i apostołów. O szczęśliwa duszo, której głos pobożnej modlitwy skłonił ucho Bożej litości! Niech człowiek nauczy się cierpliwie znosić niepewność, gdy nie pojmuje jeszcze tego, czego pragnie w sprawach Bożych, i niech ufa, że przez modlitwę otrzyma to, o co prosi. O szczęśliwy doktorze, któremu Piotr, dzierżący klucze nieba, otworzył drzwi Pisma Świętego, a Paweł, który wstąpił do nieba, ten przedziwny nauczyciel, prawdziwie objawił jego tajemnice! O szczęśliwy doktorze, gościu na ziemi i obywatelu nieba, który rozmawia z mieszkańcami niebieskiej ojczyzny, choć jeszcze pielgrzymuje w ciele! Zaprawdę nauka tego doktora jest prawdziwa, godna wiary i potwierdzona, ponieważ czerpie z Bożego objawienia i została wyjaśniona przez niebieskich nauczycieli.
XVII. Jak dzięki modlitwie wyjednał bezpieczne usunięcie zbędnego zęba, który wyrósł mu w ustach
Gdy pewnego razu miał w Paryżu rozstrzygnąć kwestię, którą wcześniej już dyskutował, podczas nocnej modlitwy zauważył, że wyrósł mu w ustach dodatkowy ząb. Wystając ponad inne, w niemałym stopniu utrudniał mu mówienie. Zdumiony tym Tomasz opowiedział o wszystkim swojemu współbratu, bratu Reginaldowi, i wyjaśnił mu, na czym polega przeszkoda w mowie. Współbrat radził, aby rano ogłoszono na uniwersytecie wiadomość, że mistrza spotkała uzasadniona przeszkoda, która całkowicie zwalnia go z rozstrzygania kwestii. Sądził bowiem, że do wyrwania zęba konieczne będzie użycie żelaznego narzędzia. Doktor jednak, rozważywszy uważnie zamieszanie, jakie wywołałoby to na uniwersytecie, oraz niebezpieczeństwo, jakie mogło nieść ze sobą wyrwanie zęba, rzekł: „Nie widzę innego ratunku, jak tylko powierzyć się Bożej Opatrzności”. Udał się więc na miejsce modlitwy, a gdy przez dłuższy czas modlił się żarliwie i ze łzami, ów nowo wyrosły ząb przy najlżejszym dotknięciu ręki wypadł bez najmniejszego bólu, dzięki czemu natychmiast odzyskał pełną swobodę mowy. Ząb ten nosił przy sobie przez długi czas na pamiątkę otrzymanego dobrodziejstwa.
XVIII. Jak jego modlitwa przyniosła uzdrowienie chorującemu współbratu, bratu Reginaldowi
Nie tylko on sam doświadczał owoców swojej modlitwy, lecz bywał wysłuchiwany także wtedy, gdy wstawiał się za innymi. Gdy bowiem jego współbrat, brat Reginald, zmagał się z nieustanną gorączką, pobożny doktor odwiedził go i pocieszając pobożnymi słowami, zachęcał do cierpliwości. Następnie polecił mu, aby z ufnością zwrócił się do świętej Agnieszki, którą sam darzył szczególną czcią, i zapewnił, że ona wyjedna mu zdrowie swoją modlitwą. Potem wziął relikwie wspomnianej Dziewicy i Męczennicy, które on sam, będąc niczym anioł i dziewica, z pobożności nosił zawieszone na szyi, i modląc się, położył je na piersi chorego. I natychmiast, dzięki zasługom świętej Dziewicy i tego świętego doktora, chory odzyskał zdrowie i wstał z łoża.
XIX. Jak ukazał mu się po śmierci brat Roman i co mu objawił
Ten święty mąż, prawdomówny nauczyciel i człowiek głębokiej modlitwy, gdy pewnego razu trwał na modlitwie w kościele braci w Neapolu, ujrzał wyraźnie brata Romana, doktora teologii z Zakonu Kaznodziejskiego, którego pozostawił w Paryżu jako swojego następcę na stanowisku wykładowcy. Ów brat niedawno zmarł, lecz wiadomość o jego śmierci nie dotarła jeszcze do świętego Tomasza. Gdy więc nocą niespodziewanie ujrzał go stojącego obok siebie w kościele, powiedział: „Witaj! Kiedy przybyłeś?” Tamten zaś odpowiedział: „Odszedłem już z tego życia, lecz pozwolono mi ukazać się tobie ze względu na twoje zasługi”. Tomasz, oszołomiony tym niezwykłym widzeniem, opanował się i rzekł: „Skoro z dopustu Bożego mi się ukazujesz, zaklinam cię w imię Boga, abyś odpowiedział na moje pytania. Chcę wiedzieć, co będzie ze mną i czy moje dzieła podobają się Bogu”. Tamten odpowiedział: „Trwaj w obecnym stanie, ponieważ jest on dobry, a twoje dzieła podobają się Bogu”. Wówczas brat Tomasz zapytał: „A co z tobą?” Ten odpowiedział: „Jestem w życiu wiecznym. Przebywałem jednak przez piętnaście dni w czyśćcu z powodu zaniedbania, którego dopuściłem się przy wykonaniu pewnego testamentu. Biskup Paryża powierzył mi jego jak najszybsze wykonanie, lecz zwlekałem z wypełnieniem tego zadania”. Tomasz zapytał ponownie: „A jaka jest prawda w kwestii, którą tak często zwykliśmy wspólnie roztrząsać: czy sprawności wiedzy nabyte w tym życiu pozostają w duszy po śmierci?” Tamten odpowiedział: „Oglądam Boga; nie pytaj mnie już więcej o tę sprawę”. Wówczas święty Tomasz dodał: „Czy oglądasz Boga bezpośrednio, czy też za pośrednictwem jakiejś formy?” On zaś odpowiedział: „Jak słyszeliśmy, tak ujrzeliśmy w mieście Pana Zastępów”. I natychmiast zniknął. Święty doktor pozostał zdumiony tak niezwykłym widzeniem i głęboko poruszony w swoim wnętrzu. Zarazem jednak odpowiedź tak pełna pokoju przyniosła mu wielką pociechę i umocnienie.
XX. Jak jego zmarła siostra dwukrotnie ukazała mu się podczas modlitwy i co mu objawiła
Pewnego razu, gdy święty doktor przebywał w Paryżu i trwał na modlitwie, ukazała mu się jego zmarła siostra. Oznajmiła mu, że przebywa w czyśćcu, i poprosiła o wsparcie w postaci Mszy świętych oraz modlitw. Wówczas ów doktor z wielką gorliwością i troską postarał się o to, aby bracia odprawiali Msze święte i modlili się za jej duszę. Po pewnym czasie ta sama siostra ukazała mu się ponownie, gdy przebywał w Rzymie i modlił się. Objawiła mu wówczas, że dzięki otrzymanemu wsparciu modlitewnemu została już uwolniona z czyśćca i dostąpiła chwały nieba. Gdy Tomasz zapytał ją o ich dwóch zmarłych braci według ciała, odpowiedziała, że Landulf przebywa w czyśćcu, natomiast Reginald znajduje się już w chwale przed Bogiem. Gdy zaś zapytał o samego siebie, odpowiedziała: „Bracie, wprawdzie trwasz w dobrym stanie i wkrótce przyjdziesz do nas, lecz przygotowana jest dla ciebie większa chwała niż dla nas, ponieważ tak gorliwie pracujesz dla Kościoła Bożego”.
XXI. O innym widzeniu, jakie miał o swoim wspomnianym bracie Reginaldzie
Innym razem, gdy święty doktor modlił się i pragnął dowiedzieć się o pośmiertnym losie swojego wspomnianego brata Reginalda, ukazała mu się pewna postać trzymająca w ręku otwartą księgę. Była ona zapisana złotymi i błękitnymi literami na wzór litanii. Tomasz odnalazł imię brata pośród zapisanych złotymi literami imion męczenników; śmierć zadana mu w czasach tyranii cesarza Fryderyka została mu bowiem poczytana za męczeństwo, ponieważ bronił sprawy Kościoła i zachował cierpliwość w obliczu zadawanych mu mąk.
XXII. Jak został wysłuchany w trzech sprawach, o które szczególnie prosił Boga na modlitwie
W swojej modlitwie prosił jedynie o to, co, jak sądził, podobało się Bogu, dlatego zawsze otrzymywał od Pana to, o co prosił. Dlatego też u kresu życia powiedział między innymi do swojego współbrata, brata Reginalda, który nie mogąc pogodzić się z jego bliską śmiercią, nieutulony w żalu płakał: „Pociesz się, synu Reginaldzie, ponieważ umieram całkowicie pocieszony. Otrzymałem bowiem od Boga wszystko, o co Go prosiłem. Prosiłem Pana o trzy dary. Po pierwsze, aby żadne przywiązanie do rzeczy doczesnych ani cielesnych nie skaziło czystości mojego umysłu ani nie osłabiło mojej duchowej siły. Po drugie, aby Bóg nie dopuścił, by jakakolwiek godność kościelna wyniosła mnie ponad stan pokory i oddaliła od mojego Zakonu. Po trzecie, abym poznał los duszy mojego brata, Reginalda, który w obronie Kościoła odszedł z tego życia tak ciężką i okrutną śmiercią. We wszystkich tych sprawach, jak dowiedziałem się z udzielonego mi Bożego objawienia, Bóg miłosiernie mnie wysłuchał”. Szczęśliwa zatem dusza, która tak zasłużyła na wysłuchanie, że nie przygniótł jej ciężar żadnej rzeczy doczesnej, nie osłabiło cielesne przywiązanie ani nie uniosła ambicja zdobywania jakichkolwiek zaszczytów, a w dodatku zyskała pewność, że dusza jej brata cieszy się już wieczną szczęśliwością.
XXIII. Jak święty Tomasz był wielokrotnie widziany podczas modlitwy uniesiony nad ziemię
Święty Tomasz był tak głęboko skupiony na modlitwie, że nie tylko w duchu, ale i w ciele bywał niekiedy widywany przez wielu ludzi uniesiony nad ziemię, podobnie jak ten, który powiedział: „Duch uniósł mnie między niebo a ziemię”. Gdy bowiem pewnego razu przebywał w klasztorze braci w Salerno i po jutrzni modlił się przed głównym ołtarzem, dwaj bracia – mianowicie wspomniany wyżej jego towarzysz Reginald oraz inny imieniem Jakub, którzy z pobożności i pragnąc czerpać z niego przykład często i uważnie go obserwowali – ujrzeli go uniesionego w powietrzu na około dwa łokcie nad ziemią. Gdzie bowiem zmierzało skupienie jego umysłu, tam też i ciało, na ile to możliwe, unosił duch. Słuszne było bowiem, aby ciało w cudowny sposób podążało posłusznie za tą duszą, której nie skalało żadne cielesne przywiązanie, i aby Bóg przez widzialny cud objawił to, co ze swego miłosierdzia udzielił mu jako daru.
Także o tym samym
Podobne wydarzenie ujrzał w klasztorze w Neapolu brat Dominik z Caserty, brat konwers, człowiek w podeszłym wieku, świętego życia i prawego sumienia. Był on zakrystianem owego klasztoru i zauważył, że wspomniany doktor przed jutrznią często potajemnie schodził ze swojej celi do kościoła, aby się modlić. Pewnego razu, obserwując go uważniej, ujrzał go podczas modlitwy w kaplicy świętego Mikołaja, uniesionego w powietrzu na około dwa łokcie nad ziemią. Brat ten długo trwał w zdumieniu, gdy nagle usłyszał wyraźnie głos dochodzący z wizerunku Ukrzyżowanego, przed którym modlił się święty doktor. Głos ten mówił: „Dobrze napisałeś o Mnie, Tomaszu. Jakiej więc nagrody oczekujesz za swój trud?” W owym czasie pisał bowiem trzecią i ostatnią część Summy teologicznej, w której omawiał wcielenie, narodzenie, mękę i zmartwychwstanie Chrystusa. Tomasz odpowiedział: „Panie, nie pragnę innej nagrody jak tylko Ciebie samego”. Skoro zaś Pan zapytał go o nagrodę, dawało to do zrozumienia, że jego praca niebawem dobiegnie końca. I rzeczywiście, po tym wydarzeniu napisał już niewiele. Prosił więc o najwłaściwszą nagrodę, aby w ojczyźnie niebieskiej mógł w pełni nasycić się Tym, którego już podczas ziemskiej wędrówki kosztował z tak wielką słodyczą.
XXIV. Jak Chrystus ukazał się Tomaszowi modlącemu się o objawienie przez Boga prawdy w pewnej spornej kwestii i jak podczas modlitwy został on widziany uniesiony nad ziemię
Jak wielką wartość miała modlitwa tego świętego doktora, skoro dane mu było poznać i zrozumieć tajemnice Boże, a o cokolwiek prosił, otrzymywał! Gdy bowiem w Paryżu wśród uczonych rozgorzał niezwykle zawiły spór dotyczący sakramentu Ciała Pańskiego, a mianowicie kwestii wymiarów i przypadłości oraz tego, w jaki sposób istnieją one bez podmiotu w tym przedziwnym sakramencie, poszczególni mistrzowie głosili różne i wzajemnie sprzeczne opinie. W tym jednak wszyscy byli zgodni, że cokolwiek brat Tomasz rozstrzygnie i ostatecznie ogłosi, całe środowisko uniwersyteckie przyjmie to jako niewzruszoną prawdę. Przekonali się już bowiem wcześniej, że spośród wszystkich w każdej kwestii najgłębiej docierał do prawdy i potrafił ją najjaśniej wyłożyć. Dlatego też przedstawiono mu tę kwestię na piśmie wraz z racjami i argumentami poszczególnych stron. Pobożny doktor uznał jednak, że zrozumienia tak trudnej kwestii należy szukać u Pana, i na wzór drugiego Mojżesza, zgodnie ze swoim zwyczajem, najpierw oddał się modlitwie. Następnie spisał to, co objawił mu Duch Boży. Gdy to uczynił, ponownie podszedł do ołtarza, aby się modlić. Położył swój rękopis na ołtarzu przed Chrystusem jako najwyższym Nauczycielem, z wielką pobożnością, z rękami wzniesionymi ku krucyfiksowi, zanosił swoje błagania, mówiąc: „Panie Jezu Chryste, który prawdziwie jesteś obecny w tym przedziwnym sakramencie jako rzeczywistość i prawda, i który w cudowny sposób działasz jako Stwórca wszystkiego i Mądrość Boża, pragnę Cię w nim zrozumieć i prawdziwie o Tobie nauczać. Pokornie Cię błagam: jeśli to, co o Tobie napisałem, jest prawdziwe, pozwól mi tego nauczać i jasno wykładać. Jeśli jednak napisałem coś, co nie zgadza się z wiarą w Ciebie i odbiega od prawdy tego sakramentu, powstrzymaj mnie, abym nie głosił niczego, co byłoby niegodne wiary i nie przystawało do tego sakramentu”. Rzecz niezwykła! W tej samej chwili towarzysz doktora oraz kilku innych braci, którzy go obserwowali, ujrzeli Chrystusa, który ukazał się w widzialny sposób, stojącego nad rękopisem spoczywającym na ołtarzu. Chrystus przemówił do swojego świętego sługi tymi słowami: „Dobrze napisałeś, Tomaszu, o sakramencie mojego Ciała i właściwie rozstrzygnąłeś przedstawioną ci kwestię, na tyle, na ile może ona być zrozumiana i określona przez człowieka żyjącego jeszcze w tym życiu”. Gdy doktor wciąż trwał na modlitwie, widziano go unoszącego się w powietrzu na wysokość około jednego łokcia nad ziemią. Na widok tego cudu przybył wezwany przeor klasztoru oraz wielu innych braci, którzy ujrzeli to na własne oczy, a potem opowiedzieli o tym nieobecnym – na chwałę Bożą i jako świadectwo prawdy świętego doktora. Tak więc święty doktor, upewniony co do prawdy przedstawionej kwestii, wyłożył ją przed uniwersytetem z taką jasnością, z jaką został pouczony przez Tego, który jest samą Prawdą.
XXV. Jak podczas modlitwy lub rozmyślania był często widziany pogrążony w ekstazie i porwany duchem
Często podczas modlitwy lub rozmyślania święty Tomasz wpadał w ekstazę i widział wiele rzeczy, o których niekiedy nie chciał opowiadać, nawet na prośbę wielu osób. Czasami jednak opowiadał o niektórych z nich i tymi opowieściami wielokrotnie pokrzepiał serca swoich słuchaczy. Zdumiewający był to widok, gdy człowiek posługujący się zmysłami i obcujący z rzeczami materialnymi nagle doznawał uniesienia, tracił kontakt z otoczeniem, odrywał się od ludzi i wznosił ku sprawom niebieskim – jakby nie znajdował się tam, gdzie przebywało jego ciało, lecz tam, gdzie trwał jego umysł. Stąd opowiadają, że pewnego razu został zaproszony przez znamienitego króla Francji, świętego Ludwika [Ludwika IX], na ucztę do jego stołu. Choć pokornie wymawiał się pracą naukową i pisaniem, którym był całkowicie oddany, przeor paryski nakazał mu pójść w imieniu króla. Opuściwszy więc swoje miejsce pracy, lecz zachowując w umyśle rozważania, które prowadził podczas studiów przeciw herezji manichejczyków, z którą wówczas polemizował, zasiadł przy królewskim stole obok monarchy. Nagle jednak, gdy prawda została mu przez Boga objawiona, uderzył ręką w stół i zawołał: „Oto kwestia przeciw herezji manichejczyków została rozstrzygnięta!” Po czym, przywołując swojego współbrata po imieniu, powiedział: „Wstań i pisz!”, jak gdyby znajdował się we własnej celi lub pracowni. Wówczas przeor dotknął go ręką i powiedział: „Zważcie, mistrzu, że znajdujecie się teraz przy stole króla Francji, a nie w swojej celi”. Tomasz, ocknąwszy się i zdawszy sobie sprawę, gdzie się znajduje, zarumienił się i skłoniwszy się pokornie przed królem, rzekł: „Wybaczcie mi, mój panie królu, sądziłem bowiem, że jestem w swojej pracowni, gdzie właśnie rozważałem argumenty przeciw wspomnianej herezji”. Święty król był tym głęboko zdumiony i zbudowany, widząc, że umysł człowieka może zostać do tego stopnia porwany przez ducha, iż nawet zmysły ciała nie są w stanie mu w tym przeszkodzić. Roztropny król natychmiast przywołał pisarza i polecił mu spisać to, co zostało temu doktorowi objawione przez Boga.
Podobne wydarzenie
Opowiadają, że innym razem w Neapolu przydarzyła mu się podobna historia. Gdy pewien kardynał, legat w Królestwie Sycylii, przybył do Neapolu, a wcześniej usłyszał od Piotra, ówczesnego arcybiskupa Kapui, niezwykłe opowieści o bracie Tomaszu, poprosił arcybiskupa, który był niegdyś jego uczniem, aby ten umożliwił mu osobiste spotkanie z doktorem, którego pragnął poznać. Kiedy wspomniany doktor, wezwany ze swojej pracowni, zszedł, by spotkać się z legatem i arcybiskupem, usiadł między nimi, lecz był tak uniesiony duchem i pochłonięty wewnętrznie, że nie wyrzekł do nich ani słowa. Gdy czekali przez dłuższą chwilę, widząc go w tym stanie uniesienia, święty doktor nagle z rozpromienionym obliczem zawołał: „Mam to, czego szukałem!”. Kardynał, zdumiony, że Tomasz nie okazał im żadnego szacunku, zaczął w duchu nim gardzić. Arcybiskup rzekł mu wtedy: „Panie, nie dziw się, on często bywa tak pochłonięty myślami, że nie odzywa się do nikogo, bez względu na to, w czyim towarzystwie się znajduje”. Po czym arcybiskup pociągnął go mocno za kapę i powiedział: „Zważcie, mistrzu, że jest tu kardynał legat, który przybył, pragnąc was zobaczyć”. Wówczas Tomasz, jakby przebudziwszy się ze snu kontemplacji i uświadomiwszy sobie, że znajduje się pośród tak dostojnych osób, skłonił się z szacunkiem przed kardynałem i poprosił o wybaczenie, mówiąc: „Wybacz mi, panie, sądziłem bowiem, że jestem w mojej pracowni. Nasunęła mi się właśnie piękna i trafna argumentacja dotycząca dzieła, które obecnie piszę; bardzo mnie ona uradowała i sprawiła mi ogromną radość”. Pisał wówczas „Summę przeciw poganom” [Summa contra Gentiles]. Kardynał pozostał tym głęboko zdumiony, a zarazem bardzo pocieszony. Sam zaś wspomniany arcybiskup wielokrotnie później opowiadał o tym wydarzeniu.
XXVI. Jak w dzień Męki Pańskiej podczas świętego misterium wydawał się być porwany duchem
Pewnego razu w klasztorze w Neapolu, gdy w dzień Męki Pańskiej pobożnie sprawował święte misterium Mszy tego dnia, w trakcie jego celebrowania, na oczach wielu obecnych, nagle wydał się tak pochłonięty wzniosłością sakramentu, jakby został dopuszczony do udziału w boskich tajemnicach i współodczuwał mękę Chrystusa-Człowieka. Świadczyły o tym długotrwałe oderwanie jego umysłu od rzeczy zewnętrznych oraz obfitość łez, które nieustannie wylewał. Gdy stan ten utrzymywał się przez dłuższą chwilę, zdumieni bracia podeszli do niego i dotykając go, aby kontynuował misteria, wyrwali go z głębi owej świętej tajemnicy, w której wydawał się być zatopiony. Po zakończeniu świętych obrzędów niektórzy bracia oraz zaprzyjaźnieni rycerze prosili go, aby dla ich zbudowania zechciał wyjawić, co przeżył podczas owego uniesienia. On jednak odmówił i zachował to w tajemnicy, nie chcąc ujawniać tego, co zostało mu objawione. Widywano go również często, gdy w okresie Wielkiego Postu śpiewano ów werset: „Nie odrzucaj nas w czasie starości”, jakby porwanego duchem i zatopionego w modlitwie. Wylewał wówczas wiele łez, które zdawały się wypływać z najskrytszych głębi jego duszy.
XXVII. Jak pod koniec jego życia, podczas duchowego uniesienia, zostały mu objawione wielkie tajemnice
Pewnego razu, gdy w roku swojej śmierci przebywał wraz ze swoim współbratem Reginaldem oraz kilkoma innymi braćmi zakonnymi w San Severino, zamku należącym do jego siostry, pozostawał przez blisko trzy dni oderwany od zmysłów. Z tego powodu szczególnie zaniepokoiła się jego siostra Teodora, która zapytała Reginalda o to, co takiego nagle przydarzyło się jej bratu. Ten odpowiedział jej: „Mistrz często doznaje porwania ducha, gdy kontempluje jakieś tajemnice. Nigdy jednak nie widziałem, aby pozostawał tak długo jak teraz oderwany od zmysłów ciała”. W końcu wspomniany jego współbrat pociągnął go mocno za kapę i jakby wybudził go ze snu kontemplacji. On zaś, przyszedłszy do siebie i głęboko wzdychając, rzekł: „Synu Reginaldzie, wyjawiam ci to w tajemnicy i zabraniam ci ujawniać to komukolwiek za mojego życia. Nadszedł kres mojego pisania, ponieważ zostały mi objawione takie rzeczy, że to, co napisałem i czego nauczałem, wydaje mi się w porównaniu z nimi czymś niewielkim. Dlatego też pokładam nadzieję w moim Bogu, że skoro zbliża się kres mojego nauczania, rychło nadejdzie również kres mojego życia”. Podobnie bowiem jak przedziwny Bóg objawił ponad ludzki rozum wiele rzeczy Mojżeszowi, który ujrzał i przyniósł Żydom Prawo sprawiedliwości, oraz Pawłowi, który głosił poganom Prawo łaski, tak również temu błogosławionemu doktorowi Tomaszowi, który otrzymał z ręki Zasiadającego na tronie zwój obu Praw i rozwinąwszy go, wyjaśnił całemu Kościołowi jego treść, spodobało się objawić pewne rzeczy przewyższające naturalne światło rozumu, aby wiedział, że istnieją jeszcze większe tajemnice, których samym rozumem nie można dosięgnąć. Szczęśliwy doktor, przed którym sprawy teraźniejsze nie są zakryte, a przyszłe zostały objawione; któremu dane było ujrzeć rzeczy większe od tych, które opisał.
