Łaciński zbiór kazań Fabiana Birkowskiego pt: „Dominici Orationes ecclesiasticae, jn quibus eiusdem ordinis tum et alij viri sancti memorantur. …” 1 wydany w 1622 roku doczekał się częściowego opracowania w języku polskim. W 2007 roku ukazały się „Mowy kościelne Fabiana Birkowskiego o świętym Jacku” w przekładzie Beaty Gaj i opracowaniu Marii Rowińskiej – Szczepaniak. 2 Pozycja ta omawiała przy okazji 750 rocznicy śmierci św. Jacka trzy kazania poświęcone temu świętemu, zawarte we wspomnianym zbiorze kazań i mów Fabiana Birkowskiego. Dzieło to jest zbiorem 35 mów, podzielonych na cztery zasadnicze części. W najbardziej nas interesującej pierwszej części mamy 23 mowy, z czego aż 18 dotyczy rodziny dominikańskiej. Wśród tych 18 mów autor prezentuje sylwetki 11 świętych lub błogosławionych dominikanów i dominikanek. Jest to na pewno najpełniejszy zbiór kazań dotyczących dominikanów napisany w Polsce w XVII i XVIII wieku. 3
Wśród zamieszczonych w zbiorze tekstów znajduje się również kazanie poświęcone bł. Czesławowi Odrowążowi. Niniejszy artykuł jest w całości poświęcony tej właśnie mowie.
Krótkie informacje biograficzne o autorze – Fabianie Birkowskim oraz błogosławionym Czesławie
Zarówno postać bohatera kazania – błogosławionego Czesława jak i autora mowy kościelnej – dominikanina Fabiana Birkowskiego mogą być nieznane czytelnikowi, dlatego zdecydowałem się zamieścić krótkie informacje o tych dwóch postaciach.
Fabian Birkowski (1566–1636)
Fabian Birkowski, dominikanin, kaznodzieja i pisarz religijny, należy do najwybitniejszych polskich kaznodziejów przełomu XVI i XVII wieku. Urodził się w 1566 roku we Lwowie, w rodzinie mieszczańskiej. Po przybyciu do Krakowa podjął studia w Akademii Krakowskiej, gdzie uzyskał wykształcenie humanistyczne i filozoficzne, a następnie sam prowadził zajęcia z literatury starożytnej, filozofii i wymowy. W 1592 roku wstąpił do zakonu dominikanów. Po odbyciu dalszych studiów teologicznych, również we Włoszech, związał się z krakowskim klasztorem i kościołem Świętej Trójcy, gdzie rozwinął działalność kaznodziejską.
Jego talent oratorski szybko przyniósł mu znaczną popularność. Birkowski był związany z dworem królewskim i pełnił funkcję kaznodziei Zygmunta III Wazy, a następnie Władysława IV. Towarzyszył również wojsku podczas wypraw wojennych, występując jako kaznodzieja obozowy. Doświadczenia te znalazły odbicie w jego twórczości, w której tematyka religijna często łączy się z problematyką państwa, wojny, obrony chrześcijaństwa i powinności wobec wspólnoty.
Najważniejszą część dorobku Birkowskiego stanowią kazania, zarówno pisane po polsku, jak i po łacinie. Wśród jego dzieł znajdują się obszerne zbiory kazań na niedziele i święta oraz liczne mowy poświęcone świętym, a także kazania okolicznościowe i pogrzebowe. W 1620 roku ukazały się „Kazania na święta doroczne”, zawierające między innymi kazania poświęcone św. Dominikowi, św. Jackowi Odrowążowi, św. Tomaszowi z Akwinu i św. Wincentemu Ferreriuszowi. 4 Warto również odnotować monumentalne dwutomowe dzieło „Kazania na niedziele i święta doroczne” wydane w 1628 roku. W 1622 roku wydano natomiast zbiór łacińskich kazań „Dominici Orationes ecclesiasticae …”, obejmujący między innymi mowę „S. Ceslaus, sive de laudibus eiusdem Sancti, Oratio”, poświęconą bł. Czesławowi Odrowążowi.
Kaznodziejstwo Birkowskiego wyróżnia się rozbudowaną retoryką, bogactwem erudycji oraz częstym odwoływaniem się do Pisma Świętego, autorów starożytnych i tradycji chrześcijańskiej. W jego mowach spotykają się elementy klasycznej retoryki, humanistycznego wykształcenia i katolickiej polemiki epoki potrydenckiej. Charakterystyczne są również plastyczne obrazy, rozbudowane porównania, antytezy, pytania retoryczne oraz liczne przykłady historyczne i mitologiczne. Dzięki temu jego kazania są nie tylko tekstami religijnymi, lecz także świadectwem kultury intelektualnej i retorycznej polskiego baroku.