XXVIII. O oderwaniu jego umysłu od rzeczy zmysłowych
Tak wielkie było oderwanie umysłu tego doktora, że niekiedy nie odczuwał nawet doznawanych urazów cielesnych. Stąd pewnego razu, gdy z porady lekarzy miał poddać się zabiegowi przypalania rozżarzonym żelazem na goleni, rzekł do swojego towarzysza: „Gdy przyjdzie ten, który ma przyłożyć ogień do mojej nogi, uprzedź mnie o tym wcześniej”. Gdy więc nadeszła chwila zabiegu, a miejsce przeznaczone do kauteryzacji zostało przygotowane, wyciągnął nogę i tak bardzo pogrążył się w wewnętrznym skupieniu, że nie odczuł ani żaru ognia, ani samego przypalenia. Dowodem tego było, że nie poruszył nogą z miejsca, w którym przygotował ją do zabiegu. Innym razem, gdy wspomniany doktor przebywał w swojej celi i dyktował komentarz do dzieła Boecjusza O Trójcy, trzymał w ręku zapaloną świecę. Tak bardzo jednak zatopił się w kontemplacji, że świeca spaliła się aż do jego palców. Doktor przez dłuższy czas nie odczuwał ognia płonącej świecy dotykającego jego dłoni, lecz trzymał ją nieruchomo, nie poruszając palcami, dopóki nie wypaliła się do końca. Wcześniej bowiem nakazał swojemu pisarzowi, aby pod żadnym pozorem go nie niepokoił, cokolwiek by u niego zauważył. Podobne rzeczy wielokrotnie widywano u niego także w Paryżu. Ilekroć bowiem zachodziła potrzeba upuszczenia mu krwi, jeszcze zanim cyrulik przystąpił do nacięcia żyły, święty doktor przez kontemplację sam przygotowywał się do oderwania umysłu od zmysłów. Wówczas cyrulik mógł bez obaw naciąć żyłę, nie zakłócając skupienia świętego doktora, ponieważ zastawał go oderwanego od doznań zmysłowych. Opowiadano bowiem, że z natury cielesnej był człowiekiem niezwykle wrażliwym na ból i dlatego gwałtownie reagował na wszystko, co raniło jego ciało. Dlatego też z Bożej łaskawości zostało mu dane, że niekiedy nie odczuwał cierpień ciała ani tego, co mogło je zranić.
XXIX. O łasce przepowiadania rozlanej na jego wargach oraz o kobiecie uzdrowionej z krwotoku przez dotknięcie jego kapy
Nie należy również pomijać milczeniem łaski kaznodziejstwa, jaka spływała na jego wargi, gdy głosił ludowi słowo Boże. Jego nauczanie skierowane do ludu nie opierało się bowiem jedynie na wyszukanych i przekonujących słowach ludzkiej mądrości, lecz na ukazywaniu ducha i mocy. Unikając słów, które służą raczej zaspokajaniu ciekawości niż pożytkowi słuchaczy, głosił w swoim ojczystym języku, którego nigdy nie porzucił, nauki pożyteczne dla zbawienia i dotyczące moralności, dostosowując je do możliwości pojmowania słuchaczy, natomiast zawiłe kwestie teologiczne rezerwował dla akademickich wykładów. Wiedział bowiem, że sposób nauczania powinien być dostosowany do poziomu słuchaczy. Lud słuchał go z tak wielką czcią, jak gdyby jego słowa płynęły prosto z nieba. Nie uczył innych niczego, czego sam nie czynił za sprawą Boga, zgodnie z apostolskim pouczeniem: „Nie odważę się bowiem mówić o czymkolwiek, czego Chrystus nie dokonał przeze mnie”. Dlatego słowa jego nauczania płonęły niczym pochodnia i rozpalały serca słuchaczy miłością do Boga oraz skruchą, gdy Pan współdziałał z nim i potwierdzał jego słowa towarzyszącymi im znakami. Gdy pewnego razu podczas Wielkiego Tygodnia w Rzymie, w kościele św. Piotra, z ogromną żarliwością głosił kazanie o męce Pańskiej, poruszył tłum do tak głębokiego współczucia i łez, że gdy następnego dnia, w uroczystość Zmartwychwstania Pańskiego, nauczał w tym samym miejscu o radości paschalnej, w cudowny sposób zdołał wzbudzić w słuchaczach równie wielką radość. Wywołało to ogromne poruszenie pobożności wśród ludu i wszyscy zaczęli radować się w Panu. Kiedy po skończonym kazaniu schodził z ambony, pewna kobieta, która od dłuższego czasu cierpiała na krwotok i nie mogła zostać wyleczona żadnym lekarstwem, podeszła bliżej i dotknęła brzegu jego kapy, wierząc, że dzięki jego zasługom odzyska zdrowie. Ledwie to uczyniła, natychmiast poczuła, że została uwolniona od dręczącej ją choroby. Idąc za nim aż do klasztoru braci przy kościele św. Sabiny, opowiedziała o łasce uzdrowienia, jakiej dostąpiła, bratu Reginaldowi, towarzyszowi Tomasza. Ten zaś później wielokrotnie i wielu osobom opowiadał o tym cudzie na chwałę Bożą i ku sławie świętego doktora. Szczęśliwy to doktor, który wsławił się cudem tak podobnym do czynu samego Zbawiciela! Gdy dotknięto skraju jego szaty, kobieta została uwolniona od krwotoku – a stało się tak, aby wszyscy poznali, jak wielka moc kryła się w duszy świętego doktora, skoro nawet jego kapa stała się narzędziem tak wielkiej mocy.
XXX. O jego prawdziwej pokorze i łagodności serca
Wspomniany doktor był prawdziwie cichy i pokornego serca, na wzór swojego Mistrza i Pana wszystkich, Jezusa Chrystusa, zarówno przez swoje życie, jak i nauczanie. Dlatego opowiada się, że sam powiedział z czystym sumieniem o swojej pokorze: „Dziękuję Bogu, ponieważ nigdy z powodu mojej wiedzy, zajmowanej katedry mistrzowskiej ani żadnego dokonania akademickiego nie odczułem poruszenia próżnej chwały, które wyniosłoby mojego ducha ponad właściwą mu miarę. A jeśli pojawiło się we mnie jakieś drobne poruszenie wyprzedzające osąd rozumu, to z chwilą, gdy rozum odzyskiwał należne mu panowanie, tłumiłem je”. Nie zdołałby bowiem wznieść swego ducha ku sprawom Bożym tak wysoko, gdyby spraw ludzkich nie oparł mocno na fundamencie pokory. Był bowiem świadom, że całą wiedzę ma od Boga, który mu jej udzielił. Dlatego w jego duszy nie było miejsca na szkodliwe poruszenie próżnej chwały, jako że każdego dnia doświadczał napływu Bożej prawdy. Wiedział bowiem, że tam, gdzie jest pokora, tam jest i mądrość. Dlatego też niełatwo było odwieść go od wzniosłej kontemplacji spraw Bożych ku rzeczom przyziemnym. Był przy tym tak przystępny w codziennym obcowaniu i tak ujmujący w rozmowie, że można było dostrzec, iż upodobnił się do Tego, którego życie dane mu było zgłębiać przez kontemplację, a następnie przekazywać innym przez swoje pisma i nauczanie. Świadectwem tej pokory był jego pełen skromności sposób bycia, z którego można było poznać, jakim był wewnętrznie człowiekiem.
XXXI. Przykład jego pokornego sposobu bycia
Opowiadają o jego pokornym zachowaniu, że gdy przebywał w klasztorze w Bolonii i swoim zwyczajem przechadzał się po krużgankach zatopiony w kontemplacji, podszedł do niego pewien brat z innego klasztoru. Brat ten nie znał doktora, a poprosił wcześniej przeora o pozwolenie na wyjście do miasta w swoich sprawach wraz z pierwszym zakonnikiem, jakiego spotka, i taką zgodę otrzymał. Powiedział więc do Tomasza: „Dobry bracie, przeor poleca, abyście poszli ze mną”. Ten zaś natychmiast pochylił głowę i ruszył za nim. Ponieważ jednak Tomasz nie mógł iść tak szybko, był często upominany przez swego towarzysza, przed którym pokornie się usprawiedliwiał. Mieszkańcy miasta, którzy go znali, dziwili się bardzo, że tak wielki doktor idzie za bratem o tak skromnej pozycji w zakonie. Domyślając się, że stało się to wskutek nieporozumienia, wyjaśnili owemu bratu, kim jest ten, którego prowadzi za sobą. Wówczas brat odwrócił się do brata Tomasza i poprosił go o wybaczenie, by ten darował mu jego niewiedzę. Mieszczanie zaś zwrócili się z szacunkiem do mistrza i pytali go o tak niezwykły przykład pokory. On zaś życzliwie odpowiedział, że w posłuszeństwie doskonali się całe życie zakonne, przez które człowiek podporządkowuje się drugiemu człowiekowi ze względu na Boga, tak jak Bóg uniżył się przed człowiekiem ze względu na ludzi. O szczęśliwa, pokorna duszo, której nie wyniosła godność mistrzowska ani ranga wielkiego doktora nie oderwała od korzenia pokory! Nie uznał on za stosowne szukać jakichkolwiek wymówek, gdy z nakazu przeora dowiedział się, że należy okazać posłuszeństwo. Choć nie był przyzwyczajony do takich zajęć, gdyż cały czas poświęcał na Boże rozmyślania, to jednak zawsze był gotowy do posłuszeństwa, wiedząc, że jest ono, zrodzoną z pokory, mistrzynią wszystkich cnót.
Inny przykład jego pokory
Inny dowód jego pokory ukazał się, gdy w Paryżu pewien zakonnik, mający zdać egzamin i uzyskać licencjat z rąk kanclerza podczas akademickich nieszporów, w odniesieniu do przedstawionych kwestii bronił poglądu sprzecznego z prawdą, którą wcześniej w szkołach paryskich rozstrzygnął święty doktor. Ów najłagodniejszy mąż nie sprzeciwił mu się jednak na miejscu, lecz sprawę przemilczał, nie uważając, by przynosiło mu to jakąkolwiek ujmę, że w ten sposób sprzeciwił mu się magister będący dopiero na początku swojej drogi. I tak, jako człowiek prawdziwie pokorny, który wielkodusznie lekceważył własne poniżenie, spokojny na duchu i powściągliwy w słowach, powrócił do klasztoru. Bracia, którzy mu towarzyszyli, z trudem znosząc zniewagę wyrządzoną ich mistrzowi, powiedzieli do niego: „Mistrzu, jesteśmy głęboko oburzeni, ponieważ tamten magister tak otwarcie twierdził coś wbrew waszej nauce i poglądom. Nie powinniście byli dopuścić, aby wobec wszystkich mistrzów paryskich prawda doznała takiej zniewagi”. Na to spokojny i pokorny mistrz łagodnie odpowiedział: „Bracia, uznałem, że należy oszczędzić początkującemu mistrzowi na samym starcie, aby nie doznał wstydu w obecności wszystkich mistrzów. Co do mojej nauki, nie mam wątpliwości, gdyż z Bożą pomocą oparłem ją i utwierdziłem na autorytecie świętych oraz na argumentach prawdy. Jeśli jednak braciom wydaje się to pożyteczne, jutrzejszego dnia będę mógł uzupełnić to, co z ważnego powodu pominąłem”. Nazajutrz, gdy zgodnie ze zwyczajem mistrzowie i bakałarze zgromadzili się ponownie w sali biskupiej, a mistrz mający otrzymać licencję powtórzył te same tezy bez żadnej poprawki, święty doktor Tomasz z całą umiarkowaną stanowczością powiedział: „Mistrzu, tego waszego stanowiska nie można utrzymać bez uszczerbku dla prawdy, ponieważ wyraźnie sprzeciwia się ono postanowieniom soboru. Musicie zatem wypowiedzieć się inaczej, jeśli nie chcecie pozostawać w niezgodzie z nauką soboru”. Wtedy tamten zaczął wypowiadać się inaczej, lecz w istocie nie zmienił swojego poglądu. Wówczas święty doktor ponownie wystąpił przeciw niemu z większą siłą, przytaczając tekst samego soboru, i zmusił go do uznania własnego błędu. Tamten zaś, zawstydzony, odwołał swój błąd i pokornie poprosił świętego doktora, aby pełniej wyjaśnił mu prawdę. Wszyscy obecni tam mistrzowie i słuchacze podziwiali spokój jego umysłu i słowa – argumentował bowiem przeciw oponentowi tak, jakby pouczał własnego ucznia. Zdumiewali się także, że tak wspaniale ukazał świadectwo swej ogromnej wiedzy, dzięki czemu należne sobie miejsce znalazła zarówno ukryta cnota duszy, jak i jawna prawda mistrza.
XXXII. O subtelności umysłu i pojemności pamięci tegoż doktora
Święty doktor wyróżniał się niezwykłą przenikliwością umysłu i bystrością intelektu, których udzielił mu subtelny Duch Mądrości Bożej, zamieszkujący w nim dzięki łasce. Opowiada się, że podczas poufnych rozmów ze studentami mówił nie z próżnej chwały, lecz dla wysławiania Bożej chwały i łaski, iż nigdy nie przeczytał żadnej książki, której by nie zrozumiał przy pomocy Ducha Bożego i nie dotarł do głębokiego sensu zawartych w niej tajemnic. Słuszne to bowiem było, aby przed człowiekiem, który całkowicie poświęcił się badaniu spraw boskich, Duch Święty niczego nie ukrywał, lecz objawiał mu to, co było konieczne dla nauki świętej. Subtelność jego umysłu, przenikliwość rozumu i trafność sądu jasno ukazują liczne dzieła, które napisał, nowatorskie myśli, które sformułował, oraz ukryte znaczenia Pisma Świętego, które wydobył na światło dzienne. Ów doktor posiadał również niezwykłą pamięć, tak wielką zdolność przyswajania i zachowywania wiedzy, że to, co raz przeczytał i zrozumiał, zachowywał na zawsze. Można było odnieść wrażenie, że posiadał w sobie trwały zasób wiedzy, jak gdyby miał ją zapisaną w księdze. Stało się to szczególnie widoczne w owym godnym podziwu dziele, które na polecenie papieża Urbana sporządził na podstawie komentarzy świętych Ojców Kościoła do czterech Ewangelii. Czytając księgi znajdujące się w różnych klasztorach, miał, jak opowiadają, w znacznej części utrwalić ich treść w pamięci tak doskonale, jakby cytaty świętych, które wcześniej odnalazł w księgach, miał stale przed oczami. Wyraźnym dowodem i świadectwem na to, że doktor ów posiadał w skarbcu pamięci całą zgromadzoną wiedzę, są wiarygodne relacje jego towarzysza, brata Reginalda, a także jego studentów i sekretarzy. Potwierdzają one zgodnie, że Tomasz potrafił w swojej celi dyktować jednocześnie trzem, a niekiedy nawet czterem kopistom teksty na zupełnie różne tematy. Wydawało się, jakby sam Bóg równocześnie wlewał w jego umysł różne prawdy, które dzięki szczególnemu darowi łaski mógł jednocześnie przekazywać wielu osobom. Nie sprawiał przy tym wrażenia, jakby szukał po omacku rzeczy mu nieznanych, lecz raczej jakby otwierał skarbiec pamięci i swobodnie czerpał z nagromadzonych tam dóbr. Bogactwo wiedzy świętego doktora było niczym wezbrana rzeka nauki płynącej z Pisma Świętego. Brała ona swój początek z wysoka, płynąc ze źródła Bożej mądrości i rozdzielała się na różne księgi niczym na osobne strumienie. Pewien jego sekretarz, Bretończyk imieniem Ewen, pochodzący z diecezji Tréguier, opowiadał, że gdy Tomasz skończył dyktować jemu oraz dwóm innym pisarzom, wycieńczony tym trudem kładł się, aby odpocząć, lecz nawet wtedy, przez sen, kontynuował dyktowanie. Wspomniany sekretarz zapisywał słowa, które słyszał z ust śpiącego doktora, i w ten sposób płynnie kontynuował temat, nad którym pracowali wcześniej, gdy Tomasz dyktował na jawie.
XXXIII. Jak był pełen dobroci, życzliwy i miłosierny wobec wszystkich
Święty doktor Tomasz był przepełniony miłością i pobożnością, tak że pierwszy okazywał innym dobroć i życzliwość, podobnie jak został przez Boga obdarowany, aby jaśnieć w nauce. Był bowiem w zadziwiający sposób życzliwy w usposobieniu, cały łagodny w słowie i hojny w działaniu. Ukazywało to, jaki Duch zamieszkiwał jego umysł, skoro z jego ust płynęła tak wielka łagodność, że każdy, kto przyjrzałby się całemu jego życiu, mógłby bez trudu dostrzec świętość jego duszy. Choć on sam, nie znając grzechu, niezwykle mocno występował przeciwko występkom, to z miłości do sprawiedliwości i dla zbawienia duszy bliźniego tak doradzał sędziom i przełożonym w zwalczaniu winy, aby przełożony za jego radą stawał się zarazem ścigającym grzech i wyzwolicielem człowieka. W ten sposób w podwładnym wykorzeniano winę, a człowiek nie ginął wraz ze swoim grzechem. I choć sam święty z trudnością wierzył, że człowiek mógłby zgrzeszyć, uważając każdego człowieka za podobnego sobie zarówno pod względem natury, jak i niewinności, to gdy stawało się jasne, że ktoś upadł z powodu ludzkiej słabości, opłakiwał cudze winy jak własne. Naśladował w tym przykład Tego, który przez współczucie dla innych płonął wewnętrznym ogniem z powodu ich upadków. Z tej dobroci płynącej z miłości zdawał się wypływać przedziwny skutek, dostrzegalny nawet w samym jego wyglądzie i sposobie bycia. Nikt, kto przez pewien czas z nim rozmawiał i przebywał w jego towarzystwie, nie mógł patrzeć na niego, by nie zaczerpnąć łaski duchowej pociechy. Doświadczyli tego wszyscy, którzy z nim obcowali, i często z pobożnością o tym opowiadali. To zaś nie mogło dziać się bez obecności Ducha Świętego, od którego pochodziła tak wielka łaska. Dlatego z korzenia jego rozlanej miłości wyrastały na gałęziach owoce miłosierdzia. Był bowiem niezwykle współczujący dla ubogich i potrzebujących, którym chętnie rozdawał swoje szaty i inne rzeczy, jak tylko mógł, nie zatrzymując dla siebie niczego, co zbywało, byle tylko zaradzić cudzym niedostatkom.
XXXIV. Jak wzgardził bogactwami, zaszczytami i chwałą tego świata
Boska mądrość, która przewyższa wszelkie bogactwa i którą święty doktor obrał sobie od młodości za oblubienicę, tak napełniła go miłością, że nic, co ziemskie, nie było w stanie pociągnąć jego umysłu. Choć bowiem pochodził ze szlachetnego rodu i mógł pragnąć obfitości dóbr doczesnych oraz ubiegać się o zaszczyty i sławę, za większe bogactwo i chwałę uważał podążanie za ubogim i pokornym Chrystusem niż osiągnięcie wysokiej godności i doczesnej chwały dzięki bogactwom tego świata. Dlatego opowiada się, że pewnego razu, gdy wracał wraz ze swoimi uczniami z Saint-Denis, dokąd udał się, aby nawiedzić relikwie świętych, i gdy z bliska ujrzał miasto Paryż, uczniowie powiedzieli do niego: „Spójrz, mistrzu, jak pięknym miastem jest Paryż. Czy nie chciałbyś być jego panem?”. Spodziewali się bowiem usłyszeć od niego jakieś budujące pouczenie. On zaś odpowiedział: „Wolałbym raczej posiadać homilie Chryzostoma do Ewangelii według św. Mateusza. Gdyby bowiem to miasto należało do mnie, troska o rządzenie nim odebrałaby mi możliwość kontemplacji spraw Bożych i pozbawiła pociechy ducha, jaką daje Pismo Święte. Im bardziej bowiem człowiek przywiązany jest do rzeczy doczesnych, tym niebezpieczniej oddala się od spraw niebieskich”. To, jak bardzo gardził zaszczytami i bogactwami tego świata, jasno ukazało się nie tylko wtedy, gdy porzucił wszystko, czego mógł pragnąć, lecz także wtedy, gdy z wielkodusznością odrzucił to, co mu ofiarowano. Gdy bowiem papież Klemens IV, który darzył go szczególną życzliwością, zaoferował mu arcybiskupstwo neapolitańskie wraz z dochodami z klasztoru świętego Piotra ad Aram i przesłał już odpowiednią bullę, święty doktor stanowczo odmówił przyjęcia tej godności i posiadania dochodów. Pokornie prosił także, aby papież nie proponował mu już w przyszłości podobnych godności. O szczęśliwy doktorze, który wzgardziłeś światem, a ukochałeś niebo! Czyniłeś to, czego nauczałeś, i tak gardziłeś rzeczami ziemskimi, jak gdybyś już posiadał zadatek przyszłego dziedzictwa niebieskiego, którego spodziewałeś się dostąpić.
XXXV. O naturalnej budowie i wyglądzie ciała świętego Tomasza
Przekazuje się, że naturalne cechy i budowa ciała świętego Tomasza były następujące. Był on człowiekiem wysokiego wzrostu, o postawnej i wyprostowanej sylwetce, która odpowiadała prawości jego duszy. Miał cerę barwy dojrzałego zboża, co wskazywało na zrównoważony temperament. Posiadał dużą głowę, ponieważ doskonałość władz zmysłowych, służących rozumowi, wymaga odpowiednio rozwiniętych narządów. Był przy tym nieco łysy, o niezwykle delikatnej budowie ciała, co uznawano za znak wyjątkowej zdolności jego umysłu do pojmowania. Zarazem jednak cechowała go męska siła, gdy przychodziło mu podjąć wysiłek fizyczny. Dzięki męstwu swego ducha nie lękał się żadnych groźnych niebezpieczeństw, pokładając ufność we wspierającej go mocy Bożej. Wydawało się wręcz, że Bóg przygotował tak szlachetne ciało i jego narządy po to, aby posłusznie służyły praktykowaniu cnót i nigdy nie sprzeciwiały się osądowi rozumu. Podczas burz, grzmotów i gwałtownych nawałnic, jakby osłaniając się tarczą znaku krzyża, mawiał: „Bóg przyszedł w ciele, Bóg umarł za nas i zmartwychwstał”.
XXXVI. O gwieździe, którą widziano, jak zstąpiła i zatrzymała się nad nim
W roku, w którym święty doktor odszedł z tego świata, ukazał się nad nim znak światłości. Pewnego dnia, gdy osłabiony chorobą ciała leżał w swojej celi w Neapolu, Jan Capa z Neapolu wraz ze swoim rodzonym bratem – mianowicie bratem Bonofiliuszem z Zakonu Kaznodziejskiego – udał się do niego w odwiedziny. Obaj ujrzeli wtedy niezwykle jasną gwiazdę, która przez okno pokoju weszła do wnętrza. Była ona wielkości samego okna. Gwiazda zatrzymała się nad jego głową i nad łożem, na którym leżał chory, pozostając tam przez pewien czas. Następnie, gdy obaj nadal na nią patrzyli, po krótkiej chwili odeszła tam, skąd przybyła.
XXXVII. O czasie i podróży, w trakcie której zaczął chorować, oraz o cudzie ze śledziami przygotowanymi dla niego z Bożego zrządzenia
Potem nadszedł czas, gdy święty Tomasz miał udać się na Sobór Powszechny w Lyonie, zwołany przez papieża Grzegorza X i rozpoczęty w pierwszym dniu maja roku Wcielenia Pańskiego 1274. Papież Grzegorz polecił bowiem świętemu Tomaszowi, ze względu na jego wybitną wiedzę, aby przybył na wspomniany sobór i przywiózł ze sobą księgę, którą na polecenie papieża Urbana IV napisał przeciw błędom Greków. Ci bowiem również zostali wezwani na sobór i należało za pomocą racjonalnych argumentów wykazać błędność ich poglądów. Wspomniany doktor opuścił Neapol i kierując swoje kroki ku Rzymowi, przechodząc przez Kampanię, przybył do Maenzy, zamku należącego do jego siostrzenicy Franciszki. Tam zaczął poważnie podupadać na zdrowiu i niemal całkowicie utracił apetyt. Gdy lekarz, mistrz Jan de Guidone, zapytał go, czy miałby ochotę na jakąś potrawę, odpowiedział: „Może zjadłbym śledzie, takie, jakie sprowadza się do Paryża, gdybym je miał, ale w tych stronach nie można ich dostać”. Kiedy lekarz wyszedł od niego, spotkał człowieka, który przywiózł z Terraciny na jucznym zwierzęciu ładunek ryb. Zapytany, jakie ryby przewozi, odpowiedział: „Sardynki”. Lekarz pomyślał jednak, że być może wśród nich znajdą się jakieś inne ryby, które mógłby przynieść, gdyby przypadły mu do gustu. I oto ukazał się zadziwiający i nowy cud dotyczący świętego męża. Gdy bowiem zajrzano do jednego z koszy, znaleziono w nim świeże śledzie, a nie sardynki, choć sprzedawca ryb stanowczo zapewniał, że kupił sardynki, a nie śledzie. Co więcej, w tamtych stronach nigdy nie zdarzało się znaleźć świeżych śledzi. Przyniesiono więc świętemu mężowi świeże śledzie, przygotowane z Bożego zrządzenia. On jednak nie chciał ich nawet skosztować, głęboko podziwiając dobroć Bożą i powierzając się wyłącznie Bożej Opatrzności. Naśladował w tym przykład Dawida, który nie chciał napić się upragnionej wody zdobytej dla niego przez męstwo trzech mężów dzięki cudownemu działaniu Boga. Wieść o tym cudzie rozeszła się szeroko po okolicy, a wielu ludzi jadło owe śledzie. W całym tamtym regionie pamięć o tym wydarzeniu przetrwała i aż do czasów autora pozostawała powszechnie znana.
XXXVIII. Jak w opactwie Fossanova przewidział i zapowiedział kres swego życia
Wreszcie, po upływie kilku dni, święty doktor nieco odzyskał siły i podjął dalszą podróż ku Rzymowi, którą wcześniej rozpoczął. Gdy przechodził w pobliżu klasztoru cystersów w Fossanova, został zaproszony przez opata i mnichów, którzy z wielką serdecznością prosili go, aby pozostał tam i odzyskał siły aż do całkowitego wyzdrowienia. Przyjąwszy ich zaproszenie, wszedł do wspomnianego klasztoru. Po modlitwie przed ołtarzem w kościele, gdy wszedł do krużganka, spoczęła na nim ręka Pańska i poruszony Duchem Bożym, przewidując bliski już kres swego życia, zwrócił się donośnym głosem do swego towarzysza, tak że wielu obecnych mogło to usłyszeć, i powiedział: „Synu Reginaldzie, to jest miejsce mojego odpoczynku na wieki wieków; tutaj zamieszkam, ponieważ je wybrałem”. Chciał przez to powiedzieć: tu dokona się kres mego życia i mojej drogi, a po trudach doczesnego życia przejdę do odpoczynku, który trwać będzie na wieki. Szczęśliwy doktor, któremu dane było zawczasu poznać chwilę opuszczenia więzienia ciała, a zarazem przewidzieć wejście do wiecznej szczęśliwości. Przeczuwał zarazem swój odpoczynek u progu życia wiecznego oraz kres i zachód swoich ziemskich trudów. Przygotowano więc dla niego godne miejsce odpoczynku w komnacie opata, a jego towarzyszom zapewniono wszystko najlepiej, jak było to możliwe, z wielką serdecznością i troską. Gdy święty doktor przez wiele dni leżał tam ciężko chory, mnisi zaczęli służyć mu z tak wielką czcią i pokorą, że nawet na własnych barkach przynosili dla niego drewno z lasu. Była bowiem zima. Sam zaś pobożny i pokorny doktor, współczując sługom Bożym, mówił: „Skądże mi to, że słudzy Boży usługują człowiekowi i dźwigają tak wielkie ciężary, przez które się trudzą?” Z każdym dniem jego choroba coraz bardziej się nasilała. Jednak nawet wtedy święty doktor nie potrafił powstrzymać płynących zeń strumieni nauki. Niektórzy spośród mnichów, którzy byli zdolni pojąć jego nauczanie, prosili go, aby pozostawił im na koniec jakąś pamiątkę swojej wiedzy i nauki. W odpowiedzi krótko wyłożył im Pieśń nad Pieśniami Salomona, aby studium nauki kościelnej mogło przejść w pieśń niebiańskiej chwały. I rzeczywiście było rzeczą bardzo stosowną, że święty doktor, mający wkrótce opuścić więzienie ciała, właśnie w ten sposób kończył swoje dzieło. Ten bowiem, który niebawem miał wraz z aniołami śpiewać pieśń weselną na niebiańskim dworze, został wprowadzony do oblubieńczej komnaty umiłowanego Oblubieńca, Chrystusa, oraz Jego Oblubienicy, Kościoła.
XXXIX. Jak u kresu życia pobożnie i wiernie przyjął sakramenty Kościoła oraz pozostawił swoją naukę pod osąd Świętego Kościoła Rzymskiego, po czym zasnął w Panu
Gdy choroba się wzmogła, a siły jego ciała słabły, z wielką pobożnością poprosił, aby przyniesiono mu Najświętsze Ciało Chrystusa. Gdy opat i mnisi z należną czcią przynieśli je do niego, on sam, słaby ciałem, lecz mocny duchem, upadł na ziemię i wyszedł na spotkanie swego Pana. Ze łzami i niezwykłą żarliwością modlił się przed Nim. Zapytany następnie, zgodnie ze zwyczajem kościelnym, czy wierzy, że w tej konsekrowanej Hostii obecny jest prawdziwy Syn Boży, który wyszedł z łona Dziewicy, dla nas zawisł na krzyżu, umarł i trzeciego dnia zmartwychwstał, odpowiedział donośnym głosem, z głębokim skupieniem i ze łzami: „Gdyby w tym doczesnym wygnaniu można było posiąść o tym sakramencie wiedzę większą niż ta, którą daje niezachwiana wiara i jej niewysłowiona prawda, to na jej podstawie odpowiadam: prawdziwie wierzę i z całą pewnością wiem, iż jest to prawdziwy Bóg i człowiek, Syn Ojca Przedwiecznego i Dziewiczej Matki, Pan Jezus Chrystus. Tak właśnie wierzę czystym sercem i wyznaję ustami”. W ten sposób, nabożnie i ze łzami, przyjął ten życiodajny sakrament. Przekazuje się, że przyjmując Go, wypowiedział najpierw te słowa: „Przyjmuję Cię, Ceno odkupienia mojej duszy, wiatyku mojej pielgrzymki. Z miłości do Ciebie studiowałem, czuwałem i trudziłem się. Ciebie głosiłem, o Tobie nauczałem i nigdy świadomie nie powiedziałem nic przeciwko Tobie. Jeżeli jednak o tym sakramencie i o innych sprawach powiedziałem albo napisałem coś mniej właściwego, wszystko poddaję osądowi Świętego Kościoła Rzymskiego, w którego posłuszeństwie opuszczam teraz to życie”. Po pobożnym przyjęciu życiodajnego sakramentu, następnego dnia sam poprosił o udzielenie mu sakramentu namaszczenia chorych i przyjął go z wielką pobożnością. Podczas całego obrzędu, zachowując pełną świadomość, odpowiadał na poszczególne formuły modlitw. Przeczuwając swoje szczęśliwe przejście do wieczności, złożył ręce ku Bogu i powierzając swego ducha Stwórcy, szczęśliwie zasnął w Panu w godzinach porannych siódmego marca roku Wcielenia Pańskiego 1274. Kończył wówczas czterdziesty dziewiąty rok życia, a rozpoczynał pięćdziesiąty.
XL. O uroczystych obrzędach pogrzebowych i pochówku świętego Tomasza w opactwie Fossanova
W jego szczęśliwym przejściu do wieczności uczestniczyło wielu braci z Zakonu Kaznodziejskiego z różnych konwentów, szczególnie z Gaety i Anagni, którzy przybyli, aby zobaczyć i odwiedzić wspomnianego doktora. Było tam również wielu braci Zakonu Braci Mniejszych. Gdy zaś wspomniany doktor, wsławiony licznymi znakami i świadectwami świętości, odszedł z tego świata, opat i mnisi wspomnianego klasztoru wraz z innymi zakonnikami oraz szlachetnymi mężami tej ziemi, uroczyście i z należną czcią odprawili obrzędy pogrzebowe przy ciele świętego doktora. W pogrzebie i uroczystościach żałobnych uczestniczył bowiem biskup Terraciny, Franciszek z Zakonu Braci Mniejszych, wraz z wyżej wspomnianymi zakonnikami, a także wielu możnych z Kampanii. Wielu z nich przyciągnęła naturalna więź rodzinna, gdyż święty Tomasz miał w tamtych stronach licznych krewnych. Innych natomiast skłoniła do przybycia sława jego wiedzy oraz przykład świętości jego życia. Odprawiono więc uroczyste obrzędy pogrzebowe świętego doktora. Wówczas przybyła do bramy klasztoru jego siostrzenica, szlachetna pani Franciszka. Ponieważ zgodnie z regułą zakonu kobietom nie wolno było wchodzić do klasztoru, na jej prośbę wyniesiono ciało aż do bramy, aby na mocy szczególnej łaski mogła je zobaczyć. Trudno byłoby uwierzyć, jak wielki był płacz i lament, z jakim opłakiwano go zgodnie ze zwyczajem tamtych stron, pośród zawodzenia i żałobnego szlochu. A gdy tak rozbrzmiewały pełne smutku płacze i jęki, wydarzyła się rzecz zadziwiająca. Muł, na którym święty doktor podróżował, zerwał w tej samej chwili postronek i wybiegł ze stajni. Nieprowadzony przez nikogo sam przyszedł do mar, a gdy je ujrzał, upadł martwy, nie cierpiąc wcześniej na żadną chorobę. W ten sposób Bóg chciał ukazać nawet przez nierozumne zwierzęta, jak wielkie światło Kościoła zgasło. Następnie święte ciało zostało przeniesione do kościoła i tam z czcią złożone przed ołtarzem oraz oddane ziemi – ono, które było alabastrowym naczyniem wszelkiej czystości.
XLI. O wiernym świadectwie brata Reginalda o świętości i czystości świętego Tomasza
Wówczas brat Reginald z Piperno z Zakonu Kaznodziejskiego powstał pośród zgromadzonych i ku zbudowaniu obecnych, którzy pragnęli go słuchać, głosił zasługi i chwałę świętego doktora. Na pochwałę swego mistrza złożył takie świadectwo o świętości jego życia: „Ja – powiedział – jestem świadkiem całego życia i sumienia tego świętego doktora. Wielokrotnie za jego życia, a także teraz, u kresu jego dni, słuchałem jego spowiedzi generalnej. Dlatego świadczę przed Bogiem, że zawsze znajdowałem go tak czystym, jak pięcioletnie dziecko. Nigdy nie utracił czystości ciała i nigdy świadomie nie wyraził zgody na jakikolwiek grzech śmiertelny”. Był to brat Reginald, nierozłączny towarzysz świętego Tomasza, który za jego życia gorliwie pomagał mu i służył we wszystkim: jak uczeń swojemu mistrzowi, jak syn ojcu i jak człowiek oddany świętemu. Wobec niego musiał pełnić niemal obowiązki troskliwego opiekuna, ponieważ Tomasz pozostawał niemal nieustannie oderwany od spraw ziemskich, a jego umysł często był porywany ku rzeczom niebiańskim. Reginald musiał wręcz uprzedzać jego potrzeby w zakresie pożywienia i przygotowywać mu to, co miał spożyć, aby wskutek ciągłego pochłonięcia sprawami niebieskimi nie pomylił się i nie przyjął czegoś, co mogłoby mu zaszkodzić.
XLII. O znakach, które ukazały się i zostały objawione w godzinie jego odejścia
W chwili jego odejścia nie zabrakło cudownych i wyraźnych znaków, które wskazywały na śmierć świętego doktora i zapowiadały jego wejście do wiecznej szczęśliwości. W godzinie śmierci świętego Tomasza pewien mnich ze wspomnianego opactwa, modląc się w kościele, na chwilę zasnął. I oto ujrzał niezwykle jasną gwiazdę zstępującą nad klasztor, a po chwili dwie inne gwiazdy zstępujące z nieba o tym samym blasku co pierwsza, które uniosły ku niebiosom ową pierwszą gwiazdę, widoczną wcześniej. Po tej wizji mnich przebudził się ze snu, a słysząc uderzanie w kołatkę – znak śmierci świętego doktora, który odszedł właśnie w godzinie owej wizji – zrozumiał, że widzenie to oznaczało szczęśliwe przejście świętego Tomasza, którego dusza opuściła ciało dokładnie wtedy, gdy pierwsza gwiazda wraz z dwiema pozostałymi uniosła się do nieba. W tym samym opactwie ukazał się także inny znak. Otóż na trzy dni przed śmiercią świętego doktora nad klasztorem widoczna była pewna gwiazda na kształt komety, którą niekiedy dostrzegano nawet za dnia. Gdy się pojawiła, nie wiedziano jeszcze, co oznacza, lecz kiedy zniknęła, stało się jasne, że zapowiadała odejście wspomnianego doktora. Gdy bowiem święty doktor odszedł z tego świata, ona również zgasła. Jeszcze inny znak został objawiony w konwencie neapolitańskim bratu Pawłowi z Akwili, mężowi wielkiej cnoty i sławy. W tej samej godzinie, w której święty doktor odszedł z tego świata w klasztorze Fossanova, ujrzał on w widzeniu wspomnianego doktora, jak wykładał w szkołach w Neapolu przed mnóstwem studentów. Wówczas święty Paweł Apostoł wszedł do sali wykładowej w otoczeniu wielu świętych. Gdy zaś doktor Tomasz zszedł z katedry, chcąc wyjść mu na spotkanie, Paweł powiedział, aby nadal nauczał i kontynuował rozpoczęty wykład. Wtedy święty Tomasz zapytał go, czy właściwie rozumiał jego Listy. Apostoł odpowiedział, że pojął je tak dobrze, jak tylko człowiek żyjący w ciele może je pojąć. Następnie dodał: „Chcę, abyś poszedł ze mną, i zaprowadzę cię do miejsca, gdzie o wszystkim będziesz miał jaśniejsze zrozumienie”. Bratu Pawłowi wydawało się przy tym, że Apostoł, ujmując Tomasza za kapę, wyprowadza go ze szkoły. Wówczas wspomniany brat Paweł zaczął głośno wołać: „Ratujcie, bracia, ratujcie, bo brat Tomasz jest nam zabierany!” Obudzeni jego krzykiem bracia zapytali go, co ujrzał w tej wizji. Gdy opowiedział im kolejno wszystko, co zobaczył, zanotowano godzinę tego wydarzenia. Później okazało się, że była to właśnie godzina, w której doktor został zabrany z tego świata. Szczęśliwa dusza doktora, której mieszkańcy nieba wyszli naprzeciw, aby wprowadzić ją do królestwa niebieskiego. Ten zaś, który za życia miał świętego Pawła za nauczyciela, przy odejściu z tego świata otrzymał go jako przewodnika do chwały niebieskiej.
XLIII. Jak objawiono bratu Albertowi Wielkiemu odejście świętego Tomasza
Nie należy również przemilczeć podobnego wydarzenia, które miało miejsce w dniu śmierci świętego Tomasza. Czcigodny doktor i biskup, brat Albert Wielki, przebywający wówczas w Kolonii, otrzymał bowiem objawienie o jego odejściu. Gdy siedział przy stole w obecności przeora klasztoru i kilku braci, nagle zaczął płakać. Kiedy zaś obecny tam przeor zapytał go o przyczynę łez, odpowiedział: „Brat Tomasz z Akwinu, mój syn w Chrystusie, który był światłem Kościoła, odszedł z tego świata”. Przeor zanotował wówczas dzień tego wydarzenia, a później okazało się, że święty doktor Tomasz zmarł dokładnie tego samego dnia.
XLIV. Jak w dniu jego pogrzebu podprzeor opactwa Fossanova został uwolniony od ślepoty za sprawą zasług świętego Tomasza
Zanim jego święte ciało zostało złożone do grobu, brat Jan z Ferentino, mnich i zastępca przeora opactwa Fossanova, który niemal całkowicie utracił wzrok, złożył ślubowanie świętemu Tomaszowi i polecił zaprowadzić się do jego ciała. Upadł z pobożnością i czcią u jego stóp, przylgnął do mar pogrzebowych i przykładając swoją twarz do twarzy zmarłego, modlił się do Boga, aby dzięki zasługom świętego Tomasza dostąpił łaski odzyskania wzroku, którego był pozbawiony. Natychmiast odzyskał pełnię widzenia i zawołał wobec całego zgromadzonego tam konwentu: „Błogosławiony niech będzie Bóg, ponieważ za sprawą zasług świętego Tomasza wzrok został mi całkowicie przywrócony i widzę teraz równie wyraźnie jak dawniej”. Ów mnich został później biskupem Umbriatico.
XLV. O pobożnym cudzie najprzyjemniejszej woni, który wydarzył się podczas pierwszego przeniesienia świętego ciała świętego Tomasza, oraz o zachowaniu przez Boży dar nienaruszonych jego członków i szat
Po pogrzebie świętego Tomasza opat i mnisi zaczęli się obawiać, czy w przyszłości ciało świętego doktora nie zostanie im wbrew ich woli zabrane i przeniesione z tego klasztoru przez braci z jego Zakonu na polecenie papieża. Obawiali się tego tym bardziej, że ciało zostało im jedynie powierzone na przechowanie, brat Reginald, jego towarzysz, sporządził nawet urzędowy dokument potwierdzający ten fakt, a sam doktor polecił przed śmiercią, aby w odpowiednim czasie przewieziono jego ciało do braci dominikanów w Neapolu. Dlatego nocą, w największej tajemnicy i w obecności zaledwie kilku świadków, przenieśli jego ciało z kościoła do kaplicy świętego Szczepana, przylegającej do krużganków, tak aby miejsce jego pochówku pozostało nieznane dla innych. Później jednak święty doktor ukazał się we śnie przeorowi klasztoru, Jakubowi z Florencji, surowo go upominając i grożąc mu, jeśli nie przywróci jego ciała na poprzednie miejsce, tak aby ci, którzy z pobożności będą przybywać do jego grobu, nie błądzili, lecz znali miejsce jego pochówku. Przeor, obawiając się sądu Bożej sprawiedliwości, gdyby zlekceważył to, co zostało mu nakazane w widzeniu, a zarazem chcąc, aby sprawa pozostała ukryta przed resztą mnichów klauzurowych, wziął nocą od brata Błażeja klucze do wspomnianej kaplicy. Następnie, wraz z kilkoma mnichami oraz niektórymi oblatami i donatami klasztoru, udał się do owej kaplicy, gdzie ciało świętego doktora zostało wcześniej przeniesione i pogrzebane. Kiedy otwarto grób, natychmiast rozszedł się z niego tak niezwykle przyjemny i wonny zapach, że napełnił swoją wonią całą kaplicę i krużganek klasztoru. Zdawało się raczej, że otwarto skład najrozmaitszych wonności, a nie grób zmarłego. Mnisi, badając to z wielką starannością, przekonali się, że owa cudowna woń wydobywa się z samego ciała świętego. Zapach ten był tak silny, że zarówno wspomniany brat Błażej, jak i pozostali mnisi przyszli tam sami, choć nikt ich o tym nie powiadamiał. Gdy odsłonięto ciało świętego doktora, zobaczyli, że wszystkie jego członki pozostawały nienaruszone, a habit jego Zakonu – kapa, szkaplerz i tunika – pozostał zupełnie nietknięty zepsuciem, przesiąknięty wonią wydobywającą się z pachnącego ciała. Było to tym bardziej zadziwiające, że ciało świętego doktora było za życia tęgie, rosłe i potężne, a miejsce pochówku wilgotne i głębokie, tak iż nawet bez innych przyczyn powinno było ulec rozkładowi, gdyby nie zostało zachowane dzięki szczególnemu przywilejowi i cudownemu działaniu Bożej mocy. Słusznie też ciało to, nawet po śmierci, roztaczało jedynie najsłodszą woń za sprawą Bożej mocy, skoro za życia nigdy nie wyszedł z niego odór grzechu śmiertelnego. Mnisi, ujrzawszy tak oczywisty cud, zapłonęli jeszcze większą pobożnością ku świętemu. Zgromadziwszy cały konwent, przeor wspomnianego klasztoru, odziany wraz z kilkoma mnichami w szaty liturgiczne, w uroczystej procesji przeniósł ciało z powrotem do jego pierwszego grobu. Śpiewali przy tym antyfonę: „Ten święty godzien jest pamięci ludzi, ponieważ przeszedł do radości aniołów”. Następnego ranka odprawili Mszę świętą o wyznawcy, śpiewając: „Usta sprawiedliwego głoszą mądrość”. Tylu zaś było świadków cudownej woni, ilu mnichów liczył wówczas klasztor w Fossanova. Wspomniane przeniesienie ciała nastąpiło po upływie siedmiu miesięcy od śmierci świętego Tomasza, jak wynika z bulli kanonizacyjnej oraz zeznań świadków obecnych przy tym wydarzeniu. Niektórzy pisarze podawali jednak, że miało ono miejsce dopiero po upływie siedmiu lat.
XLVI. Jak z Bożego zrządzenia święty Tomasz zakończył swoje życie i został pochowany w opactwie Fossanova
Nie bez ukrytej tajemnicy Bożego zamysłu stało się, że święty doktor zakończył swoje doczesne życie właśnie we wspomnianym opactwie Fossanova, należącym do innego, a zarazem wielkiego zakonu, i że tam zostało złożone jego ciało. Dzięki temu wiarygodne świadectwo tak wielu zakonników, którzy byli świadkami cudów dokonujących się przy ciele zmarłego świętego, mogło zachować pamięć o tych wydarzeniach, a oni sami zostali niejako zmuszeni przez wymowne znaki cudów do dawania świadectwa o jego świętości. Byli to bowiem właśnie ci, którzy być może zamierzali ukryć te znaki, aby nie wyszło na jaw, że święty jaśnieje cudami; obawiali się bowiem zapewne, że gdyby bracia z jego Zakonu otrzymali od nich świadectwo o ich prawdziwości, tym usilniej staraliby się o odzyskanie jego ciała. Któż bowiem łatwo uwierzyłby braciom z jego Zakonu, gdyby opowiadali o cudownej woni wydobywającej się z jego świętego ciała przy kolejnych otwarciach grobu? Można by przecież podejrzewać, że została ona wywołana ludzkim podstępem, choć rozchodziła się z tak niezwykłą słodyczą. Tymczasem ten zapach, udzielony mocą Bożą, został objawiony także innym ludziom, i to właśnie wbrew zamiarom tych, którzy pragnęli go ukryć, ku ich własnemu zdumieniu. Również podróż, którą przerwała jego śmierć, oraz sam sposób, w jaki zakończyło się jego życie, jasno ukazują, z jak wielkim posłuszeństwem wobec Kościoła Rzymskiego służył za życia i jak pozostawał mu posłuszny także w chwili śmierci.
XLVII. O drugim cudzie wonności, który wydarzył się podczas ponownego otwarcia jego grobu
Po upływie siedmiu lat od pierwszego przeniesienia ciała świętego Tomasza, o którym była już mowa, ojciec Piotr z Castro Montis Sancti Johannis, będący wówczas opatem klasztoru, polecił ponownie wydobyć jego ciało z grobu i przenieść je do bardziej godnego miejsca. Zostało ono złożone po lewej stronie ołtarza, patrząc od strony podejścia do niego, w kamiennym, marmurowym grobowcu umieszczonym ponad ziemią. Gdy otwarto grób, z ciała świętego ponownie wydobyła się taka sama woń jak podczas pierwszego przeniesienia. Zarówno samo ciało, jak i jego szaty – mianowicie kapa, szkaplerz i tunika – zostały znalezione, podobnie jak poprzednio, pachnące, nienaruszone i nieuszkodzone. Jedynie brakowało niewielkiego fragmentu końca kciuka prawej ręki. Odprawiono również Mszę świętą o wyznawcy, tak jak uczyniono to za pierwszym razem. Wspomniany opat, który jako mnich uczestniczył w pierwszym przeniesieniu ciała, a później jako opat sam zarządził drugie, będąc już człowiekiem w podeszłym wieku, złożył pod przysięgą świadectwo potwierdzające prawdziwość tych wydarzeń przed sędziami prowadzącymi z polecenia papieża dochodzenie w sprawie cudów świętego Tomasza, co zostało szerzej opisane w aktach tego dochodzenia.