Birkowski zmarł 9 grudnia 1636 roku w Krakowie. Jego znaczenie jako kaznodziei zostało podkreślone już bezpośrednio po śmierci – 10 grudnia 1636 roku jezuita Adam Makowski wygłosił w krakowskim kościele Świętej Trójcy kazanie pogrzebowe poświęcone zmarłemu dominikaninowi. 5 Dorobek Birkowskiego, obejmujący liczne kazania i mowy, pozostaje jednym z ważniejszych źródeł poznania polskiej kultury religijnej, retorycznej i literackiej pierwszej połowy XVII wieku.
Błogosławiony Czesław Odrowąż (ok. 1175/1180–1242)
Błogosławiony Czesław był jednym z pierwszych polskich dominikanów i jedną z najważniejszych postaci związanych z początkami Zakonu Kaznodziejskiego na ziemiach polskich i czeskich. Pochodził ze śląskiej rodziny Odrowążów, prawdopodobnie z Kamienia Śląskiego. Był związany ze środowiskiem biskupa krakowskiego Iwona Odrowąża, a przed wstąpieniem do zakonu pełnił funkcje kościelne, między innymi kanonika oraz, według części przekazów, kustosza kolegiaty sandomierskiej. Według późniejszej tradycji biograficznej kształcił się w Krakowie, we Włoszech, a prawdopodobnie również w Paryżu.
Przełomowym wydarzeniem w jego życiu była podróż do Rzymu, dokąd udał się wraz z Iwonem Odrowążem. Tam zetknął się ze św. Dominikiem Guzmanem, założycielem Zakonu Kaznodziejskiego. Czesław, podobnie jak jego krewny Jacek Odrowąż, przyjął habit dominikański z rąk św. Dominika i rozpoczął życie zakonne.
W początkowym okresie działalności dominikańskiej był związany z organizowaniem nowych wspólnot Zakonu Kaznodziejskiego w Europie Środkowej, między innymi w Pradze i we Wrocławiu.
Szczególne miejsce w działalności Czesława zajmuje Wrocław. W 1226 roku dominikanie objęli kościół św. Wojciecha, a Czesław został pierwszym przeorem powstałego przy nim klasztoru. Wspólnota ta stała się jednym z ważnych ośrodków działalności Zakonu Kaznodziejskiego na Śląsku. Czesław prowadził działalność duszpasterską i kaznodziejską, a w latach trzydziestych XIII wieku pełnił również funkcję prowincjała polskiej prowincji dominikanów, obejmującej wówczas także Czechy.
Z osobą Czesława związana jest również tradycja jego udziału w obronie Wrocławia podczas najazdu mongolskiego w 1241 roku. Według późniejszych przekazów, zwłaszcza tradycji związanej z Janem Długoszem, jego modlitwa miała doprowadzić do cudownego ocalenia miasta, a nad głową zakonnika miał pojawić się ognisty znak, który przestraszył najeźdźców. Motyw ten stał się jednym z najbardziej charakterystycznych elementów późniejszej ikonografii błogosławionego. W historiografii należy jednak odróżniać sam fakt obecności Czesława we Wrocławiu podczas najazdu od późniejszego, hagiograficznego opisu cudownej interwencji.
Czesław zmarł we Wrocławiu 15 lipca 1242 roku i został pochowany przy dominikańskim kościele św. Wojciecha. Jego kult rozwijał się przez kolejne stulecia. W 1713 roku papież Klemens XI zatwierdził kult Czesława dla Zakonu Dominikanów i archidiecezji wrocławskiej, a w 1753 roku został on rozszerzony na wszystkie polskie diecezje przez papieża Klemensa XIII. W 1963 roku papież Paweł VI ustanowił bł. Czesława głównym patronem Wrocławia. Jego grób i kaplica w kościele św. Wojciecha pozostają najważniejszym miejscem jego kultu.