XLVIII. O trzecim cudzie wonności, który wydarzył się podczas trzeciego otwarcia grobu świętego Tomasza
Spodobało się Bogu, aby po raz trzeci powtórzyć cud zachowania świętego ciała i cudownej woni, aby jeszcze pełniej i pewniej objawić ludziom na ziemi chwałę swojego świętego. Czternastego roku po jego szczęśliwym odejściu z tego świata, opat wspomnianego klasztoru został poproszony przez panią Teodorę, hrabinę San Severino, rodzoną siostrę świętego Tomasza, aby podarował jej prawą rękę brata jako relikwię. Opat, pragnąc spełnić jej życzenie, wyraził zgodę i udał się do grobu świętego doktora. Z wielkim trudem podniesiono kamienną płytę grobowca. Gdy odsłonięto ów drogocenny skarb, jakim było święte ciało, wydobyła się z niego tak wielka woń i rozeszła tak cudownie, że wszyscy mnisi zbiegli się, aby to zobaczyć. Okazało się, że święte ciało, podobnie jak wcześniej, pozostawało pachnące i nienaruszone zarówno w swoich członkach, jak i w szatach zakonnych, z wyjątkiem czubka nosa, który wydawał się nieco zmniejszony. Opat, chcąc zabrać prawą rękę świętego doktora, sądził, że zdoła ją oddzielić lekkim pociągnięciem. Ponieważ jednak nie było to możliwe, został zmuszony odciąć ją od ramienia żelaznym narzędziem. Następnie z należną czcią zaniósł ową rękę wspomnianej pani, która wyczekiwała jej z wielkim utęsknieniem. Przyjąwszy ją z pobożnością i ze łzami, poleciła złożyć ją i ze szczególną troską przechowywać w kaplicy swojego zamku w San Severino, wraz z innymi relikwiami, które posiadała.
XLIX. O uzdrowieniu z drżenia całego ciała oraz o cudzie woni przy dotknięciu ręki świętego doktora
Bóg zechciał jeszcze raz powtórzyć wspomniany cud wonności, aby dzięki zachowaniu nienaruszonej ręki świętego doktora i ponownemu objawieniu się jej cudownej woni wcześniejsze cuda zostały tym pewniej potwierdzone zarówno przez upływ czasu, jak i przez wiarygodność świadka. W czterdziestym drugim roku po śmierci świętego Tomasza opat Tomasz z Massii, kanonik z Salerno, mąż cieszący się dobrą opinią i sławą, poszukiwał relikwii do kaplicy Świętego Krzyża, którą sam ufundował. W tym celu przybył do kaplicy zamku San Severino w diecezji Salerno, gdzie przechowywano wówczas rękę świętego doktora. Kapelan zamku pokazał mu wiele relikwii świętych, a gdy opat oddał im należną cześć, kapelan powiedział na końcu: „Mam jeszcze cenniejszą relikwię: nienaruszoną rękę brata Tomasza z Akwinu, która ukazuje godny podziwu cud Bożej mocy, ponieważ mimo upływu tak długiego czasu zachowała się w całości”. On jednak, okazując brak pobożności, wzgardził tymi słowami i szyderczo odpowiedział: „Ten brat Tomasz nie jest świętym. Był po prostu dobrym człowiekiem, jak wielu innych braci”. Ledwie wypowiedział te pełne lekceważenia słowa i nie oddał Bogu chwały ani należnej czci Jego świętemu, natychmiast ogarnęło go silne drżenie całego ciała oraz obrzęk głowy. Wydawało mu się, że jego głowa stała się ogromna niczym wielka skrzynia i niezmiernie ciężka. Oprzytomniawszy jednak i uświadomiwszy sobie, że spotkało go to zasłużenie z racji owego lekceważenia, skruszony wyznał ze łzami swoją winę przed wspomnianym kapłanem i poprosił o przebaczenie za swój grzech. Poprosił także, aby pokazano mu ową rękę, by mógł oddać należną cześć świętemu, którym wcześniej wzgardził. Gdy z pokorą, czcią i ze łzami oddał cześć relikwii, natychmiast został całkowicie uwolniony od drżenia ciała i obrzęku głowy. Następnie przybliżył się jeszcze bardziej i z głębokim nabożeństwem ucałował świętą rękę. A kiedy to czynił, poczuł wydobywającą się z niej niezwykle silną woń – tak wspaniałą i intensywną, że, jak sam później zapewniał, nigdy wcześniej czegoś podobnego w życiu nie doświadczył. Woń ta, pochodząca od świętej ręki, tak silnie przeniknęła jego samego oraz kaptur, który nosił na szyi, że przez długi czas zarówno on, jak i jego kaptur wydzielali tak wyraźny zapach wśród ludzi, z którymi przebywał, iż wielu pytało go, jakie wonności ze sobą nosi, a on sam był zmuszony wielokrotnie opowiadać przebieg cudu. Od tego czasu, jak sam zapewniał, nabrał tak wielkiego nabożeństwa i ufności do świętego Tomasza, że ilekroć spotykała go jakaś pokusa albo groziło mu niebezpieczeństwo, powierzając się zasługom świętego Tomasza i wzywając jego imienia, doświadczał natychmiastowego uwolnienia od pokus i niebezpieczeństw.
L. O nienaruszonym stanie prawej ręki świętego doktora Tomasza oraz o cudach woni
Gdy wspomniany cud opowiedziano wielokrotnie Tomaszowi z San Severino, hrabiemu Marsico, siostrzeńcowi świętego Tomasza, ten zaczął wysławiać Boga za to niezwykłe wydarzenie. Uznawszy, że owa ręka świętego doktora będzie otoczona większą czcią przez Braci Kaznodziejów, przekazał ją przeorowi i konwentowi dominikanów w Salerno. Tam pozostaje ona nienaruszona aż po dzień dzisiejszy, z wyjątkiem kciuka, który został odjęty przez kogoś kierującego się pobożnością. Ręka ta jest wyprostowana, zachowana wraz ze skórą, ciałem, kośćmi i paznokciami. Choć z czasem wyschła, to jednak nie zmieniła swojej naturalnej barwy, przypominającej kolor pszenicy. Jest to wyraźny znak, że zachowanie jej w takim stanie było skutkiem szczególnego Bożego cudu. Pewnego razu podszedł do niej z nabożeństwem jeden z braci z Zakonu Kaznodziejów. Miał on nadzieję, że poczuje słodką woń, o której słyszał od innych, jednak tym razem niczego nie doświadczył. Gdy jednak ponownie przygotował się, by z jeszcze większym nabożeństwem oddać jej cześć, i ucałował relikwię, poczuł cudowną woń, której podobnej nigdy wcześniej nie doświadczył. O tym cudzie opowiedział swojemu przeorowi, a następnie dla chwały świętego przekazywał tę relację wielu innym. Ponieważ zapach ten nie jest wyczuwany przez wszystkich, którzy oddają cześć relikwii, ani też za każdym razem, gdy oddaje się jej cześć, lecz tylko wtedy, gdy podoba się to Bogu i gdy zasługuje na to pobożność danych osób, jest on wolny od wszelkiego podejrzenia, jakoby został wywołany ludzkimi środkami. Woń ta została bowiem dana mocą Bożą i nie da się znaleźć żadnego naturalnego zapachu, który byłby do niej podobny.
LI. O tym, jak bratu Albertowi, pragnącemu poznać chwałę świętego Tomasza i modlącemu się o to, została ona objawiona przez Boga
Brat Albert z Brescii – mąż zakonny, prawdomówny, pobożny i niezwykle uczony – czytając często dzieła świętego Tomasza oraz przy innych okazjach, zwykł był twierdzić: „Wiem, bracia, że brat Tomasz, wielki doktor, jest świętym w niebie”. Z czasem dwóch braci zapytało go o podstawę tego przekonania i, zaklinając go na imię Boże, usilnie prosiło, aby wyjaśnił im tę sprawę jaśniej. Nie chcąc okazać lekceważenia dla imienia Pańskiego, którym go zaklinano, odpowiedział im: „Najmilsi synowie i bracia w Chrystusie, wiecie, że we wszystkim starałem się naśladować naukę świętego Tomasza, czytając ją, nauczając jej i pisząc zgodnie z nią. Często jednak zastanawiałem się z podziwem, jak w tak krótkim czasie zdołał osiągnąć tak wielką świętość życia, taką wiedzę i tak głębokie zrozumienie Pisma. Dlatego wielokrotnie i usilnie błagałem Boga, Najświętszą Maryję Pannę i świętego Augustyna, aby została mi objawiona chwała, jaką cieszy się święty Tomasz. Pewnego razu modliłem się w tej intencji przed ołtarzem Najświętszej Dziewicy Maryi. Gdy przez długi czas żarliwie i ze łzami się modliłem, podczas gdy nadal trwałem na modlitwie, ukazali mi się dwaj dostojni mężowie, jaśniejący cudownym blaskiem i odziani we wspaniałe szaty. Jeden z nich był ubrany w strój i insygnia biskupie oraz miał na głowie mitrę. Drugi zaś nosił habit Braci Kaznodziejów, a na głowie miał złotą koronę wysadzaną drogimi kamieniami. Wokół szyi miał dwie aureole niczym naszyjniki: jedną srebrną, drugą złotą. Na piersi nosił wielki drogocenny kamień, który promieniując niezwykłym blaskiem i rozsyłając liczne promienie, rozjaśniał cały Kościół. Także na kapie, w którą był odziany, umieszczone były liczne drogocenne kamienie, natomiast tunika i szkaplerz lśniły śnieżną bielą. Ja zaś, zdumiony i zachwycony tak niezwykłym widzeniem, upadłem do ich stóp i błagałem pokornie, aby oznajmili mi, kim są, skoro ukazują się w tak cudownej chwale. Wówczas ten, który miał na głowie mitrę, odpowiedział: „Bracie Albercie, dlaczego tak bardzo się dziwisz? Wiedz, że twoje modlitwy zostały wysłuchane. Oto objawiam ci teraz, że ja jestem Augustyn, doktor Kościoła, posłany do ciebie, aby ukazać ci naukę i chwałę brata Tomasza z Akwinu, który stoi tutaj obok mnie. Jest on bowiem moim synem, ponieważ we wszystkim podążał za nauką apostolską i moją oraz oświecił Kościół swoją nauką. Oznaczają to drogocenne kamienie, a zwłaszcza ten wielki kamień, który nosi na piersi. Symbolizuje on prawą intencję, z jaką bronił wiary i ją wyjaśniał. Drogocenne kamienie oznaczają liczne księgi i pisma, które ułożył. Tomasz jest mi równy w chwale, z tą jedynie różnicą, że przewyższa mnie aureolą dziewictwa, podczas gdy ja przewyższam go godnością biskupią”. Takie świadectwo pod przysięgą złożył wiarygodny i prawdomówny brat, który usłyszał opis tego widzenia od wspomnianego brata Alberta z Brescii podczas dochodzenia dotyczącego życia i cudów świętego Tomasza, prowadzonego przed sędziami wyznaczonymi do tego przez Stolicę Apostolską.
LII. O kanonizacji świętego Tomasza
Święty Tomasz z Akwinu z Zakonu Kaznodziejów został kanonizowany przez papieża Jana XXII i wpisany do grona świętych wyznawców. Stało się to po starannym dochodzeniu dotyczącym jego życia i cudów, przeprowadzonym z upoważnienia Stolicy Apostolskiej – zgodnie z tym, co nakazuje obyczaj oraz prawo – gdy w pełni dowiedziono prawdziwości owych cudów. Uroczystość odbyła się z należytą i zwyczajowo zachowywaną w takich przypadkach okazałością. Sam papież przewodniczył uroczystej mszy świętej w kościele katedralnym w Awinionie, gdzie wówczas rezydował wraz ze swoją kurią, w obecności kardynałów i prałatów odzianych w szaty liturgiczne. Miało to miejsce 18 lipca (na piętnaście dni przed kalendami sierpniowymi) roku 1323 od Wcielenia Słowa, w siódmym roku pontyfikatu tegoż papieża, gdy właśnie rozpoczynał się pięćdziesiąty rok od szczęśliwego odejścia świętego Tomasza z tego świata.
LIII. O liczbie i tytułach ksiąg oraz traktatów świętego doktora Tomasza
Dar wiedzy i rozumienia, udzielony świętemu Tomaszowi przez Boga, najwyraźniej przejawia się w jego rozlicznych dziełach pisanych. On to, niczym najwytrawniejszy uczony w Piśmie, wydobył ze swego skarbca rzeczy nowe i stare, czerpiąc zarówno z Nowego, jak i Starego Testamentu, a także ukazał światu ukryte skarby różnych nauk. Liczbę ksiąg, traktatów i innych dzieł, które napisał ku chwale Bożej, dla szerzenia wiary oraz dla kształcenia studiujących zarówno w dziedzinie filozofii, jak i teologii, przedstawimy poniżej. Napisał bowiem cztery komentarze do czterech ksiąg „Sentencji”, mianowicie do pierwszej, drugiej, trzeciej i czwartej księgi. Dzieło to odznacza się pięknym stylem, głębią myśli, jasnością wykładu oraz rozwinięciem o nowe zagadnienia. Następnie, gdy po trzech latach sprawowania urzędu mistrza powrócił do Włoch za pontyfikatu papieża Urbana i przebywał w Rzymie, napisał ponownie komentarz do pierwszej księgi „Sentencji”, jak zaświadcza w swojej kronice brat Ptolemeusz, biskup Torcello, który był jego uczniem i słuchaczem. Twierdził on, że widział to dzieło w konwencie w Lukce. Obecnie jednak nie można go odnaleźć, ponieważ przypuszcza się, że zostało potajemnie zabrane i dlatego nie zostało skopiowane. Napisał również „Sumę teologiczną”, którą znacznie rozbudował o liczne artykuły i którą, w odróżnieniu od swoich wcześniejszych pism, uporządkował w sposób godny podziwu i odpowiadający wymaganiom przedmiotu, dzieląc ją na kwestie i artykuły. Rozstrzygał i wyjaśniał je za pomocą subtelniejszych argumentów, które poparł autorytetami świętych doktorów. W dziele tym podjął tak pożyteczny trud dla wszystkich pragnących poznać teologię, że odnalazł i przekazał łatwą, uporządkowaną i zwięzłą, a wcześniej nieznaną metodę poznawania, rozumienia i pojmowania, czego nie dokonałby bez szczególnego daru łaski Bożej. Wspomnianą „Sumę” podzielił na trzy części: naturalną, moralną i sakramentalną. W pierwszej z nich omawia i wyjaśnia naturę rzeczy, najpierw rzeczy boskich, a po drugie rzeczy stworzonych; część ta nosi tytuł „Prima Pars”. Część moralną podzielił natomiast na dwa tomy. W pierwszym z nich omawia i wyjaśnia cnoty i wady w ujęciu ogólnym; nosi on tytuł „Prima Secundae”. W drugim tomie przechodzi do szczegółów, rozważając i rozstrzygając kwestie poszczególnych cnót oraz wad; część ta nosi tytuł „Secunda Secundae” ze względu na tę samą tematykę moralną. Dzieło to zostało wzbogacone naukami i argumentami filozofów oraz umocnione autorytetami świętych. Trzecia część „Sumy”, stanowiąca jej czwarty tom, nazywana jest częścią sakramentalną, ponieważ traktuje o sakramentach Chrystusa i Kościoła oraz o całej tajemnicy wcielenia Syna Bożego. Nosi ona tytuł „Ultima Pars Summae”, gdyż jest zwieńczeniem pozostałych części i została napisana jako ostatnia. Pracując nad nią, święty Tomasz zakończył zarówno swoją działalność pisarską, jak i życie, pozostawiając dzieło niedokończone, gdyż uprzedziła go śmierć. Napisał również dzieło zatytułowane „Suma przeciw poganom” („Summa contra gentiles”), które podzielił na cztery księgi. Jest to dzieło odznaczające się pięknym stylem, a zarazem głębią dzięki nowości i subtelności zawartych w nim argumentów. Podczas pisania tego dzieła często znajdowano go tak dalece oderwanego od zmysłów zewnętrznych, że wydawał się całkowicie skupiony na sprawach Bożych. Nie powinno też nikogo dziwić, że wspomniany doktor zarówno w swoich innych pismach, jak i w „Sumie”, ilekroć wymagał tego przedmiot rozważań, posługiwał się naukami świeckimi i ludzką mądrością filozofów oraz pogan. Wszystkie bowiem dziedziny wiedzy pochodzą od tego samego Boskiego Rozumu, z którego wypływają prawdy Bożej mądrości, a wszelkie nauki słusznie służą mu jako służebnice. Na polecenie papieża Urbana napisał również wybitne dzieło poświęcone czterem Ewangeliom, ułożone w podziwu godnym porządku z wypowiedzi i autorytetów świętych. W ten sposób połączył opowiadania wszystkich czterech ewangelistów w jedną ciągłą historię, tak iż wydaje się, jakby był to komentarz jednego tylko autora. Przekazuje się również, że sporządził komentarz do Ewangelii niedzielnych na cały rok, który jednak bardzo rzadko można odnaleźć. Ponadto, na polecenie papieża Urbana, ułożył i opracował całe oficjum liturgiczne o Ciele Chrystusa [na uroczystość Bożego Ciała], zarówno dzienne, jak i nocne, a także formularz mszalny. Napisał także komentarz do Ewangelii według św. Jana, przy czym zwłaszcza do pierwszych pięciu rozdziałów własnoręcznie sporządził tekst. Pozostałą część, jak się mówi, zapisał jego towarzysz brat Reginald, notując wykłady świętego Tomasza, a sam doktor później ten zapis poprawił i zatwierdził. Napisał również komentarze do Listu św. Pawła do Rzymian, do Listów do Koryntian oraz do Listu do Hebrajczyków aż do rozdziału jedenastego. Natomiast komentarze do dalszych listów św. Pawła zostały spisane przez wspomnianego brata Reginalda podczas wykładów Tomasza, a sam doktor miał je później poprawić. Napisał także komentarz do Księgi Izajasza, który rzadko można spotkać. Przy objaśnianiu jednego szczególnie trudnego miejsca tekstu, po modlitwach i wylanych łzach, dostąpił wizji świętych apostołów Piotra i Pawła, którzy udzielili mu pouczenia. Napisał również dosłowny komentarz do Księgi Hioba, której żaden doktor przed nim nie podjął się w ten sposób wyjaśniać. Sporządził także komentarze do Księgi Jeremiasza, do Lamentacji oraz do Pieśni nad Pieśniami. Mówi się, że jego towarzysz brat Reginald zapisał podczas wykładów komentarz do trzech nokturnów psałterza, rozpoczynający się od słów: „In omni opere suo dedit confessionem sancto” [W każdym swoim dziele składał dziękczynienie Świętemu]. Ten sam brat Reginald sporządził również zapis komentarza do pierwszej księgi „O duszy”, natomiast brat Piotr z Andrii miał spisać komentarz do Ewangelii według św. Mateusza, zachowany jednak w niepełnej postaci. Wspomniany doktor napisał również obszerne zbiory kwestii na różne tematy, dzieląc je na poszczególne artykuły, w których dociekał i wyjaśniał prawdę. Są to: „Kwestie o prawdzie” (Quaestiones de veritate), „Kwestie o mocy Boga” (Quaestiones de potentia Dei), „Kwestie o duszy” (Quaestiones de anima), „Kwestie o cnotach” (Quaestiones de virtutibus), „Kwestie o złu” (Quaestiones de malo), „Kwestie o stworzeniach duchowych” (Quaestiones de spiritualibus creaturis). Napisał również jedenaście zbiorów kwodlibetów (Quodlibeta). Ponadto sporządził komentarze do dzieł filozofii Arystotelesa: „Fizyki”, „Metafizyki”, trzech ksiąg „O niebie i świecie”, dzieła „O powstawaniu i ginięciu”, dwóch ksiąg „Meteorologii”, drugiej i trzeciej księgi „O duszy”, dzieła „O zmysłach i przedmiotach zmysłów”, „O pamięci i przypominaniu sobie”, „Etyki”, czterech ksiąg „Polityki”, „Księgi o przyczynach” oraz do twierdzeń Proklosa, pierwszej i drugiej księgi „Analityk wtórnych” oraz dzieła „O interpretacji”.
LIV. Wykaz mniejszych dzieł świętego doktora Tomasza
Święty doktor Tomasz napisał również rozmaite traktaty i mniejsze pisma na prośbę różnych osób. Gdy przesyłano mu rozmaite wątpliwości, udzielał odpowiedzi zgodnych z prawdą. Traktaty te, zebrane razem w jednym tomie, tworzą obszerny zbiór i są powszechnie znane pod nazwą „Opuscula świętego Tomasza”. Można je zestawiać w jednym tomie według uznania redaktora zbioru, ponieważ żadne z tych dzieł nie zależy od drugiego. Jest ich około czterdziestu, nieco więcej lub mniej. Ich tytuły i początki tekstów przedstawiają się następująco:
- Traktat o zasadach natury (De principiis naturae), skierowany do brata Sylwestra, rozpoczynający się od słów: Quoniam quidam potest esse et licet non sit, [Skoro coś może być, choć nie istnieje].
- Traktat o naturze materii (De natura materiae), rozpoczynający się od słów: Quoniam de principiis sermo habitus est, [Skoro mowa była o zasadach].
- Traktat o czterech przeciwieństwach (De quatuor oppositis), rozpoczynający się od słów: Quoniam quatuor sunt oppositiones, [Skoro są cztery przeciwieństwa].
- Traktat o zasadzie indywidualizacji (De principio individuationis), rozpoczynający się od słów: Quoniam duae sunt potentiae cognoscitivae in homine, [Skoro dwie są władze poznawcze w człowieku].
- Traktat o naturze chwili lub o chwilach (De natura instantis seu de instantibus), rozpoczynający się od słów: Quoniam omnem durationem concomitatur instans, [Skoro każdemu trwaniu towarzyszy moment].
- Traktat o słowie, czyli o naturze słowa (De verbo seu de natura verbi), rozpoczynający się od słów: Ad intellectum huius nominis quod dicitur verbum, [Dla zrozumienia tej nazwy, którą jest Słowo].
- Traktat o naturze słowa umysłu (De natura verbi intellectus), rozpoczynający się od słów: Quoniam circa naturam verbi intellectus sine quo ymago Trinitatis non invenitur in homine expressa, [Ponieważ gdy chodzi o naturę słowa intelektu, bez którego obraz Trójcy nie znajduje w człowieku swego wyrazu].
- Traktat o ruchach ciała, czyli o ukrytych działaniach i czynnościach natury (De operationibus occultis naturae), skierowany do pewnego rycerza zza Alp, rozpoczynający się od słów: Quoniam in quibusdam naturalibus corporibus, [Skoro w niektórych ciałach naturalnych].
- Traktat o ruchu serca (De motu cordis), skierowany do mistrza Filipa z Castroceli, rozpoczynający się od słów: Quoniam omne quod movetur, [Skoro wszystko, co się porusza].
- Traktat o istocie bytów, czyli o bycie i istocie (De ente et essentia), skierowany do braci i współbraci, rozpoczynający się od słów: Quoniam parvus error in principiò, [Skoro mały błąd na początku].
- Traktat o dowodzeniu (De demonstratione), rozpoczynający się od słów: Ad habendam cognitionem, [Dla uzyskania poznania].
- Traktat o błędach logicznych (De fallaciis), skierowany do pewnych szlachetnie urodzonych magistrów sztuk wyzwolonych, rozpoczynający się od słów: Quia logica est rationalis scientia, [Ponieważ logika jest nauką rozumową].
- Traktat o aniołach, czyli o substancjach oddzielonych (De angelis seu de substantiis separatis), skierowany do brata Reginalda, rozpoczynający się od słów: Quia sacris angelorum solemnitatibus, [Ponieważ w święte uroczystości aniołów].
- Traktat przeciw błędowi awerroistów o jedności intelektu (Contra errorem Averroistarum de unitate intellectus), rozpoczynający się od słów: Sicut omnes homines naturaliter scire desiderant, [Jak wszyscy ludzie z natury pragną wiedzieć].
- Traktat o losach i wróżbach, czy wolno się nimi posługiwać (De sortibus, utrum sortibus sit utendum), skierowany do pana Jakuba z Burgos, rozpoczynający się od słów: Postulavit a me vestra dilectio, [Prosiła mnie wasza miłość].
- Traktat o wpływach gwiazd i o tym, czy wolno się nimi posługiwać (De indiciis astrorum, utrum liceat eis uti), skierowany do brata Reginalda, rozpoczynający się od słów: Quod petisti ut tibi scriberem, [O co prosiłeś, bym ci napisał].
- Traktat o rządzeniu Żydami (De regimine Judaeorum), skierowany do księżnej Brabancji, rozpoczynający się od słów: Excellentiae vestrae recepi litteras, [Otrzymałem list waszej dostojności].
- Odpowiedzi na czterdzieści trzy artykuły, skierowane do mistrza Zakonu, rozpoczynające się od słów: Reverendo in Christo patri, [Czcigodnemu w Chrystusie ojcu].