W tradycji dominikańskiej Czesław przedstawiany jest przede wszystkim jako kaznodzieja, organizator życia zakonnego i gorliwy duszpasterz, związany z pierwszym okresem rozwoju Zakonu Kaznodziejskiego w Europie Środkowej. Jego postać zajmuje szczególne miejsce w dziejach dominikanów na Śląsku oraz w religijnej historii Wrocławia. Jednocześnie jego późniejszy obraz hagiograficzny został ukształtowany przez rozwijający się przez wieki kult, w którym wydarzenia z jego życia zostały połączone z opowieściami o cudach i nadzwyczajnych interwencjach. Zainteresowanych życiem i kultem bł. Czesława odsyłam do obszernej książki Wojciecha Kucharskiego „Beatus Ceslaus Natione Polonus, Dzieje kultu błogosławionego Czesława”. 6
Analiza kazania
Kazanie Fabiana Birkowskiego poświęcone błogosławionemu Czesławowi jest pięknym przykładem barokowej katolickiej oracji panegirycznej połączonej z kazaniem polemicznym. Birkowski nie ogranicza się do przedstawienia życia i cudów bł. Czesława. Konstruuje wokół jego postaci cały program: Czesław ma być dla XVII-wiecznego Wrocławia i Śląska dowodem prawdziwości katolicyzmu, wzorem kaznodziei i świętego, a zarazem patronem walki z herezją.
Mowa rozpoczyna się od nawiązania do Dziejów Apostolskich i Kazania św. Pawła na Areopagu. Była to pierwsza poważna próba przetłumaczenia monoteistycznej wiary żydowsko-chrześcijańskiej na język wyrafinowanej filozofii greckiej. Kluczowym elementem tego wystąpienia było odwołanie się do ołtarza poświęconego „Nieznanemu Bogu”. Autor dokonuje już na samym początku kazania bardzo efektownych analogii. Starożytne Ateny to Wrocław, apostoł Paweł to sam Birkowski, a „nieznany Bóg” to Czesław. Oczywiście w tekście Birkowski wyjaśnia, że Czesław nie jest Bogiem a „sławnym sługom Bożym”, natomiast kluczowym jest to, że na początku XVII wieku jest „nieznany” mieszkańcom własnego miasta. Wrocław jest w tamtym czasie bogaty materialnie, handlowo i gospodarczo, ale posiada znacznie cenniejszy skarb duchowy, którego nie potrafi właściwie docenić. Jest miastem protestanckim, które odrzuca dziedzictwo, którego Czesław jest symbolem. Wspomniany skarb jakim jest postać bł. Czesława jest dowodem ciągłości katolickiego Wrocławia. Zatem już na początku mowy rysuje się jedno z głównych kontrreformacyjnych przesłań kazania: za sprawą Czesława prawdziwe dziedzictwo Wrocławia jest katolickie. Warto również w tej części zwrócić uwagę na niezwykle sugestywny (ale charakterystyczny dla epoki kontrreformacyjnej) obraz protestantów. Nie jest to konkurencyjna wobec katolicyzmu wspólnota chrześcijańska ale jest wręcz przyrównana do raka i wrzodów.
Po tym mocnym i sugestywnym początku autor przechodzi do prezentacji postaci bł. Czesława. Birkowski zrywa z klasycznym i oczywistym przedstawieniem bohatera. Mógł, jak czyniło to wielu, wywieść wielkość Czesława z rodu Odrowążów, powołać się na sławnych przodków. Kaznodzieja jednak deklaruje: „Nie będę tedy wyżebrywał znikąd barw ani szukał kradzionych piór, by przyozdobić ten ołtarz, pod którym relikwie mojego Czesława spoczywają …” aby porównać Czesława do Feniksa rodzącego się z siebie i własnego popiołu. Podobnie Czesław zdobywa sławę nie dzięki Odrowążom, lecz dzięki własnym cnotom. To jest zarazem antyczny obraz Feniksa i chrześcijańska metafora chwały. W kolejnym fragmencie kazania autor przywołuje powołanie Jacka i Czesława do Zakonu Kaznodziejskiego. Birkowski sięga tu po historię Jakuba i Ezawa z Księgi Rodzaju i nakłada ją na współczesną relację. Jacek to biblijny Jakub, Czesław to Ezaw, a patriarcha Dominik to Izaak. W przeciwieństwie do oryginalnej biblijnej opowieści Czesław jest „drugim Ezawem”, ale bez nienawiści i bez goryczy Ezawa. Fragment ten pokazuje w jaki sposób Birkowski korzysta z Biblii. Nie jest to po prostu „cytowanie źródeł”, ale świadome przekształcanie wydarzeń biblijnych dla budowania historii Czesława. Warto również zwrócić uwagę na dialogi, które kaznodzieja wplótł w scenę powołania braci do zakonu dominikańskiego.