- Odpowiedź na liczne artykuły, skierowane do brata Gerarda, lektora z Besançon, rozpoczynająca się od słów: Karissimo sibi in Christo, [Najdroższemu w Chrystusie].
- Odpowiedź na trzydzieści sześć artykułów, skierowana do lektora weneckiego, rozpoczynająca się od słów: Lectis litteris vestris inveni, [Po przeczytaniu waszego listu znalazłem].
- Traktat przeciw błędom Greków, skierowany do papieża Urbana, rozpoczynający się od słów: Libellum ab excellentia vestra mihi exhibitum, [Książeczkę przedstawioną mi przez waszą dostojność].
- O rządach książąt (De regimine principum), skierowany do króla Cypru, rozpoczynający się od słów: Cogitanti mihi quid offerrem regiae celsitudini dignum, [Gdy rozmyślałem, co godnego mógłbym ofiarować królewskiej wysokości].
- Traktat o zdaniach modalnych (De propositionibus modalibus), rozpoczynający się od słów: Quod propositio modalis, [Że zdanie modalne].
- Traktat o wieczności świata i o tym, czy mógł istnieć odwiecznie (De aeternitate mundi), rozpoczynający się od słów: Supposito secundum fidem catholicam, [Zakładając zgodnie z wiarą katolicką].
- Wykład Pozdrowienia Anielskiego „Zdrowaś Maryjo”, rozpoczynający się od słów: In salutatione ista continentur tria, [W tym pozdrowieniu zawierają się trzy rzeczy].
- Wykład Modlitwy Pańskiej „Ojcze nasz”, rozpoczynający się od słów: Inter alias orationes dominica oratio principalior invenitur, [Wśród innych modlitw Modlitwa Pańska okazuje się najważniejszą].
- Traktat o artykułach wiary i sakramentach Kościoła (De articulis fidei et Ecclesiae sacramentis), skierowany do arcybiskupa Palermo, rozpoczynający się od słów: Postulavit a me vestra dilectio, ut de articulis fidei et ecclesiae sacramentis, [Prosiła mnie wasza miłość, abym o artykułach wiary i sakramentach Kościoła].
- Krótki wykład niektórych artykułów wiary kwestionowanych przez Greków, Ormian i Saracenów, skierowany do kantora Antiochii, rozpoczynający się od słów: Beatus Petrus apostolus, [Święty Piotr apostoł].
- Wykład pierwszej dekretały o Trójcy Świętej (Firmiter credimus), rozpoczynający się od słów: Salvator noster, [Zbawiciel nasz].
- Wykład drugiej dekretały (Damnamus et reprobamus), rozpoczynający się od słów: Quoniam quidam perfectionis ignari, [Skoro niektórzy, nieświadomi doskonałości].
- Traktat o formule rozgrzeszenia sakramentalnego (De forma absolutionis), skierowany do mistrza Zakonu, rozpoczynający się od słów: Perlecto libello, [Po przeczytaniu książeczki].
- Traktat o zmieszaniu żywiołów i o tym, w jaki sposób istnieją one w ciałach złożonych (De mixtione elementorum), skierowany do mistrza Filipa, rozpoczynający się od słów: Dubium apud multos esse solet, [Wątpliwość u wielu zwykła się pojawiać].
- Komentarz do dzieła Boecjusza „De hebdomadibus”, rozpoczynający się od słów: Praecurre prior in domum tuam, [Pobiegnij pierwszy do domu swego].
- Komentarz do dzieła Boecjusza „O Trójcy” (De Trinitate), rozpoczynający się od słów: Ab initio nativitatis meae investigabo, [Od początku mego narodzenia będę badał].
- Komentarz do dzieła Pseudo-Dionizego „O imionach Bożych” (De divinis nominibus).
- Traktat o doskonałości życia chrześcijańskiego (De perfectione christianae religionis).
- Traktat przeciw przeciwnikom życia zakonnego (Contra impugnantes religionem), to jest przeciw Wilhelmowi z Saint-Amour i jego zwolennikom, rozpoczynający się od słów: Quoniam ecce inimici tui sonuerunt, [Bo oto nieprzyjaciele twoi zaszumieli].
- Kompendium teologii (Compendium theologiae), skierowane do brata Reginalda, rozpoczynające się od słów: Eterni Patris Filius, [Syn Ojca Przedwiecznego].
- Traktat o dwóch przykazaniach miłości i o tym, że prawo miłości było człowiekowi konieczne (De duobus praeceptis caritatis).
- Traktat o losie (De fato), rozpoczynający się od słów: Quaeritur de fato an sit, [Pyta się, czy przeznaczenie istnieje].
LV. O cudach dokonanych przez Boga za przyczyną świętego Tomasza
Pan wsławił swego świętego wielkimi cudami i znakami, które zostały potwierdzone wiarygodnymi świadectwami i zgodnymi zeznaniami wielu osób. Oto cuda zebrane i uporządkowane według akt procesu [kanonizacyjnego].
1. O rycerzu uzdrowionym z bólu i paraliżu ręki przy grobie świętego Tomasza
Pan Piotr Grasso z Neapolu, rycerz królewski i doradca monarchy, przez około dziesięć miesięcy był pozbawiony naturalnej sprawności i zwykłej władzy w swojej prawej ręce, do tego stopnia, że nie mógł posługiwać się ani samym ramieniem, ani dłonią. Gdy wyruszył w pielgrzymkę do Rzymu i podczas podróży znajdował się w pobliżu klasztoru w Fossanova, przypomniał sobie o świętym Tomaszu z Akwinu. Wówczas powziął w sercu nadzieję i nabrał ufności, że za sprawą świętego Tomasza może zostać uwolniony od cierpienia swojej ręki. Złożył więc w duchu ślub, że uda się do jego grobu i tak też uczynił. Uklęknąwszy tam na ziemi, modlił się do Boga, aby dzięki zasługom świętego Tomasza odzyskał utraconą sprawność swojej ręki. Położywszy się całym ciałem na jego grobie, natychmiast poczuł, że została mu przywrócona utracona sprawność wspomnianej ręki. Zwróciwszy się do towarzyszy podróży, oznajmił im o cudzie, jakiego dostąpił za przyczyną świętego Tomasza.
2. O innym rycerzu uzdrowionym z silnego bólu i choroby oczu przy grobie świętego Tomasza
Pan Jakub z Kapui, rycerz z Neapolu, cierpiał na krwawy wyciek z oczu, który powodował u niego dotkliwy ból. Gdy udawał się z pielgrzymką do Rzymu wraz z drugim rycerzem wspomnianym wyżej, usłyszał o sławie świętości świętego Tomasza z Akwinu i, przejęty nabożnym uczuciem, skierował się do klasztoru w Fossanova. Tam z wielką pobożnością uklęknął przed grobem świętego Tomasza, pochylił nad nim głowę i dotknął go swoimi oczami. Następnie modlił się, aby Bóg dzięki zasługom świętego Tomasza uwolnił go od choroby oczu. Gdy tylko wstał, natychmiast został całkowicie uzdrowiony.
3. O lekarzu cierpiącym na podagrę, uzdrowionym przy grobie świętego Tomasza
Mistrz Reginald, lekarz i chirurg z zamku San Lorenzo de Valle [współczesne włoskie miasto Amaseno] w pobliżu klasztoru Fossanova, przez dziesięć lat był dotknięty podagrą, do tego stopnia, że nie potrafił stać ani chodzić bez podparcia się kulami pod pachami lub bez pomocy innych osób. Gdy usłyszał o sławie świętego Tomasza, będąc w klasztorze Fossanova, z wielką pobożnością polecił zanieść się do jego grobu. Tam przez pewien czas leżał krzyżem, modląc się. Następnie powstał całkowicie zdrowy i odzyskawszy pełnię sił, zaczął samodzielnie i swobodnie chodzić. Widzieli to obecni tam mnisi, którzy go znali. Ci zaś, ujrzawszy cud, kazali bić w dzwony, a zgromadziwszy się w chórze, uroczyście odśpiewali hymn „Te Deum laudamus” [Ciebie, Boże, chwalimy].
4. O bracie konwersie uzdrowionym z ciężkiej choroby i uwolnionym od diabelskiego omamu przy grobie świętego Tomasza
Brat Piotr, syn Franciszka z Piperno, konwers klasztoru w Fossanova, jeszcze zanim został konwersem, gdy pełnił służbę w tymże klasztorze, zapadł na ciężką chorobę wskutek diabelskiego omamienia wywołanego przez potworną zjawę. Ukazała mu się bowiem jakaś istota przypominająca owłosionego człowieka, która zdawała się mieć postać psa, a zarazem owłosioną i przerażającą twarz podobną do ludzkiej. Wydobywał się z niej wielki i odrażający fetor. Tak bardzo przeraził się tą zjawą i tak wielki lęk go ogarnął, że utracił wszelką sprawność ciała i aż do następnego dnia nie był w stanie mówić. Palce jego rąk skurczyły się tak mocno, że w żaden sposób nie potrafił ich wyprostować, w nogach zaś stracił czucie, tak że nie mógł się poruszać. Przeniesiono go więc z klasztoru do domu jego matki w Piperno, gdzie pozostawał przykuty do łóżka przez osiem dni. Zatroskana o zdrowie syna matka, za radą innych osób, postanowiła powierzyć go opiece świętego Tomasza z Akwinu i kazała zanieść go do grobu tegoż świętego w klasztorze w Fossanova. Tam położono go na wspomnianym grobie. Pozostawszy na nim przez krótką chwilę, nagle podniósł się całkowicie zdrowy i w pełni uwolniony od swej choroby. Chodząc o własnych siłach i wielbiąc Boga, później został konwersem tegoż klasztoru.
5. O człowieku wybawionym od niebezpieczeństwa śmierci z powodu ciężkiego kaszlu dzięki ślubowi złożonemu świętemu Tomaszowi, doktorowi
Mistrz Mateusz, syn Jana Leona z Piperno, oblat klasztoru w Fossanova, podczas pobytu w Roccasecca, cierpiał na tak gwałtowny kaszel, że stracił mowę i był całkowicie przekonany, że niechybnie umrze. Modląc się w głębi duszy i błagając o wstawiennictwo świętego Tomasza, ślubował, że nawiedzi jego grób. Natychmiast po złożeniu tego ślubu został w pełni uzdrowiony i wiernie wypełnił przyrzeczenie, które złożył.
6. O człowieku uzdrowionym z ciężkiej gorączki i ropnia po złożeniu ślubu świętemu Tomaszowi
Brat Jan, zwany de Solanis, cierpiał na tak ciężką gorączkę i ropień, że lekarze całkowicie stracili już nadzieję na jego wyzdrowienie i ocalenie życia. On zaś, pragnąc odzyskać zdrowie, oddał się w opiekę świętemu Tomaszowi i złożył ślub. Natychmiast potem został uwolniony od wspomnianej choroby.
7. O bracie konwersie uzdrowionym z silnego bólu ręki przy grobie świętego Tomasza
Brat Leonard z Piperno, konwers klasztoru w Fossanova, powątpiewał w cuda świętego Tomasza. Gdy poproszono go, aby podkuł dwa muły należące do dwóch braci kaznodziejów, którzy przybyli tam, aby zbadać cuda tegoż świętego Tomasza, w sprawie którego prowadzono wówczas proces kanonizacyjny, odmówił podkucia ich, choć był kowalem. W swoim sercu pomyślał i powiedział do siebie: „Jakże bardzo ci bracia kaznodzieje naprzykrzają się nam i męczą nas z powodu tego brata Tomasza! Jeśli rzeczywiście był tak święty, jak mówią, niech uczyni jakiś wielki cud, tak aby ci bracia kaznodzieje stąd odeszli i nie zatrzymywali się tu dłużej”. Natychmiast został dotknięty tak silnym bólem prawej ręki, że nie mógł nią poruszać ani podnieść jej do ust, ani wykonywać jakiejkolwiek pracy. Pozostawał w tym stanie aż do następnego dnia. Wówczas przypomniał sobie, że źle myślał o świętym Tomaszu, i żałując swego grzechu, udał się do jego grobu. Oparł chorą rękę o nagrobek i pozostawał tam przez godzinę, modląc się i błagając o wstawiennictwo świętego Tomasza. Natychmiast odzyskał sprawność wspomnianej ręki, a następnie z wielką radością podkuł wspomniane muły.
8. O mnichu uwolnionym od bardzo silnego bólu i ropnia jelit
Brat Jan, syn Adelazji, kapłan i mnich klasztoru w Fossanova, cierpiał z powodu bardzo silnego bólu wywołanego ropniem jelit. Sam był przekonany, że jest bliski śmierci, a według opinii jego lekarza nie było żadnej nadziei na ocalenie i śmierć była nieunikniona. Skruszony w sercu, z całą pobożnością duszy i ze łzami w oczach, błagał o wstawiennictwo świętego Tomasza, prosząc o ratunek dla swojego życia. Gdy to uczynił, nagle przez wymioty i wypróżnienie wydalił fragmenty ciała i krew, po czym został całkowicie uwolniony od tego bólu i niebezpieczeństwa śmierci dzięki zasługom świętego Tomasza.
9. O człowieku uzdrowionym z bezwładu prawej ręki po złożeniu ślubu świętemu Tomaszowi, doktorowi
Mikołaj de Massimo z Piperno, wskutek ciosu zadanego mu przez nieprzyjaciół, został tak ciężko zraniony w prawą rękę, że kość ramienia łącząca się z barkiem została całkowicie oddzielona od stawu. Chociaż dzięki kunsztowi i zabiegom lekarzy ciało wokół tej kości zagoiło się, sama kość pozostawała przemieszczona i odłączona od barku. Z tego powodu ręka pozostała bezwładna i nie mógł wykonywać nią żadnej pracy. Pewnego wieczoru, natchniony pobożnością do świętego Tomasza, złożył ślub, że nawiedzi jego grób i ofiaruje woskową podobiznę swojej ręki, jeśli dzięki jego zasługom odzyska zdrowie. Następnego ranka poczuł, że został całkowicie uzdrowiony, tak iż mógł poruszać ręką i posługiwać się nią tak samo swobodnie jak dawniej. Uradowany spełnił to, co przyrzekł. Widzieli to mnisi, którzy starannie badali przebieg wydarzeń i z wielką uwagą oglądali oraz dotykali jego ręki.
10. O mnichu uwolnionym od gorączki po złożeniu ślubu świętemu Tomaszowi
Brat Jakub z Freselone, kapłan i mnich klasztoru w Fossanova, gdy cierpiał z powodu niezwykle wysokiej gorączki, natchniony pobożnością, oddał się w opiekę świętemu Tomaszowi. Ślubował przy tym, że złoży przy jego grobie wotum, czyli woskową podobiznę. Gdy tylko złożył ten ślub, został całkowicie uwolniony od wspomnianej gorączki.
11. O mnichu uzdrowionym z podagry za zasługami świętego Tomasza z Akwinu
Brat Piotr z Fondi, kapłan i mnich klasztoru w Fossanova, w czasie gdy toczyło się oficjalne dochodzenie w sprawie życia, postępowania i cudów świętego Tomasza, cierpiał na podagrę lewej stopy, której towarzyszył bardzo silny ból. Bolejąc w głębi serca, że nie może udać się do Neapolu, aby zaświadczyć o cudach świętego Tomasza, a zarazem nie uważając się za godnego, by wyjednać uzdrowienie własnymi zasługami, poprosił brata Wilhelma z Tocco o wstawiennictwo. Chciał, aby ten modlił się za niego do świętego Tomasza o uzdrowienie z podagry, tak by jako uzdrowiony mógł wyruszyć z innymi do Neapolu i złożyć świadectwo o cudach tegoż świętego, które sam widział i o których słyszał. Gdy wspomniany brat Wilhelm modlił się za niego do świętego Tomasza, brat Piotr natychmiast został całkowicie uwolniony od choroby i bólu dzięki zasługom tegoż świętego. Zaczął swobodnie chodzić, nie odczuwając żadnych dolegliwości, i w pełni sił oraz zdrowia udał się wraz z innymi do Neapolu, aby złożyć świadectwo.
12. O chłopcu sparaliżowanym, uzdrowionym przy grobie świętego Tomasza
Jakub Romano z Piperno miał syna imieniem Mikołaj, który był dotknięty ciężkim paraliżem lewej strony ciała. Zaniósł więc sparaliżowanego chłopca do klasztoru w Fossanova i z pobożnością położył go na grobie świętego Tomasza, błagając o jego pomoc i wstawiennictwo, by wyjednać zdrowie dla syna. Chłopiec pozostawał tam aż do zakończenia Mszy, którą wówczas odprawiano w kościele. Gdy Msza dobiegła końca, ojciec z radością podniósł swego syna zdrowego i całkowicie uzdrowionego z miejsca, w którym jeszcze przed chwilą, pogrążony w smutku, położył sparaliżowane dziecko. Widzieli to liczni obecni tam mnisi, którzy wspólnie cieszyli się z tego cudu.
13. O mistrzu Mateuszu, który wzgardził relikwiami świętego Tomasza, został za to ukarany, a następnie, okazawszy skruchę, dostąpił uzdrowienia dzięki zasługom świętego Tomasza
Mateusz de Macia, kanonik z Salerno, budował pewną kaplicę ku czci Świętego Krzyża i gorliwie poszukiwał relikwii świętych, które mógłby w niej umieścić. Udał się więc do kaplicy zamku San Severino w diecezji salerneńskiej i poprosił pana Mateusza, kapelana tejże kaplicy, aby pokazał mu relikwie świętych, które posiadał. Kapelan pokazał mu wiele relikwii świętych, a on oglądał je z należną czcią. Następnie wspomniany kapelan dodał, że posiada jeszcze cenniejszą relikwię, mianowicie rękę świętego Tomasza z Akwinu. Tamten jednak przyjął tę wiadomość z drwiną i powiedział: „Brat Tomasz nie jest świętym, lecz jedynie dobrym człowiekiem, jak wielu innych braci kaznodziejów w zakonie”. I tak odmówił obejrzenia wspomnianej ręki. Natychmiast ogarnęło go drżenie całego ciała oraz obrzęk głowy, tak że wydawało mu się, iż ma głowę ciężką i ogromną niczym wielka skrzynia. Wtedy opamiętał się i żałując w głębi duszy swoich słów oraz swojej niewiary, ze łzami w oczach prosił o przebaczenie i wyznał wszystko wspomnianemu kapelanowi. Następnie z pobożnością podszedł, aby oddać cześć i ucałować rękę świętego Tomasza. Gdy ją ucałował, natychmiast został uwolniony od drżenia ciała i obrzęku głowy oraz odzyskał zdrowie. Wyczuł też niezwykle silną woń wydobywającą się z tej ręki. Ponadto, ponieważ trzymany na szyi kaptur zetknął się z relikwią, zarówno on sam, jak i jego kaptur wydzielali tak przyjemny zapach, że przez długi czas ludziom, wśród których przebywał, wydawało się, iż nosi przy sobie pachnidło z piżma. Z tego powodu musiał wielokrotnie opowiadać o wszystkich tych wydarzeniach i o samym cudzie tym, którzy pytali go o przyczynę tak niezwykłej woni. Odtąd odczuwał również tak wielkie pocieszenie i nabrał tak głębokiej ufności do świętego Tomasza, że ilekroć był kuszony do grzechu, zwracał się do niego i błagał o jego pomoc, a natychmiast dostępował zbawiennego skutku swojej modlitwy.
14. O uzdrowionym z bólów jelitowych przy grobie świętego Tomasza
Brat Landulf z Neapolu z Zakonu Kaznodziejskiego, który później został biskupem diecezji Vico Equense, a następnie arcybiskupem Acerenzy, podczas jednej ze swoich podróży do prowincji rzymskiej zatrzymał się w klasztorze w Fossanova. Gdy tam przebywał, nagle chwyciły go tak wielkie i gwałtowne bóle jelitowe, z powodu których zaczął głośno krzyczeć. Na ten krzyk zbiegli się mnisi. Współczując mu, poradzili, aby skorzystał ze środka, po który sami sięgali w swoich chorobach i dolegliwościach, i dzięki któremu często doznawali uzdrowienia. Miał mianowicie położyć na grobie świętego Tomasza pas, którym był przepasany, a następnie położyć się na grobowcu. Landulf, natchniony wielką pobożnością do świętego Tomasza, którego znał jeszcze za jego życia i wierzył, że cieszy się on wielkimi zasługami u Boga, dokładnie tak uczynił. Natychmiast potem podniósł się całkowicie uzdrowiony i od tamtej pory nie odczuwał już wspomnianych bólów, których wcześniej często doświadczał.
15. O kobiecie uzdrowionej z obrzęku szyi dzięki zasługom świętego Tomasza, doktora
Małgorzata z Piperno od dzieciństwa miała bardzo powiększoną i silnie opuchniętą szyję z powodu nagromadzenia się płynów ustrojowych. Z powodu tej deformacji jej narzeczony Mikołaj, który wcześniej się z nią zaręczył, odmawiał wzięcia jej za żonę. Ona zaś, wraz ze swoją matką imieniem Belicja, usłyszawszy o cudach świętego Tomasza, z wielką pobożnością udała się do klasztoru w Fossanova. Tam, przy bramie klasztoru, zakrystianin, mnich tegoż miejsca, przyniósł głowę świętego Tomasza. Gdy przyłożono ją do tak silnie opuchniętej szyi kobiety, a ona pomodliła się i wezwała pomocy świętego Tomasza, podczas powrotu zwymiotowała nagromadzoną wydzielinę w postaci zbitej masy przypominającej kawałek ciała. W ten sposób została natychmiast i całkowicie uwolniona od wspomnianej choroby oraz oszpecenia szyi dzięki zasługom świętego Tomasza.
16. O kobiecie cierpiącej na puchlinę wodną, uzdrowionej przez dotknięcie relikwii świętego Tomasza
Stefania z Roccasecca, mieszkanka miasteczka Sompnino [Sonnino], cierpiała na puchlinę wodną i całe jej ciało było obrzęknięte. Przybywszy do bramy klasztoru w Fossanova, poprosiła, aby przyniesiono jej relikwie świętego Tomasza, ponieważ wierzyła, że dzięki jego zasługom może zostać uzdrowiona. Po modlitwie przyłożono relikwie do jej piersi, po czym odeszła. W drodze powrotnej została całkowicie uwolniona od swojej choroby dzięki zasługom świętego Tomasza.
17. O sparaliżowanej kobiecie uzdrowionej po złożeniu ślubu świętemu Tomaszowi
Pewna uboga kobieta z Carpineto, imieniem Maria, żona Mikołaja, była sparaliżowana od dziesięciu lat. Drżąc na całym ciele i czołgając się, przybyła, jak zdołała, zbierać kłosy na polach należących do klasztoru w Fossanova. Gdy zobaczyli ją mnisi, ulitowali się nad nią i poradzili jej, aby powierzyła się opiece świętego Tomasza, a dzięki jego zasługom zostanie uzdrowiona. Ona zaś, przejęta pobożnością, złożyła ślub świętemu Tomaszowi, obiecując, że przyniesie do jego grobu zapaloną świecę. Gdy tylko złożyła ten ślub, natychmiast została całkowicie uwolniona od wszelkiej choroby ciała.
18. O człowieku uzdrowionym z silnego bólu biodra i pachwiny dzięki zasługom świętego Tomasza
Mikołaj syn Leona z Sompnino [Sonnino], dotknięty bardzo silnym bólem biodra i pachwiny, złożył ślub świętemu Tomaszowi, że następnego dnia nawiedzi jego grób, idąc boso i niosąc kamień zawieszony na szyi. Natychmiast został całkowicie uwolniony od bólu i wiernie wypełnił to, co ślubował.
19. O człowieku uzdrowionym z bólu i gorączki po złożeniu ślubu świętemu Tomaszowi
Jakub, syn Piotra, syna Tebalda z Piperno, cierpiał na silny ból prawej ręki oraz febrę czwartaczkową. Złożył ślub świętemu Tomaszowi, że uda się do jego grobu boso, przyniesie zapaloną świecę oraz poleci odprawić tam Mszę świętą, aby dzięki zasługom świętego Tomasza odzyskać zdrowie. Gdy tylko złożył ten ślub, natychmiast został uwolniony zarówno od bólu, jak i od gorączki.
20. O człowieku uzdrowionym ze ślepoty przy grobie świętego Tomasza
Piotr Baliva z Piperno zapadł na nieuleczalną ślepotę i nic nie widział. Gdy przyprowadzono go do grobu świętego Tomasza, modlił się tam pobożnie, aby dostąpić łaski odzyskania wzroku. Następnie powstał całkowicie uzdrowiony i, radując się odzyskanym światłem, którego był pozbawiony, gdy przybył tam pogrążony w smutku, powrócił do swojego domu.
21. O człowieku, który po utracie wzroku w jednym oku odzyskał go po złożeniu ślubu świętemu Tomaszowi
Mikołaj Meleus z miasteczka Pascencium wskutek odniesionego urazu stracił wzrok w jednym oku. Gdy przechodził w pobliżu klasztoru w Fossanova, przypomniał sobie o cudach, o których słyszał, że dokonują się za sprawą świętego Tomasza. Powierzył się więc opiece tego świętego i modlił się z pobożnością, prosząc o przywrócenie wzroku. Gdy tylko złożył ślub, natychmiast odzyskał wzrok i widział tak wyraźnie, jak dawniej, zanim został zraniony w oko.
22. O człowieku uzdrowionym z obrzęku szyi przez dotknięcie relikwii świętego Tomasza
Jakub, syn Marcelluccia z Piperno, od urodzenia miał znaczny obrzęk szyi. Przybył z wielką pobożnością do grobu świętego Tomasza, aby znaleźć lekarstwo na swoją dolegliwość. Gdy na jego usilną i pełną pobożności prośbę zakrystianin przyłożył do chorej szyi relikwie świętego Tomasza, za sprawą ich dotknięcia został całkowicie uwolniony od tej przypadłości.
23. O szlachcicu oddanym świętemu Tomaszowi, któremu święty przepowiedział uwolnienie od prześladowania
Pewien szlachcic, oddany świętemu Tomaszowi, był ciężko prześladowany. Modlił się więc do świętego Tomasza, prosząc, aby przyszedł mu z pomocą i wybawił go od tych, którzy go prześladowali. Nad ranem święty Tomasz ukazał mu się w takim stroju zakonnym, w jakim zwykł go oglądać jeszcze za jego życia, i powiedział: „Nie lękaj się, ponieważ zostaniesz uwolniony i twoi przeciwnicy nie odniosą nad tobą zwycięstwa”. Po krótkim czasie, zgodnie z tym, co przepowiedział święty Tomasz, ustał zamęt, gniew prześladowcy został uśmierzony, a szlachcic otrzymał pomoc we właściwym czasie i został uwolniony.
24. O człowieku uzdrowionym z podwójnej trzeciaczki po złożeniu ślubu świętemu Tomaszowi, doktorowi
Cezary de Dompno z Neapolu cierpiał na podwójną trzeciaczkę [febra]. Choroba tak bardzo go wyczerpała, że był już skrajnie osłabiony, a jego lekarz poważnie obawiał się o jego życie. Za namową pobożnego brata Wilhelma z Tocco, powierzył się opiece świętego Tomasza, przyrzekając, że nawiedzi jego grób, jeśli dzięki jego zasługom zostanie uzdrowiony z tej choroby. Gdy tylko złożył ten ślub, natychmiast – właśnie podczas napadu gorączki dwunastego dnia, który według przewidywań miał być najcięższy – febra go opuściła.
25. O bracie uzdrowionym z silnego bólu nerek po złożeniu ślubu świętemu Tomaszowi, doktorowi
Brat Marcin z Apicio z Zakonu Kaznodziejskiego, przebywający w klasztorze świętego Dominika w Neapolu, przez dwanaście dni cierpiał na tak silne bóle nerek, że z powodu ich gwałtowności nie mógł ani chodzić, ani nawet podnieść się z łóżka. Ufając świętemu Tomaszowi i przejęty nabożnym uczuciem ku niemu, o którym słyszał, że dokonuje tak wielu cudów, złożył ślub, że jeśli dzięki jego zasługom zostanie uwolniony od wspomnianych dolegliwości, będzie odtąd wspominał go podczas nieszporów i jutrzni. Gdy tylko złożył ten ślub, natychmiast odzyskał pełne zdrowie.
26. O bracie uwolnionym od silnego bólu szyi dzięki relikwiom świętego Tomasza
Brat Tomasz z Aversy cierpiał na tak silny ból szyi, promieniujący aż do ramion, że nie mógł obracać głowy na boki ani położyć jej podczas snu. Przez osiem dni był więc zmuszony spać niemal w pozycji wyprostowanej, siedząc i opierając się. Gdy jednak dotknięto jego szyi relikwiami świętego Tomasza, poczuł ulgę, a następnego ranka został całkowicie uwolniony od swojej dolegliwości.
27. O człowieku cudownie uzdrowionym dwukrotnie po złożeniu ślubu świętemu Tomaszowi
Mistrz Mateusz z Viterbo, kapelan arcybiskupa Neapolu i jeden z dwóch wysłanników, którzy dostarczyli do kurii w Awinionie akta procesu dotyczącego cudów świętego Tomasza, zachorował na podwójną trzeciaczkę. Leżał w domu pana Jakuba z Viterbo, kanonika neapolitańskiego, a jego stan był tak ciężki, że bardziej spodziewano się jego śmierci niż wyzdrowienia. Wspomniany Jakub, słysząc o cudach świętego Tomasza i litując się nad chorym, złożył ślub, że wraz z owym Mateuszem nawiedzi grób świętego Tomasza, jeśli ten dzięki jego zasługom wyzdrowieje. Po złożeniu tego ślubu, gdy tylko nadszedł dzień i godzina spodziewanego kolejnego ataku gorączki, Mateusz odczuł, że został całkowicie uwolniony od swej choroby. Po odzyskaniu zdrowia, otrzymanego dzięki Bożemu darowi, mistrz Mateusz, za radą lekarza, nieopatrznie przyjął pewien lek. Ten zamiast przynieść oczyszczenie organizmu, spowodował poważne powikłania, tak że wydawało się, iż chory znajduje się już u kresu życia. Żałując, że nie poprzestał, jak należało, na zdrowiu otrzymanym od Boga, Mateusz umocnił i potwierdził swój wcześniejszy ślub, dodając do niego nowe przyrzeczenie. Błagał świętego Tomasza o pomoc, aby wybawił go od tego śmiertelnego niebezpieczeństwa. Wówczas nagle, bez przyjmowania jakiegokolwiek innego lekarstwa, owo pierwsze zaczęło działać, tak że natychmiast poczuł ulgę, a wkrótce odzyskał pełne zdrowie.
28. O człowieku, który nigdy nie jadł ryb, gdyż czuł do nich głęboki wstręt, a któremu za sprawą zasług świętego Tomasza, doktora, Bóg sprawił, że ryby zaczęły mu smakować
Wspomniany już mistrz Mateusz z Viterbo, mający ponad pięćdziesiąt lat, od dzieciństwa nie był w stanie spożywać ryb i nigdy ich nie jadł. Co więcej, żywił tak silny wstręt do smaku i zapachu ryb, że gdyby kiedyś pod wpływem natarczywych próśb innych osób spróbował zjeść choćby odrobinę, natychmiast kończyło się to gwałtownymi wymiotami lub gorączką. Gdy jednak przybył na dwór papieski w Awinionie, wioząc wraz ze swoim towarzyszem akta dochodzenia w sprawie cudów świętego Tomasza, nadszedł czas Wielkiego Postu. Na samym początku postu Mateusz zaczął błagać świętego Tomasza, aby oddalił od niego ten wstręt do ryb, by w tym okresie mógł jadać z towarzyszami bez sprawiania przykrości zarówno sobie, jak i im. I oto następnej nocy, gdy drzemał, wydawało mu się, że zastawiono przed nim stół, a pewien brat w habicie Zakonu Kaznodziejskiego uprzejmie przyniósł mu i podał rybę, mówiąc: „Mistrzu Mateuszu, jedz, bo brat Tomasz posyła ci tę rybę. I tak jak ta, tak i wszystkie inne ryby będą ci odtąd smakować”. Wówczas, jak mu się zdawało we śnie, zjadł ową rybę z wielkim smakiem i apetytem. Po przebudzeniu dziękował Bogu, a następnie z radością opowiedział swoim towarzyszom o prośbie, z jaką zwracał się do świętego Tomasza, o swojej wcześniejszej modlitwie i o całym przebiegu widzenia. Gdy nadeszła pora posiłku i podano przed nim ryby, zaczął je jeść z takim samym smakiem wraz z innymi, z jakim wcześniej, jak mu się zdawało, spożywał je w swoim widzeniu. Od tego czasu, spożywając ryby, został również uwolniony od pewnego drżenia rąk, którego wcześniej nabawiał się po spożyciu zimnych i ostrych potraw. Mateusz zeznał to pod przysięgą podczas szczegółowego przesłuchania przed kardynałami w kurii, a cud został potwierdzony wiarygodnymi świadectwami wielu osób, które znały go i przebywały z nim od wielu lat i widziały, jak dawniej odczuwał wstręt do ryb, a później je jadł. Opis tego wydarzenia został przedstawiony na konsystorzu i rozgłoszony po całej kurii.
Cuda, które następują poniżej, zostały zaczerpnięte z drugiego procesu kanonizacyjnego
29. O człowieku uzdrowionym z silnego bólu i obrażeń ciała po złożeniu ślubu świętemu Tomaszowi
Piotr, syn Boccacia z Piperno, wskutek upadku z konia, doznał ciężkich obrażeń twarzy oraz obu boków ciała. Ponieważ dręczył go bardzo silny ból, złożył ślub świętemu Tomaszowi, przyrzekając, że nawiedzi jego grób i zaniesie tam srebrne wotum. Natychmiast potem zasnął, a gdy później obudził się ze snu, poczuł, że został całkowicie uwolniony od cierpienia. Spełnił więc to, co ślubował.
30. O bracie uzdrowionym z artretyzmu i bólu przy grobie świętego Tomasza
Brat Mikołaj, syn Zappiego z Piperno, konwers klasztoru w Fossanova, jeszcze przed wstąpieniem do zakonu przez długi czas cierpiał na artretyzm obu rąk, wskutek czego były one niemal bezużyteczne i sprawiały mu wielki ból. Po wstąpieniu do zakonu, przejęty pobożnością względem świętego Tomasza, złożył mu ślub, prosząc, aby dzięki jego zasługom uwolnił go od tej choroby i bólu. Następnie udał się do jego grobu i, klęcząc, położył na nim obie ręce. Po krótkiej modlitwie, natychmiast powstał całkowicie zdrowy i wolny od bólu.
31. O bracie uzdrowionym z silnego bólu ramienia i łopatki przy grobie świętego Tomasza
Brat Manuel z Piperno, konwers klasztoru w Fossanova, cierpiał na silny ból prawego ramienia i łopatki. Nie znajdując żadnego skutecznego lekarstwa, przez ponad trzy miesiące nosił ramię podwieszone na szyi w lnianej chuście. Przybywszy do grobu świętego Tomasza, położył się na nim, błagając o jego wstawiennictwo. Postanowił też w swoim sercu, że jeśli dzięki zasługom świętego Tomasza zostanie uzdrowiony, będzie corocznie, w dniu jego święta, przekazywał dwadzieścia solidów na dodatkowy posiłek dla wspólnoty klasztornej. Natychmiast potem tam zasnął, a gdy się obudził, stwierdził, że jego ramię, wyciągnięte już z chusty, jest całkowicie zdrowe. Od tej chwili, dzięki zasługom świętego Tomasza, nie odczuwał już żadnego bólu ani w ramieniu, ani w łopatce.
32. O kobiecie uzdrowionej z gorączki po złożeniu ślubu świętemu Tomaszowi
Gemma z Piperno przez cały miesiąc cierpiała z powodu ciężkiej gorączki. Za radą swojego brata, zakonnika z klasztoru w Fossanova, złożyła ślub świętemu Tomaszowi, przyrzekając, że jeśli ją uwolni od tej choroby, nawiedzi jego grób i złoży tam srebrne wotum. Gdy tylko złożyła ten ślub, została całkowicie uwolniona od gorączki.
33. O człowieku uzdrowionym z bólu nerek przy grobie świętego Tomasza
Leonard, syn Rajmunda Saracena z Piperno, cierpiał na tak silny ból nerek, że z trudem mógł się poruszać i nie był w stanie chodzić wyprostowany. Przybywszy do grobu świętego Tomasza, położył się na nim i błagał świętego o pomoc i uzdrowienie. Złożył przy tym ślub, że powróci tam ponownie z zapaloną świecą. Natychmiast poczuł się uwolniony od swojej dolegliwości. Powstawszy wyprostowany, cały i zdrowy, powrócił do swojego domu uzdrowiony.
34. O człowieku ocalonym od niebezpiecznego upadku dzięki zasługom świętego Tomasza
Bartłomiej, syn Leonarda z Piperno, spadając wskutek nieszczęśliwego wypadku z bardzo wysokiego miejsca, krzyknął podczas upadku: „Święty Tomaszu z Akwinu, pomóż mi!”. I tak, w pozycji wyprostowanej spadł na ziemię na równe nogi, po czym natychmiast udał się stamtąd do grobu świętego Tomasza. Tam uklęknął, dziękował mu za otrzymaną pomoc i wstał, nie odczuwając żadnego bólu. Następnie zaprosił swojego rówieśnika Piotra, aby pobiegł razem z nim, i biegnąc, okazał się szybszy od Piotra.
35. O bracie uzdrowionym z ciągłej gorączki po złożeniu ślubu świętemu Tomaszowi z Akwinu
Brat Marek, syn Teobalda z Piperno, konwers klasztoru w Fossanova, przez dziesięć dni cierpiał na ciężką, nieustępującą gorączkę. Wzywając pomocy świętego Tomasza, złożył ślub, że poleci odprawić Mszę na jego cześć. Po złożeniu tego ślubu zasnął, a gdy się obudził, stwierdził, że został tak całkowicie uzdrowiony z gorączki, iż wyszedł z domu, w którym leżał chory, i zaczął swobodnie chodzić po klasztorze.
36. O kobiecie uzdrowionej z guza szyi po złożeniu ślubu świętemu Tomaszowi
Jakoba, córka Valdebruna z Sonnino cierpiała na wielki guz na szyi, wielkości aż dwóch ludzkich pięści, tak że z trudem mogła oddychać, a nawet wyraźnie mówić. Gdy udawała się do chirurga w Piperno, aby poddać się zabiegowi nacięcia guza, będąc już w drodze i ujrzawszy dzwonnicę klasztoru w Fossanova, przejęta pobożnością ku świętemu Tomaszowi, złożyła mu ślub i błagała go, aby przywrócił jej zdrowie bez narażania jej na niebezpieczeństwa związane z operacją. Przybywszy do chirurga, pokazała mu guz na szyi. Po jego obejrzeniu chirurg postanowił następnego dnia naciąć guz. Jednak nazajutrz, kiedy zabieg miał zostać przeprowadzony, nie miała już na szyi żadnego guza albo pozostał po nim zaledwie nikły ślad. Widząc, że została uzdrowiona, chirurg nie chciał i nie musiał jej nacinać żelaznym narzędziem. I tak, uzdrowiona dzięki zasługom świętego Tomasza, powróciła z radością do swojego domu.
37. O dziewczynce uzdrowionej z silnego bólu i krzyków dzięki zasługom świętego Tomasza z Akwinu, doktora
Maria, siedmioletnia córka Landulfa z miasteczka Sonnino, została nagle dotknięta tak silnym bólem, że dręczona nim wiła się niczym wąż i krzyczała jak osoba opętana. Jej matka Zofia powierzyła ją opiece świętego Tomasza, przyrzekając, że po jej uzdrowieniu zaprowadzi ją do jego grobu i złoży tam w ofierze świecę. Gdy tylko złożyła ten ślub, stan dziewczynki natychmiast się poprawił, a następnego ranka wstała całkowicie zdrowa i poszła bawić się wraz z innymi dziewczynkami.
38. O człowieku uwolnionym od silnego bólu oczu po złożeniu ślubu świętemu Tomaszowi
Bartłomiej, syn Bona Hominisa z Sonnino, cierpiał na silny ból i pieczenie oczu spowodowane wydzieliną spływającą do nich. Przez blisko dwa miesiące prawie nic nie widział, nie był w stanie pracować i z wielkim trudem poruszał się bez przewodnika. Powierzywszy się opiece świętego Tomasza, złożył ślub, że nawiedzi jego grób boso i z zapaloną świecą. Po złożeniu tego ślubu, następnego dnia przekonał się, że został całkowicie uwolniony od tej choroby.
39. O człowieku uzdrowionym z przepukliny i opuchlizny w pachwinie dzięki zasługom świętego Tomasza
Amat, syn Brunona z miasteczka Sonnino przez ponad sześć lat cierpiał na przepuklinę i opuchliznę w pachwinie, spowodowane przemieszczeniem się jelit. Z tego powodu był zmuszony nosić pas przepuklinowy, a żadne lekarstwa nie potrafiły go wyleczyć. Przejęty pobożnością ku świętemu Tomaszowi, złożył mu ślub, przyrzekając, że jeśli uwolni go od tej choroby, złoży na jego grobie srebrne wotum w kształcie pasa przepuklinowego. Po złożeniu tego ślubu został w ciągu piętnastu dni całkowicie uwolniony od wspomnianej opuchlizny i przepukliny.
40. O chłopcu uzdrowionym z ciągłej gorączki i wybawionym od niebezpieczeństwa śmierci dzięki zasługom świętego Tomasza
Leon, trzyletni syn Krescencjusza Novelliego z miasteczka Sonnino, ciężko zachorował na nieustępującą gorączkę połączoną z silnym bólem. Leżał obłożnie chory i był już bliski śmierci. Wówczas jego babka złożyła ślub świętemu Tomaszowi, prosząc, aby dzięki swoim zasługom wybawił chłopca od grożącej mu śmierci. Natychmiast został on uwolniony od choroby i zaczął bawić się oraz swobodnie chodzić wraz ze swoimi braćmi i innymi dziećmi.
41. O człowieku dwukrotnie uzdrowionym z chorób nóg dzięki zasługom świętego Tomasza
Bartłomiej, syn Teobalda z miasteczka Sonnino, został dwukrotnie uzdrowiony dzięki zasługom świętego Tomasza. Za pierwszym razem cierpiał na podagrę, która dotknęła jego goleni i stóp, a za drugim razem na ciężką dolegliwość stawu lub palca u nogi, będącą następstwem urazu. Ponieważ w obu przypadkach nie mogły mu pomóc żadne środki medyczne, złożył ślub świętemu Tomaszowi i dzięki jego zasługom został całkowicie uwolniony od obu tych dolegliwości oraz odzyskał dawną sprawność.
42. O człowieku uzdrowionym z ciężkiej choroby ręki dzięki zasługom świętego Tomasza
Mikołaj, syn Infancellego z miasteczka Sonnino cierpiał na poważny ropień lewej ręki, umiejscowiony między przedramieniem a dłonią. Z jego powodu przez cały rok nie był w stanie wykonywać żadnej pracy. Powierzywszy się opiece świętego Tomasza i złożywszy mu ślub, przybył do jego grobu, gdzie pokornie padł tam na ziemię i zasnął. Gdy się obudził, wstał całkowicie uzdrowiony i mógł posługiwać się ręką oraz pracować tak jak dawniej.
43. O bracie uwolnionym od silnego bólu ramienia i prawego barku dzięki zasługom świętego Tomasza
Brat Waldebrun, konwers klasztoru w Fossanova, przez wiele miesięcy cierpiał z powodu silnego bólu ramienia i prawej łopatki. Dolegliwość ta była tak uciążliwa, że nie mógł posługiwać się ręką ani wykonywać żadnej pracy, a także nie był w stanie spać na prawym boku. Pewnej nocy złożył ślub świętemu Tomaszowi, przyrzekając, że jeśli go uzdrowi, ofiaruje na jego grobie srebrne wotum. Następnie zasnął, a gdy rano wstał, stwierdził, że został całkowicie uwolniony od tej dolegliwości.
44. O człowieku uzdrowionym z bólu i osłabienia goleni oraz kolan przy grobie świętego Tomasza
Mistrz Jakub z Piperno, oblat klasztoru w Fossanova, cierpiał na silny ból goleni i kolan. Przez siedem tygodni był tak osłabiony, że nie mógł chodzić bez dwóch lasek. Przybywszy z pobożnością i ze łzami do grobu świętego Tomasza, błagał go o pomoc. Następnie wziął płaszcz spoczywający na grobie, dotknął nim swoich goleni i kolan oraz owinął je nim. Zaraz potem powstał i dzięki zasługom świętego Tomasza został uwolniony od bólu i osłabienia. Od tej pory chodził już swobodnie bez lasek.
45. O chłopcu uzdrowionym z krwotoku i wybawionym od niebezpieczeństwa śmierci dzięki zasługom świętego Tomasza
Mikołaj, syn Piotra, przez cały rok cierpiał na krwotok, który tak bardzo go wyniszczał, że sądzono, iż umrze z powodu tej choroby. Wówczas jego babka złożyła ślub świętemu Tomaszowi w intencji chłopca. Jego stan od razu zaczął się poprawiać, a w ciągu kilku dni został całkowicie uwolniony od krwawienia i przywrócony do dawnego zdrowia.
46. O człowieku uwolnionym od silnego bólu i niebezpieczeństwa śmierci
Piotr, syn Karola z Terraciny, cierpiał na tak gwałtowny ból głowy i kończyn, że skręcany cierpieniem głośno krzyczał. Zarówno on sam, jak i osoby znajdujące się przy nim sądzili, że z tego powodu umrze. Wówczas złożył ślub świętemu Tomaszowi i, błagając o jego wstawiennictwo, natychmiast zwymiotował, po czym został całkowicie uwolniony od wszelkich dolegliwości.
47. O kobiecie uwolnionej od czterodniowej febry dzięki zasługom świętego Tomasza
Gemma z Terraciny cierpiała na czwartaczkę, której napady powtórzyły się już sześciokrotnie i z powodu której obawiała się śmierci. Gdy zbliżała się godzina kolejnego napadu choroby, pobożnie wezwała pomocy świętego Tomasza. Dzięki jego zasługom została całkowicie uwolniona od tej dolegliwości i odtąd już więcej jej nie doświadczała.
48. O człowieku uzdrowionym z bólu i obrzęku palca dzięki zasługom świętego Tomasza
Mikołaj z Abruzji, krawiec mieszkający w Terracinie, cierpiał na podagrę w stopach. Nagle pojawił się u niego ból i obrzęk palca wskazującego prawej ręki. Obawiając się, że z tego powodu utraci zdolność wykonywania swojego rzemiosła, z którego się utrzymywał, a tym samym środki do życia, złożył ślub świętemu Tomaszowi, przyrzekając, że zaniesie na jego grób srebrne wotum w kształcie dłoni. Następnie, pobożnie błagając go o pomoc i wstawiennictwo w intencji uzdrowienia swojej prawej ręki, położył się spać. Po krótkim śnie obudził się i stwierdził, że jego palec jest całkowicie zdrowy. W tym wydarzeniu objawił się jednak podwójny cud. Gdy bowiem później Mikołaj został wezwany przez sędziów powołanych przez Stolicę Apostolską, aby złożył zgodne z prawdą świadectwo o cudach świętego Tomasza, próbował się usprawiedliwiać, że z powodu podagry w stopach jest zbyt osłabiony, i prosił o odroczenie przybycia, zamierzając innym razem złożyć świadectwo o wspomnianym cudzie. Wówczas nagle powrócił silny ból wspomnianego palca prawej ręki. Obawiając się gniewu Boga i świętego Tomasza, postanowił niezwłocznie wyruszyć w drogę. Błagał świętego o pomoc, aby mógł przybyć na miejsce i aby ból palca ustąpił. Gdy to uczynił, ból palca natychmiast ustąpił, a ponieważ zniknęła również dolegliwość stóp, mógł chodzić i jeździć konno. Tego samego dnia bez przeszkód dotarł do wspomnianych sędziów, aby zgodnie z prawdą zaświadczyć o cudach.
49. O człowieku uwolnionym od drżenia rąk i goleni oraz od gorączki dzięki zasługom świętego Tomasza
Bartłomiej, syn Piotra z Sermonety, przez cztery kolejne lata cierpiał na drżenie rąk i goleni. Przejęty pobożnością ku świętemu Tomaszowi, powierzył się jego opiece i prosił, aby dzięki swoim zasługom uwolnił go zarówno od wspomnianego drżenia, jak i od gorączki, na którą wówczas cierpiał. Następnej nocy, gdy zasnął, ujrzał wysokiego mężczyznę o szlachetnym wyglądzie ubranego w habit Zakonu Kaznodziejskiego, który podszedł do niego i dotykał dłonią jego piersi i kończyn. Gdy natychmiast przebudził się ze snu, stwierdził, że został całkowicie uwolniony zarówno od drżenia, jak i od gorączki.
50. O człowieku uzdrowionym z silnego bólu wątroby dzięki zasługom świętego Tomasza
Piotr, syn pasterza kóz z Sermonety, usłyszawszy opowieść o cudownym uzdrowieniu i dobrodziejstwie, jakiego dostąpił wspomniany wyżej Bartłomiej, syn Piotra, z pobożnością powierzył się zasługom i wstawiennictwu świętego Tomasza. Prosił go o uwolnienie od ciężkiej choroby wątroby, na którą cierpiał już od ponad dwóch miesięcy. Z powodu tej choroby miał żółtawe zabarwienie skóry, utracił apetyt na jedzenie i picie, a także odczuwał takie osłabienie i ciężkość całego ciała, że leżał bezsilny w łóżku. Po powierzeniu się opiece świętego Tomasza i błaganiu o jego wstawiennictwo podczas nieszporów, tego samego wieczoru, gdy po ich zakończeniu zamierzał położyć się do łóżka, poczuł, że został całkowicie uwolniony od tej choroby.
51. O kobiecie uzdrowionej z kaszlu i gorączki dzięki zasługom świętego Tomasza
Maria, córka Idziego z Sermonety, przez cały rok cierpiała na suchy kaszel i gorączkę. Z powodu tych dolegliwości lekarz uważał, że wkrótce umrze. Usłyszawszy jednak o sławie cudów błogosławionego Tomasza, powierzyła się jego opiece i prosiła, aby dzięki swoim zasługom uwolnił ją od wspomnianego kaszlu i gorączki. I natychmiast po tym, jak powierzyła się jego wstawiennictwu, została całkowicie uwolniona od obu tych dolegliwości.
52. O kobiecie uzdrowionej z ciężkich bólów głowy dzięki zasługom świętego Tomasza
Róża, żona Jakuba Beliniego, notariusza z Terraciny, przez około dziewiętnaście lat cierpiała na ból prawej strony głowy. Dolegliwość ta powracała co kilka dni i bardzo ją dręczyła, a żadne lekarstwa ani środki stosowane przez lekarzy nie były w stanie przynieść jej ulgi. Gdy usłyszała o cudach świętego Tomasza, z pobożnością powierzyła się jego opiece, prosząc o uzyskanie dzięki jego zasługom uwolnienia od tej dolegliwości. I została całkowicie uwolniona od tych dolegliwości.
53. O chłopcu uzdrowionym z padaczki dzięki zasługom świętego Tomasza, doktora
Stefan, syn Gwidona, przez ponad półtora roku cierpiał na padaczkę. Napady choroby powracały w kolejnych cyklach księżyca: czasami występowały raz, czasami dwa razy, niekiedy trzy razy, a niekiedy nawet sześć razy. Ojciec chłopca, przejęty współczuciem i obawiając się jego śmierci, powierzył go opiece świętego Tomasza. Zaniósł go do jego grobu i położył na nim, błagając świętego Tomasza o wstawiennictwo dla uzdrowienia chłopca. I od tej chwili chłopiec został całkowicie uwolniony od wspomnianej choroby.
54. O chłopcu uzdrowionym z ciężkiej choroby, zagrażającej jego życiu
Jakub, syn Salatina, gdy miał zaledwie rok, zapadł na tak ciężką chorobę, że żebra z przodu jego ciała zdawały się niemal stykać z lędźwiami lub nerkami. Z tego powodu z wielkim trudem oddychał, a lekarze byli przekonani, że umrze. Jego matka, imieniem Gemma, powodowana macierzyńską miłością i współczuciem, za radą pewnej pobożnej kobiety, uklękła i z pobożnością powierzyła chłopca opiece świętego Tomasza. Przyrzekła, że pośle go do jego grobu i złoży tam za niego ofiarę. Gdy tylko uczyniła to zawierzenie, chłopiec natychmiast został uzdrowiony, a w późniejszych latach wyrósł na zdrowego mężczyznę.
55. O dziewczynce uzdrowionej z nieustępującej gorączki dzięki zasługom świętego Tomasza
Sybilla, pięcioletnia córka Piotra z Piperno, przez piętnaście dni cierpiała na nieustępującą gorączkę. Gdy z powodu tej choroby sądzono już, że umrze, a jej stan był niemal beznadziejny, Gemma, matka Sybilli, powierzyła ją opiece świętego Tomasza, prosząc, aby dzięki swoim zasługom uwolnił ją od tej choroby. Gdy tylko dokonała tego zawierzenia, dziewczynka natychmiast została uzdrowiona.
56. O człowieku uzdrowionym z czwartaczki dzięki zasługom świętego Tomasza
Mateusz de Voria z Piperno cierpiał na czwartaczkę. Gdy wspomniana gorączka bardzo go dręczyła, zgodnie z otrzymaną radą z pobożnością powierzył się Najświętszej Maryi Pannie z Rippa i świętemu Tomaszowi z Akwinu. Przyrzekł, że jeśli zostanie uwolniony od tej choroby, na kolanach przejdzie od wejścia do Fossanovy aż do grobu świętego Tomasza oraz otoczy ten grób srebrną blachą wotywną. Po złożeniu tego ślubu zasnął. We śnie wydawało mu się, że stoi obok kościoła Najświętszej Maryi Panny z Rippa i widzi pewnego brata w habicie Zakonu Kaznodziejskiego, który z laską w ręku szedł drogą z Fossanovy ku wspomnianemu kościołowi. Gdy przybył na miejsce, Najświętsza Dziewica wyszła mu naprzeciw i powiedziała: „Tomaszu, dokąd idziesz?” A on odpowiedział: „Idę pomóc pewnemu ubogiemu człowiekowi, który nie przestaje mnie wzywać”. Mateuszowi wydawało się następnie, że święty Tomasz podszedł do niego i go odkrył. W tej samej chwili przebudził się, wstał z łóżka i odtąd już nigdy więcej nie cierpiał na wspomnianą gorączkę, przekonując się, że został całkowicie uzdrowiony.
57. O chłopcu uzdrowionym z przepukliny pachwinowej dzięki zasługom świętego Tomasza, doktora
Jan, syn Garina, siedmioletni chłopiec, od urodzenia miał prawe jądro większe od lewego. Powiększenie to z czasem tak wzrosło, że doszło u niego do przepukliny pachwinowej, spowodowanej przemieszczeniem się jelit ku dołowi. Z tego powodu był zmuszony nosić pas przepuklinowy, a według opinii lekarzy nie mógł zostać wyleczony inaczej niż przez operację. Jego babka, Maria, córka Symeona z Piperno, powodowana współczuciem i poruszona wieścią o cudach świętego Tomasza, nabrała ufności w jego wstawiennictwo. Nauczyła chłopca, aby błagał świętego Tomasza o pomoc i przyrzekł, że jeśli raczy go uzdrowić bez jakiejkolwiek operacji, uda się do jego grobu i złoży tam srebrne wotum przedstawiające własną postać. Po złożeniu tego ślubu stan chłopca natychmiast się poprawił, a następnie został całkowicie uzdrowiony bez konieczności przeprowadzania zabiegu.
58. O człowieku uzdrowionym z ciężkiej choroby gardła dzięki zasługom świętego Tomasza
Piotr, zwany Letusem, notariusz z Piperno, został nagle dotknięty ciężką chorobą gardła. Utracił mowę do tego stopnia, że przez trzy dni nie mógł w ogóle mówić ani poruszać językiem. Nie pomagały mu liczne środki stosowane przez lekarzy, którzy stracili już nadzieję na jego wyzdrowienie. Chory, nie mogąc mówić, lecz przepełniony pobożnością ku świętemu Tomaszowi, napisał prośbę, aby przewieziono go do jego grobu, żywiąc nadzieję, że dzięki jego zasługom szybko odzyska zdrowie. Następnie przekazał tę prośbę swojemu zięciowi Piotrowi. Jednak żona chorego sprzeciwiła się temu, ponieważ kobietom nie wolno było wchodzić do klasztoru w Fossanova. Gdy Piotr to rozważył, złożył w głębi serca ślub świętemu Tomaszowi i błagał o jego wstawiennictwo. Od tej chwili zaczął poruszać językiem, a jeszcze tego samego dnia został całkowicie uzdrowiony.
59. O kobiecie uzdrowionej z ciężkiego bólu barku i ramienia
Pewna kobieta imieniem Schimana, córka Endebrandina z Piperno, przez około cztery lata cierpiała na nieustający ból prawego barku, ramienia oraz palca. Dolegliwość ta była tak uciążliwa, że nie mogła prząść tą ręką. W dzień świętego Marcina przybyła do klasztoru w Fossanova i, powierzając się opiece błogosławionego Tomasza, złożyła ślub, że jeśli uwolni ją od wspomnianego bólu, ofiaruje mu srebrne wotum. Gdy tylko złożyła tę obietnicę, przestała odczuwać wspomniany ból i odtąd pozostała zdrowa.
60. O człowieku uzdrowionym z codziennej gorączki i innych ciężkich dolegliwości dzięki zasługom świętego Tomasza
Mikołaj Grassone z miasteczka Sermoneta przez ponad siedem tygodni cierpiał na codzienną gorączkę oraz schorzenie wątroby, żołądka i śledziony, połączone z bólem głowy. Gdy usłyszał o cudach świętego Tomasza, powierzył się jego opiece. Następnego ranka przekonał się, że został uwolniony od wszystkich wspomnianych dolegliwości.
61. O bracie uzdrowionym z ciężkiego obrzęku twarzy i gardła oraz o cudzie odzyskania mowy dzięki zasługom świętego Tomasza
Brat Piotr, syn Krescencjusza, konwers klasztoru w Fossanova, cierpiał z powodu wielkiego obrzęku twarzy i gardła, który nagle się u niego pojawił. Dolegliwość ta była tak ciężka, że nie mógł mówić. Znajdując się w tak wielkim utrapieniu, za namową pewnego pobożnego człowieka i przejęty nabożeństwem do świętego Tomasza, choć nie mógł przemówić, pokornie i pobożnie powierzył mu się w głębi serca. Tego samego dnia zasnął około godziny nony, a gdy obudził się w porze nieszporów, poczuł, że jest zdrowy i odzyskał mowę. Także wspomniany obrzęk w znacznej mierze ustąpił, i od tej chwili był już zdrowy.
62. O człowieku uzdrowionym z szumu i głuchoty uszu dzięki zasługom świętego Tomasza
Mikołaj, syn Picarda z Terraciny cierpiał na silny i dokuczliwy szum w uszach, do tego stopnia, że z trudem słyszał nawet osoby mówiące bardzo głośno. Gdy powierzył się opiece świętego Tomasza, następnego ranka po przebudzeniu przekonał się, że został całkowicie uzdrowiony i że znów słyszy tak jak dawniej.
63. O kobiecie uzdrowionej z ciężkiej głuchoty dzięki zasługom świętego Tomasza
Teodora Maniconensis, żona Jana Limaty z miasteczka Sonnino, przez cztery miesiące cierpiała na ciężką utratę słuchu. Była ona tak dotkliwa, że nie mogła usłyszeć nawet ludzi krzyczących donośnym głosem ani płaczu własnego syna. Złożywszy ślub świętemu Tomaszowi i prosząc, aby dzięki swoim zasługom ją uzdrowił, następnego ranka przekonała się, że została uwolniona od wspomnianej głuchoty i że znów słyszy tak jak dawniej.
64. O kobiecie uzdrowionej z bólów całego ciała po złożeniu ślubu świętemu Tomaszowi
Joanna, zwana Christianą, przez osiem dni cierpiała z powodu silnych bólów całego ciała. Za namową swojej siostry złożyła ślub świętemu Tomaszowi, a następnego dnia została całkowicie uwolniona od wspomnianych dolegliwości.
65. O chłopcu uzdrowionym z ciężkiego obrzęku i zaczerwienienia na żebrach oraz nodze dzięki zasługom świętego Tomasza
Piotr, czteroletni syn pani Romity z Piperno, cierpiał na obrzęk i zaczerwienienie na żebrach oraz nodze aż do samej stopy. Stan był tak poważny, że nie można było go tam dotknąć bez sprawiania chłopcu bólu i wywoływania drżenia. Chłopiec nie mógł się poruszać przez miesiąc, a zdaniem lekarzy nie dało się go wyleczyć bez nacięcia chirurgicznego. Ci sami lekarze obawiali się ponadto, że gdyby chłopca poddano zabiegowi, pozostałby trwale niesprawny. Matka, współczując synowi, powierzyła go opiece świętego Tomasza, prosząc, aby dzięki jego zasługom został uzdrowiony bez konieczności przeprowadzania operacji. Chłopca zaniesiono do grobu świętego Tomasza i położono na nim. Po krótkiej chwili sam podniósł się stamtąd, całkowicie zdrowy i w pełni uwolniony od swojej dolegliwości.
66. O kobiecie uzdrowionej z choroby i bólu prawego ramienia za sprawą relikwii świętego Tomasza, doktora
Pani Lea Anasola przez półtora roku cierpiała na chorobę i ból prawego barku oraz ramienia, tak że nie mogła się nim posługiwać. Pewnego dnia usłyszała, że pewne relikwie świętego Tomasza zostały przeniesione do kościoła Najświętszej Maryi Panny w Piperno. Udała się tam, aby je zobaczyć, i powierzając się opiece świętego Tomasza, z czcią położyła swoje ramię na relikwiarzu, w którym miały znajdować się jego relikwie. Natychmiast została uzdrowiona i odtąd mogła pracować oraz używać ramienia tak jak dawniej.
67. O dziewczynce uzdrowionej z ciężkiej choroby gardła dzięki zasługom świętego Tomasza
Adelazja, córka Gemmy Rubei z Piperno, przez wiele dni cierpiała na ciężką i śmiertelną chorobę gardła, tak że nie mogła niczego przełykać. Za namową matki pobożnie powierzyła się opiece świętego Tomasza i została zaprowadzona do klasztoru w Fossanova. Tam, gdy dotknięto jej gardła relikwiarzem świętego Tomasza, dziewczynka została uzdrowiona i wróciła do Piperno, mogąc znów swobodnie jeść tak jak dawniej.
68. O kobiecie uzdrowionej z nieustępującej gorączki i wybawionej od niebezpieczeństwa śmierci dzięki zasługom świętego Tomasza
Jakoba, żona Piotra, syna Mikołaja z Piperno, cierpiała na nieustępującą gorączkę, wskutek której straciła mowę. Obecni przy niej ludzie byli przekonani, że umrze. Wówczas jej mąż powierzył ją opiece świętego Tomasza i przyrzekł, że zaprowadzi ją do jego grobu oraz złoży tam w ofierze lampę i świecę. Gdy złożył ten ślub, kobieta natychmiast zaczęła wymiotować, odzyskała mowę, a gorączka ją opuściła. Jeszcze w tej samej godzinie została uzdrowiona.
69. O innej kobiecie uzdrowionej z nieustępującej gorączki dzięki zasługom błogosławionego Tomasza
Blandycja z Terraciny, żona Mikołaja, syna pana Grzegorza, przez piętnaście dni cierpiała na nieustępującą gorączkę. Gdy usłyszała o cudach świętego Tomasza, przejęta pobożnością złożyła mu ślub, przyrzekając, że jeśli dzięki swoim zasługom uwolni ją od tej choroby, nawiedzi jego grób i złoży tam świecę oraz ofiarę. Gdy tylko złożyła ten ślub, natychmiast została uwolniona od gorączki.
70. O kobiecie uzdrowionej z ciężkiego bólu ramienia i barku dzięki zasługom świętego Tomasza, doktora
Agnieszka, córka Filipa, z miejscowości San Lorenzo w Valle w diecezji Ferentino [dzisiejsze Amaseno], cierpiała na silny ból prawego ramienia, barku oraz prawego boku. Dolegliwość ta była tak ciężka, że nie mogła wstać ani poruszać się bez pomocy innych osób. Przez siedem tygodni leżała w takim stanie. Gdy usłyszała o cudach świętego Tomasza, z pobożnością powierzyła się jego opiece i błagała o jego wstawiennictwo. Gdy to uczyniła, natychmiast została uwolniona od wspomnianej choroby i całkowicie odzyskała zdrowie.
71. O człowieku uzdrowionym z bólu kolana i goleni dzięki zasługom świętego Tomasza
Mikołaj, syn Bartłomieja z Piperno, przez cały rok cierpiał na silny ból prawego kolana. Dolegliwość była tak poważna, że nie mógł w żaden sposób zgiąć nogi w kolanie i musiał stale trzymać ją wyprostowaną. Pomimo wielu środków stosowanych przez lekarzy nie udawało się go wyleczyć. Za namową swojej matki powierzył się zasługom świętego Tomasza i złożył ślub, przyrzekając, że jeśli uwolni go od wspomnianej choroby, nawiedzi jego grób i złoży tam w ofierze świecę. Gdy to uczynił, następnego ranka przekonał się, że dzięki zasługom świętego Tomasza został uzdrowiony.
72. O człowieku uzdrowionym z bólu barku i ramienia dzięki zasługom świętego Tomasza
Mikołaj, syn Affermato z Piperno przez trzy miesiące cierpiał na ból prawego barku i ramienia. Dolegliwość była tak uciążliwa, że nie mógł podnieść ręki aż do szyi. Złożył więc ślub świętemu Tomaszowi, przyrzekając, że nawiedzi jego grób. Następnego ranka przekonał się, że dzięki zasługom świętego Tomasza został uwolniony od tej dolegliwości i całkowicie odzyskał zdrowie.
73. O człowieku uzdrowionym z ciężkiego bólu ramienia dzięki zasługom świętego Tomasza, doktora
Piotr, syn Galgana z Piperno doznał urazu prawego ramienia wskutek uderzenia. Chociaż rana już się zagoiła, pozostało ono osłabione i bolesne, tak że nie mógł swobodnie zginać ani prostować ręki. Pewnego wieczoru, gdy ból ramienia dokuczał mu bardziej niż zwykle, za namową swojej ukochanej żony powierzył się opiece świętego Tomasza, prosząc, aby dzięki jego zasługom odzyskał zdrowie. Następnego ranka, gdy wstał, nie odczuwał już żadnego bólu w ramieniu. Mógł swobodnie je wyprostować i pokazał żonie swoje uzdrowione ramię.
74. O człowieku uzdrowionym z ciężkiej gorączki i wymiotów dzięki zasługom świętego Tomasza
Piotr, syn Hektora z Piperno, cierpiał na ciężką gorączkę i gwałtowne wymioty. Dolegliwości te bardzo go wyczerpywały, tak że obawiał się śmierci. Za namową swojej żony powierzył się opiece błogosławionego Tomasza i prosił, aby dzięki swoim zasługom uwolnił go od gorączki i niebezpieczeństwa śmierci. Gdy to uczynił, gorączka i wymioty natychmiast ustąpiły, a on odzyskał zdrowie i mógł swobodnie chodzić.
75. O człowieku uzdrowionym z ciężkiego kaszlu i krwawienia dzięki zasługom świętego Tomasza
Mistrz Marek, duchowny kościoła świętej Łucji w Piperno, przez trzy lata cierpiał na ciężki kaszel połączony z krwawieniem z ust i nosa. Pewnego dnia, przebywając w klasztorze w Fossanova, przejęty pobożnością ku świętemu Tomaszowi i pragnąc odzyskać zdrowie, powierzył się jego opiece i położył się na jego grobie. Gdy wrócił stamtąd do Piperno, następnej nocy zwymiotował dużą ilością krwi i od tej chwili dzięki zasługom świętego Tomasza został uzdrowiony ze wspomnianej choroby.
Czerwonym atramentem:
„Dotąd zostały zebrane i zaczerpnięte cuda zarówno z pierwszego, jak i z drugiego dochodzenia przeprowadzonego przez sędziów wyznaczonych przez Stolicę Apostolską w sprawie życia, postępowania i cudów świętego Tomasza. Natomiast to, co następuje dalej, zostało zebrane na podstawie przekazów, których prawdziwość została potwierdzona przez świadectwo wielu wiarygodnych świadków.”
76. O człowieku uzdrowionym i oczyszczonym z trądu przy grobie świętego Tomasza
Pewien mieszkaniec Piperno imieniem Tomasz zapadł na ciężki trąd. Gdy usłyszał o cudach świętego Tomasza, udał się do jego grobu w klasztorze w Fossanova. Spędziwszy tam noc, usłyszał we śnie świętego Tomasza, który zapytał go, czego pragnie. Gdy odpowiedział, że pragnie odzyskać zdrowie i prosi o uwolnienie od trądu dzięki jego zasługom, święty powiedział: „Wstań i bądź zdrowy”. I natychmiast po tych słowach świętego dostąpił upragnionego uzdrowienia. Ten, który przybył jako trędowaty, powrócił do swojego domu oczyszczony z trądu, chwaląc i wielbiąc Boga.
77. O człowieku uzdrowionym z ciężkiego ropnia dzięki zasługom świętego Tomasza
Brat Bartłomiej z Ferentino, mnich klasztoru w Fossanova, cierpiał na wewnętrzny ropień w swoim ciele. Jego stan był tak ciężki, że lekarze stracili już nadzieję na jego wyzdrowienie. Wówczas opat nakłonił go, aby oddał się pod opiekę świętego Tomasza i prosił o uzdrowienie dzięki jego zasługom. Gdy tylko złożył ślub, z jego ciała wydobyła się straszliwa ropa, a on dzięki zasługom świętego Tomasza odzyskał zdrowie.
78. O człowieku uzdrowionym z bezwładu nóg i goleni
Pewien człowiek od urodzenia miał bezwładne i niesprawne nogi oraz golenie, tak że nie był w stanie chodzić. Przejęty pobożnością kazał się zanieść do grobu świętego Tomasza. Tam przez dłuższy czas modlił się i błagał o jego wstawiennictwo. Dzięki zasługom świętego Tomasza został wysłuchany przez Pana i odzyskał pełną sprawność nóg i goleni. Następnie o własnych siłach powrócił do domu.
79. O człowieku uzdrowionym z gorączki dzięki zasługom świętego doktora
Rajneriusz, mnich klasztoru w Fossanova, przez trzynaście dni zmagał się z ciężką gorączką. Przejęty pobożnością ku świętemu Tomaszowi udał się do jego grobu, niemal czołgając się na rękach i nogach. Tam modlił się i natychmiast otrzymał upragniony dar pełnego zdrowia.
80. O człowieku wybawionym od niebezpieczeństwa śmierci w rzece dzięki wezwaniu wstawiennictwa świętego Tomasza
Młodzieniec, Jan z Teodino, został porwany przez nurt pewnej rzeki w pobliżu klasztoru w Fossanova i gwałtownie zniesiony w stronę kanału młyńskiego. Gdy uderzył o mechanizm obracający koło młyńskie i znalazł się w śmiertelnym niebezpieczeństwie, zaczął usilnie błagać świętego Tomasza o wstawiennictwo. Gdy to uczynił, natychmiast poczuł, że ktoś chwyta go za włosy i wyciąga z wody. Świadkiem całego zdarzenia był pewien brat konwers ze wspomnianego klasztoru w Fossanova, który właśnie się tam pojawił.
81. O kobiecie uzdrowionej z choroby oczu dzięki wezwaniu wstawiennictwa świętego Tomasza
Pewna kobieta z Piperno, imieniem Floredensa, była niewidoma na jedno oko, a z powodu bardzo silnego bólu w drugim niemal całkowicie utraciła wzrok. Ze łzami w oczach i gorliwymi modlitwami wzywała świętego Tomasza, błagając o jego wstawiennictwo. Po krótkim odpoczynku poczuła, że odzyskała zdrowie w obu oczach. Przywołując radosnym krzykiem męża oraz sąsiadki, z wielką radością opowiedziała im o tym, co ją spotkało, oraz o dobrodziejstwie uzdrowienia, którego dostąpiła dzięki zasługom świętego Tomasza.
82. O innej kobiecie uzdrowionej i wybawionej z niebezpieczeństwa i bólów porodowych dzięki wezwaniu imienia świętego Tomasza, doktora
Pewna pani z Piperno przechodziła bardzo ciężki i niebezpieczny poród, połączony z wielkim bólem. Gdy wezwała świętego Tomasza i nałożono na jej ciało pas, który wcześniej spoczywał na grobie świętego, natychmiast urodziła szczęśliwie, uwolniona od niebezpieczeństwa i bólu.
83. O kobiecie uzdrowionej z bólu ramienia dzięki wezwaniu wstawiennictwa świętego Tomasza
Pewna starsza kobieta imieniem Aleksandra miała sznurek z małymi węzełkami, które potocznie nazywała „Ojcze nasz”. Z pobożności dotknęła nimi relikwii świętego Tomasza. Następnie prosiła świętego, aby przez to dotknięcie, do którego żywiła głębokie nabożeństwo, uwolnił ją od nieznośnego bólu, jaki cierpiała w prawym ramieniu. Gdy złożyła ślub i dopełniła modlitwy, natychmiast poczuła, że została całkowicie uwolniona od tej dolegliwości.
84. O człowieku uzdrowionym z opuchlizny i owrzodzeń goleni
Jan, syn Stefana, z Sonnino cierpiał na ciężką opuchliznę i liczne owrzodzenia goleni, a żadne lekarstwo nie było w stanie przynieść mu ulgi. Gdy złożył ślub i wezwał wstawiennictwa świętego Tomasza, został całkowicie uwolniony od tych dolegliwości.
85. O człowieku uzdrowionym z przetoki dzięki zasługom świętego doktora
Pewien człowiek imieniem Mateusz z Sompnino przez rok cierpiał na ciężką przetokę w dużym palcu u nogi. Gdy wszystkie zastosowane lekarstwa nie przynosiły żadnego skutku, żarliwie wezwał wstawiennictwa świętego Tomasza. Złożywszy ślub świętemu Tomaszowi, dostąpił dzięki niemu uzdrowienia.
86. O człowieku uzdrowionym z podagry
Bocjusz, syn Passagerio, mieszkaniec Fondi, udręczony ciężką podagrą, złożył ślub, że jak najszybciej nawiedzi grób świętego Tomasza, i dzięki zasługom tegoż świętego został wkrótce uzdrowiony przez Pana.
87. O arcybiskupie Neapolu uzdrowionym zarówno z opuchlizny goleni, jak i z gorączki dzięki wezwaniu wstawiennictwa świętego doktora
Czcigodny arcybiskup Neapolu, pan Humbert, któremu papież powierzył przeprowadzenie dochodzenia dotyczącego życia i cudów świętego Tomasza wraz ze swoim współpracownikiem, panem Angelo, biskupem Viterbo, na obszarze metropolii neapolitańskiej, od dawna cierpiał na ciężką opuchliznę połączoną z owrzodzeniem goleni. Leżąc w łóżku, nie mógł chodzić, dlatego prosił świętego Tomasza, aby dzięki jego zasługom otrzymał ulgę, co pozwoliłoby mu swobodniej wypełnić powierzone mu zadanie. I rzeczywiście, dzięki zasługom świętego Tomasza został natychmiast uzdrowiony. Wstał z łóżka i przekonał się, że Pan całkowicie uwolnił go od tych dolegliwości. Ten sam arcybiskup, gorliwie wykonując zadanie związane z owym dochodzeniem, pewnego wieczoru został dotknięty gwałtowną gorączką. Modlił się wtedy do świętego Tomasza, aby za jego wstawiennictwem i dzięki jego zasługom mógł doprowadzić rozpoczęte dochodzenie do końca, ku chwale i czci Boga oraz Jego świętego. Po odmówieniu modlitwy położył głowę na łóżku i zasnął. Gdy zaś wstał wczesnym rankiem, dzięki zasługom świętego Tomasza przekonał się, że jest całkowicie zdrowy.
88. O jucznym zwierzęciu obciążonym ładunkiem i o koniu w cudowny sposób ocalonych od upadku i przepaści dzięki wstawiennictwu świętego Tomasza
Pan Cyncjusz, kanonik kościoła świętego Piotra, towarzyszył posłańcom udającym się do papieża w sprawie kanonizacji świętego Tomasza. Gdy zbliżyli się do Jeziora Lozańskiego, juczne zwierzę należące do wspomnianego kanonika, obciążone ładunkiem, poślizgnęło się na stromym stoku góry i spadło po skalistym zboczu z bardzo wysokiej urwistej skały. Widząc to, jego właściciel modlił się do świętego Tomasza, o którego licznych cudach opowiadali i zapewniali wspomniani posłańcy i towarzysze podróży, aby przyszedł mu z pomocą w tak wielkim niebezpieczeństwie. Gdy tylko odmówił modlitwę, zwierzę natychmiast zatrzymało się w miejscu, a następnie samo podniosło się wraz z całym ładunkiem, zdrowe i całe. Ku zdumieniu wszystkich obecnych wróciło o własnych siłach na drogę, pomimo wyjątkowo trudnego terenu. Podobne wydarzenie spotkało również mistrza Mateusza z Viterbo, wspomnianego wcześniej. Kiedy jego koń spadł w Alpach z bardzo wysokiej przepaści, Mateusz, który dla sprawy kanonizacji świętego podejmował trud tej podróży, modlił się do niego o ocalenie konia i bagażu z tak wielkiego niebezpieczeństwa. I gdy odmówił modlitwę, koń natychmiast, cały i zdrowy, wrócił żwawo na drogę, ocalony od niebezpieczeństwa.
89. O ciężarnej kobiecie cierpiącej na puchlinę wodną, uwolnionej od grożącego niebezpieczeństwa śmierci i połogu, oraz o wskrzeszeniu martwo urodzonego dziecka
Pani Maria, żona pana Arnolda, siostrzeńca papieża, odbywała pielgrzymkę do Awinionu. Cierpiała również na puchlinę wodną, a lekarze utracili już wszelką nadzieję na jej wyzdrowienie. Jako osoba bliska śmierci w obliczu tak wielkiego zagrożenia, otrzymała od papieża za pośrednictwem biskupa Lodève łaskę pełnego rozgrzeszenia, odpuszczenia win oraz odpust. Jej spowiednik doradził jej, aby zwróciła się z nabożeństwem do świętego Tomasza, którego proces kanonizacyjny właśnie w owym czasie się toczył, i złożyła mu ślub, prosząc o łaskę uzdrowienia dzięki jego zasługom. Gdy to uczyniła, następnej nocy, przebudziwszy się, ujrzała wyraźnie świętego Tomasza stojącego przy jej łożu w habicie Braci Kaznodziejów, który odezwał się do niej słodkim i łagodnym głosem: „Czy chcesz zostać uzdrowiona?”. Ona zaś, sądząc, że jest to inny biskup, mianowicie biskup z Cahors, zapytała go, czy przybył potwierdzić rozgrzeszenie udzielone jej wcześniej w imieniu papieża przez biskupa z Lodève. Obaj bowiem biskupi wywodzili się z Zakonu Kaznodziejskiego i nosili ten sam habit. On odpowiedział jej, że nie jest biskupem, za którego go uważa, lecz bratem Tomaszem z Akwinu, któremu się poleciła. Następnie powiedział: „Pani, wypełnij ślub, który złożyłaś, a będziesz uzdrowiona”. Wówczas wezwała swoją matkę i opowiedziała jej po kolei wszystko, co zobaczyła w tym widzeniu. Obie więc, matka i córka, złożyły ślub, że każdego roku, w uroczystość Narodzenia Pańskiego, będą posyłały sześciofuntową świecę do najbliższego klasztoru Zakonu Kaznodziejskiego, a także ufundują habit jednemu bratu z klasztoru w Awinionie, temu, który najbardziej potrzebuje odzienia. Gdy nastał ranek, opuchlizna z jej ciała widocznie ustąpiła. Ona jednak nie wypełniła jeszcze przyrzeczenia złożonego poprzedniej nocy. Dlatego święty Tomasz ponownie ukazał się jej nocą i surowo ją upomniał, ponieważ nie spełniła tego, co obiecała w ślubie, mianowicie nie przyodziała najbardziej potrzebującego brata z konwentu awiniońskiego. Upomniana w ten sposób, natychmiast dopełniła ślubu i odzyskała pełne zdrowie. Ta sama pani, gdy nadszedł czas porodu i dziecko było już częściowo poza łonem, a częściowo jeszcze pozostawało wewnątrz, tak że nie mogła go urodzić, wezwała na pomoc świętego Tomasza. I zaraz została szczęśliwie uwolniona od trudów porodu. Matka położnicy sądziła, że dziecko urodziło się żywe, podczas gdy w rzeczywistości przyszło na świat martwe. Natychmiast więc udzieliła mu chrztu na miejscu. Kiedy jednak stwierdzono, że rzeczywiście dziecko urodziło się martwe, modliła się pobożnie i ze łzami do świętego Tomasza, aby tak jak dwukrotnie wybawił jej córkę, matkę tego niemowlęcia, tak również wskrzesił martwego syna, aby odrodzony przez święty chrzest nie zginął, lecz żył na wieki. Po odmówieniu modlitwy chłopiec ożył i, odrodzony przez świętą kąpiel chrzcielną, wkrótce odszedł do wieczności, aby żyć na wieki. Tak więc dzięki trzem cudom dokonanym za zasługą świętego Tomasza, radość stała się potrójna.
90. O uzdrowionym z febry czwartaczki i o lekarzu upomnianym przez świętego Tomasza
Pewien człowiek, cierpiący na febrę czwartaczkę, pobożnie polecił się świętemu Tomaszowi, błagając go o pomoc dla odzyskania zdrowia. I natychmiast został uwolniony od choroby. Kiedy jednak lekarz stwierdził, że mogło się to wydarzyć dzięki siłom natury, święty Tomasz ukazał mu się i zganił go za to, że nie oddał chwały Bogu za dokonany cud, lecz przypisał go naturze. Dodał również, że już wkrótce w Kościele Bożym będzie śpiewane oficjum mszalne ku jego czci.
91. O uzdrowionym z silnego bólu nerek i uwolnionym od ducha bluźnierstwa dzięki zasługom świętego doktora
Jakub z Piperno cierpiał na silny ból nerek, z powodu którego szemrał przeciwko Bogu i często sprawiał wrażenie nękanego przez ducha bluźnierstwa. Mnisi z opactwa Fossanova napomnieli go i zachęcili, aby zwrócił się z nabożeństwem do świętego Tomasza i pokładał w nim ufność. Przyprowadzono go do grobu świętego Tomasza, gdzie jednak nie od razu dostąpił uzdrowienia. Dopiero gdy zrozumiał, że cierpi z powodu ciężkiej winy swojego szemrania, gorzko tego pożałował i zaczął modlić się ze łzami. Owijając swoje golenie tkaniną okrywającą grób świętego Tomasza, powiedział: „Błogosławiony Tomaszu, nie odejdę stąd, dopóki nie zostanę uwolniony dzięki twoim zasługom”. Gdy wypowiedział te słowa, natychmiast został uzdrowiony i składał dzięki Bogu oraz świętemu, za którego zasługą odzyskał zdrowie.
92. O kobiecie uzdrowionej z trzech dolegliwości dzięki wezwaniu imienia świętego Tomasza
Diatema, córka Mikołaja, pewnej nocy nagle została dotknięta artretyzmem, drżeniem ciała oraz utratą mowy. Kiedy ojciec gestami zachęcał ją, aby zwróciła się do któregoś ze świętych i złożyła ślub przynajmniej w myśli, skoro nie mogła uczynić tego ustami, ona nie chciała usłuchać tych wskazań. W końcu ojciec przypomniał jej o świętym Tomaszu, nakłaniając ją, by to jemu złożyła swój ślub. Ona zaś, wzywając świętego Tomasza i wyraźnie wypowiadając jego imię, została natychmiast całkowicie uwolniona od swoich dolegliwości i przywrócona do zdrowia.
93. O kobiecie dręczonej przez demona, nagle uwolnionej dzięki zasługom świętego doktora
Maria, córka Landulfa, zdawała się być dręczona przez demona; nie można jej było utrzymać ani nie przyjmowała pokarmu. Gdy tak ciężko cierpiała, jej matka, zdjęta współczuciem, złożyła ślub, że wraz z córką nawiedzi grób świętego Tomasza. Gdy to uczyniła, córka została całkowicie uwolniona.
94. O sparaliżowanym uzdrowionym przy grobie świętego Tomasza
W zamku Roccasecca pewien człowiek znieważył i uderzył swojego ojca, ściągając na siebie jego przekleństwo. Jako karę za ten grzech został dotknięty bezwładem przypominającym paraliż i stał się całkowicie niesprawny. Żałując za swój grzech, kazał zanieść się do grobu świętego Tomasza. Gdy tam się modlił i błagał, aby za zasługami świętego Tomasza Bóg miłosiernie cofnął skutki ojcowskiego przekleństwa, został całkowicie przywrócony do zdrowia. I tak, skruszony, pośpieszył do ojca, aby uzyskać od niego przebaczenie za popełnioną zbrodnię.
95. O uzdrowionym z głuchoty po złożeniu ślubu świętemu doktorowi
Jordan z Marco, na skutek pewnej wcześniejszej choroby, stał się głuchy. Udał się po pomoc dla odzyskania zdrowia do grobu świętego Tomasza. Tam, wzywając imienia tego świętego, wpuścił do swoich uszu kilka kropli wody święconej i złożył ślub, że przyprowadzi do jego grobu całą swoją rodzinę ze świecami. Następnie odmówił modlitwę przy jego grobie. Gdy wracał do domu, z każdego ucha wypadł jakby mały fragment ciała. W ten sposób odzyskał słuch i zdrowie uszu. Ponieważ jednak zwlekał z wypełnieniem złożonego ślubu, święty Tomasz ukazał mu się w widzeniu i surowo zganił go za to zaniedbanie. Upomniany w ten sposób, wypełnił ślub, który wcześniej odłożył.
96. O chłopcu uzdrowionym z opuchlizny ciała przy grobie świętego doktora
Pani Heremita miała syna, którego ciało było tak opuchnięte i nabrzmiałe, że nie mógł chodzić. Razem z mężem zaniosła go do grobu świętego Tomasza. Gdy położono go na nim i pozostał tak przez pewien czas, natychmiast dzięki zasługom świętego został uwolniony od choroby i odzyskał pełne zdrowie.
97. O sparaliżowanym małym dziecku uzdrowionym przy grobie świętego doktora
Pewna pani z Astury miała małego syna dotkniętego niedowładem kończyn. Usłyszawszy od braci kaznodziejów, którzy udawali się w sprawie kanonizacji świętego Tomasza i opowiadali o cudach dokonujących się za jego zasługą, zabrała dziecko i zaniosła je do grobu świętego Tomasza. Gdy tylko malec go dotknął, natychmiast został uzdrowiony.
98. O dziewczynie uzdrowionej z obłędu, paraliżu i letargu
W miejscowości San Lorenzo in Valle [Amaseno], leżącej niedaleko opactwa Fossanova, pewien człowiek miał córkę dotkniętą rodzajem obłędu. Z tego powodu z biegiem czasu stała się ona nieruchoma niczym kamień; nie była już w stanie jeść, mówić ani nawet swobodnie oddychać. Wydawało się, że w wyniku szału lub choroby umysłowej popadła w letarg. Ponieważ nie dało się jej pomóc żadnymi środkami medycznymi, jej ojciec, usłyszawszy o cudach świętego Tomasza, złożył ślub i powierzył ją świętemu, modląc się, aby za jego zasługami córka została albo zabrana z tego świata, albo też dzięki Bożemu miłosierdziu odzyskała zdrowie. Półżywą dziewczynę zaniesiono więc do klasztoru i za zgodą opata wniesiono do kościoła przed grób świętego Tomasza. Położono ją na samym grobowcu i pozostała tam do czasu, aż mnisi wrócili z refektarza, dokąd się udali, aby w kościele odmówić dziękczynienie po posiłku. Gdy ojciec, z szacunku dla zgromadzenia, chciał podnieść córkę z grobowca, ona rzekła: „Ojcze, nie dotykaj mnie, ponieważ stoi przede mną wielki brat kaznodzieja, który mnie uzdrawia i broni mnie przed pewnym czarnym człowiekiem, który mnie tak skrępował”. Przybyli tam opat i mnisi i modlili się, aby za zasługami świętego Tomasza wysłuchane zostały modlitwy ojca i aby dziewczyna została uwolniona. Wówczas dziewczyna ujrzała, jak wspomniany brat przesuwa obie ręce od jej głowy aż do stóp, mówiąc: „Dziewczyno, wstań, ponieważ zostałaś uzdrowiona”. Na te słowa dziewczyna natychmiast wstała, odzyskując pełnię dawnego zdrowia.
99. O uzdrowionym z przetoki i złamania dzięki ślubowi złożonemu świętemu Tomaszowi
W Neapolu pewien młodzieniec imieniem Dominik Malemando cierpiał na przetokę oraz złamanie kości palca stopy. Według opinii lekarzy konieczne było dokonanie nacięcia, aby uniknąć poważniejszego niebezpieczeństwa dla całej stopy lub ciała. Młodzieniec złożył ślub, że jeśli dzięki zasługom świętego jego stopa zostanie uzdrowiona i uda się uniknąć operacji palca, nawiedzi grób świętego Tomasza, przynosząc woskową stopę jako wotum. I oto w nocy ukazał mu się pewien brat kaznodzieja, który obiecał uzdrowić go bez żadnego zabiegu chirurgicznego. Kiedy więc rano przyszedł lekarz, zastał młodzieńca zdrowym, choć poprzedniego wieczoru pozostawił go w bardzo ciężkim stanie.
100. O wskrzeszeniu zmarłej kobiety dzięki zasługom świętego Tomasza
W Górnej Lombardii, w Piemoncie, w miejscowości zwanej Tagliolo, żyła pewna pani, której syn, imieniem Rufin, był bratem w Zakonie Kaznodziejskim. Gdy leżała złożona chorobą, zmarła w obecności owego syna oraz wielu innych krewnych. A gdy wszyscy płakali wokół jej ciała, wspomniany brat Rufin, syn zmarłej kobiety, tak przemówił do pogrążonych w żałobie: „Niedawno na dworze papieskim w Awinionie brat Tomasz z Akwinu, doktor, został wpisany do katalogu świętych. Proszę was, módlmy się, aby Bóg raczył za zasługami tego świętego wskrzesić tę zmarłą”. Wówczas wszyscy krewni wraz z synem padli na kolana i ze łzami pobożnie błagali Boga, aby za zasługami świętego Tomasza owa zmarła została przywrócona do życia. I oto nagle zmarła kobieta usiadła żywa, ku radości wszystkich obecnych. Tak oto płacz żałobników obrócił się w śmiech, a ból w radość z powodu wskrzeszenia zmarłej.
101. O widzeniu brata mniejszego, w którym święty Franciszek dał świadectwo nauce świętego Tomasza
Brat Leuteriusz z Zakonu Braci Mniejszych, będąc zakłopotany pewną kwestią i zaniedbując poszukiwania prawdy w pismach świętego Tomasza, pobożnie modlił się do Boga i do świętego Franciszka, aby została mu objawiona prawda. I oto w widzeniu ujrzał świętego Franciszka oraz świętego Tomasza z Akwinu, odzianego w kapę ozdobioną jaśniejącymi gwiazdami, a ponad nimi Dziewicę, Matkę Bożą, z Synem. Trzymała ona w dłoniach dwie wspaniałe korony i nakładała je na głowy obu świętych. Gdy z wielką radością kontemplował to widzenie, usłyszał świętego Franciszka, który powiedział do niego: „Wierz jemu” – wskazując przy tym na świętego Tomasza – „ponieważ jego nauka nie przeminie na wieki”. Po przebudzeniu brat Leuteriusz zaczął czytać pisma świętego Tomasza i poznawszy prawdę, znalazł rozwiązanie swojej wątpliwości. Owe wydarzenia brat Leuteriusz opowiedział wielu osobom, zapewniając pod przysięgą, że wszystko to jest prawdą.
102. O ocalonych z niebezpieczeństwa i katastrofy morskiej dzięki zasługom świętego Tomasza, doktora
Gdy brat Wilhelm z Tocco z Zakonu Kaznodziejskiego, przeor konwentu w Benewencie, wraz ze swoim towarzyszem, bratem Robertem, lektorem, podróżowali drogą morską do kurii papieskiej w Awinionie, niosąc ze sobą spisane świadectwa cudów świętego Tomasza, którego kanonizacją właśnie wówczas się zajmowano, zdarzyło się, że pewnej nocy rozpętała się gwałtowna ulewa i bardzo silna burza na morzu. Galera, na której płynęli wraz z innymi podróżnymi, była pod Monte Argentario miotana z ogromną siłą przez wiatry i zdawało się, że nieuchronnie rozbije się o skały. Marynarze nie potrafili bowiem stawić czoła tak potężnemu żywiołowi, a w tak wielkim niebezpieczeństwie ratunek mógł nadejść już tylko od Boga. Straciwszy nadzieję na ocalenie, marynarze zdjęli swoje szaty, aby w razie potrzeby ratować się wpław. Wołali również do braci, którzy schronili się pod pokładem, aby wzywali Boga i Jego świętych, by przyszli na ratunek ginącym w obliczu bliskiej katastrofy. Bracia natychmiast gorliwie oddali się modlitwie. Błagali Boga oraz wzywali świętych Dominika i Piotra Męczennika, a szczególnie świętego Tomasza, w którego sprawie kanonizacji odbywali tę podróż. Żarliwie prosili, aby przyszli im z pomocą i aby święty Tomasz okazał się ich orędownikiem, tak by cuda, których Bóg dokonał za jego pośrednictwem, a które mieli spisane i wieźli ze sobą do kurii papieskiej, nie zatonęły wraz z nimi w morskiej otchłani. Cóż więcej można powiedzieć? Gdy galera była już tuż przy skale i niebezpieczeństwo było najbliższe, nagle powiał inny wiatr od strony lądu, który natychmiast odsunął statek od skał i skierował go na bezpieczny kurs, oddalając grożące niebezpieczeństwo. Kiedy najgorsze minęło, wszyscy zaczęli wołać, że to cud uczyniony przez Boga. W ten sposób, ocaleni z katastrofy morskiej dzięki wstawiennictwu świętego Tomasza, wspólnie oddali chwałę Bogu. Bóg dokonał wprawdzie za zasługami świętego Tomasza z Akwinu wielu innych cudów w różnych częściach świata, które nie zostały opisane w niniejszym traktacie. Te jednak zostały spisane na chwałę i cześć Boga oraz świętego, aby czytający uwierzyli i wzbudzili w sobie większą ufność i pobożność względem niego.
Koniec.
[1] Artykuł na stronie Fundacji Creare Aude, https://www.creareaude.pl/zywot-sw-tomasza-z-akwinu-wedlug-piotra-calo/
[2] Data kanonizacji św. Tomasza z Akwinu.
[3] Jean-Pierre Torrell OP, WPROWADZENIE W ŚW. TOMASZA Z AKWINU OSOBA I DZIEŁO, https://teologiapolityczna.pl/assets/Uploads/TORRELL-Wprowadzenie-w-sw-Tomasza-fragment-MMS-090562021.pdf
[4] Ed. Janssens, Les premiers historiens de la vie de saint Thomas d’Aquin (suite), Revue Philosophique de Louvain, 1924 r., https://www.persee.fr/doc/phlou_0776-555x_1924_num_26_3_2383
[5] Bernard Gui, Vitae sanctorum Thomae Aquinatis et Raymundi de Pennaforti, Universitat de Barcelona, https://bipadi.ub.edu/digital/collection/manuscrits/id/77246/
[6] Na podstawie artykułu: Paul Amargier, Éléments pour un portrait de Bernard Gui, Cahiers de Fanjeaux, Tom XVI, 1981 rok, https://www.persee.fr/doc/cafan_0575-061x_1981_act_16_1_1263
[7] Księga Inkwizycji. Podręcznik napisany przez Bernarda Gui, ISBN: 8370979416, Wydawnictwo: WAM, 2002 rok
Jest też wersja online w języku łacińskim („Practica Inquisitionis heretice pravitatis”): https://openlibrary.org/works/OL12089488W/Practica_Inquisitionis_heretice_pravitatis?edition=key%3A/books/OL19270599M
[8] Bernard Gui. Bicz na heretyków czy święty? Prawda o inkwizytorze z „Imienia róży”, https://naszahistoria.pl/bernard-gui-bicz-na-heretykow-czy-swiety-prawda-o-inkwizytorze-z-imienia-rozy/ar/c15-14270957
Ciekawe informacje o inkwizycji i Bernardzie Gui, wraz z bogatą bazą źródłową prezentują dwa artykuły:
https://www.historyisnowmagazine.com/blog/2024/6/4/just-what-were-the-inquisitions-of-the-middle-ages-part-1-introduction
https://www.historyisnowmagazine.com/blog/tag/Bernard+Gui
[9] Bernard Gui et son Monde. Toulouse: Éditions Privat, 1981 r., https://www.persee.fr/issue/cafan_0575-061x_1981_act_16_1
[10] Wspomniany już wcześniej artykuł: Paul Amargier, Éléments pour un portrait de Bernard Gui, https://www.persee.fr/doc/cafan_0575-061x_1981_act_16_1_1263
[11] „Fontes vitae S. Thomae Aquinatis, notis historicis et criticis illustrati… ”, Prümmer, Dominicus M., 1912 r., https://archive.org/details/fontesvitaesthom00pr/page/14/mode/2up