Kolejne dwa akapity dotyczą działalności Czesława w Czechach i Polsce. Błogosławiony Czesław zakłada w Czechach klasztor pod wezwaniem św. Klemensa w Pradze i tam naucza Czechów „pobożności i świętości życia”. Niestety jego dzieło zostało zaprzepaszczone w kolejnych wiekach za sprawą przejścia Czech na protestantyzm. Autor bardzo obrazowo krytykuje czeską reformację. Birkowski wykorzystuje biografię świętego do stworzenia moralnej genealogii Czech, kiedyś posiadały prawdziwych nauczycieli, ale same odrzuciły ich naukę. Kaznodzieja w tym fragmencie wykorzystuje antyczne odniesienia. Przykładem jest potwór w postaci wiru (Charybda), który wciągał statki w okolicy Sycylii. U Birkowskiego „Charybda” jest metaforą herezji, w której znalazły się Czechy. Czechy nie są więc przedstawione po prostu jako kraj „błędny religijnie”. Są jak statek wciągany przez potężny wir. Co więcej, Birkowski przeciwstawia tę „Charybdę” wcześniejszej nauce Czesława. Gdyby Czechy zachowały jego naukę, nie znalazłyby się w tym wirze. Kaznodzieja idzie jeszcze dalej i wykorzystując cytat ze Starego Testamentu przyrównuje Czechy do Lucyfera. Czechy buntujące się przeciwko porządkowi ustanowionemu przez Boga, przypominają upadłego anioła. Fragment dotyczący oceny Czech obfituje w inne cytaty z Biblii i nawiązania antyczne, których nie będę rozwijał. Na uwagę zasługuje jednak dość niecodzienny fragment. To mały samodzielny barokowy koncept wpleciony w kazanie. Birkowski przywołuje scenę myśliwską kiedy to goniony przez myśliwskie psy żubr („bubalo”), w obronie obryzguje je gorącą cieczą, która pali im sierść i skórę. To wyraźne nawiązanie do antycznego „bonasusa”, który bronił się w ten osobliwy sposób miotając żrącymi odchodami w goniących go napastników. Owym żubrem mają być Czechy, ale nie letnie lecz gorące i rozpalone wiarą. Za przykładem żubra powinny „wyrzucić w pysk owym psom wiarę, którą otrzymałaś na chrzcie”. Mamy tu więc jak w pigułce nawiązanie do antycznego mitu i wykorzystanie starożytnej anegdoty zoologicznej, po to aby w oryginalny sposób przedstawić model skutecznej obrony przed herezją reformacji.
W kolejnym akapicie autor powraca do postaci Czesława i jego działalności w Polsce. Jest ona przedstawiona jako wspólne dzieło Czesława i Jacka. Birkowski na kanwie opowieści o bł. Czesławie przedstawia Polskę jako duchową „karmicielkę” innych krajów Europy. To oczywiście jest retoryczna amplifikacja, a nie opis rzeczywistości politycznej. Polska ma być nie tylko krajem katolickim, lecz jednym z obrońców katolickiej Europy. Fragment poświęcony ojczyźnie przechodzi płynnie w dygresję o roli współczesnych Birkowskiemu biskupów. Nie jest to przypadkowa dygresja ale nawiązanie do programu kontrreformacyjnego Kościoła. Biskupi są odpowiedzialni za nauczanie i nie mogą tłumaczyć się innymi obowiązkami. Powinni korzystać ze współpracowników – zakonników i kaznodziejów i prowadzić aktywną walkę o dusze ludzi. Fragment ten obfituje w nawiązania do antyku jak choćby porównanie, że Pyrrus zdobywa miasta za pomocą strategii i wojny, natomiast biskup powinien zdobywać świat dla Chrystusa za pomocą kaznodziejstwa. Czesław jest zatem nie tylko tematem oracji, jest argumentem za określonym modelem Kościoła kontrreformacyjnego. Na poparcie swojego apelu o aktywne kaznodziejstwo autor cytuje największych myślicieli i teologów Kościoła katolickiego.
Tematem dalszej części kazania są cuda bł. Czesława, szczególnie wskrzeszenia jakich dokonał jeszcze za życia. Po ich dokładnym opisie autor kazania przechodzi do najsławniejszego i najważniejszego cudu jakim było ocalenie Wrocławia przed Tatarami. Najazd tatarski na Polskę, ale i całą część Europy, jest przedstawiony niezwykle obrazowo. Tatarzy to niemal apokaliptyczna armia, wieszcząca koniec świata chrześcijańskiego. Lud Wrocławia starał się bronić, jednak morale obrońców wobec siły i wielkości wojsk tatarskich, stawało się coraz słabsze. W tej beznadziejnej sytuacji Czesław niczym Mojżesz pomaga ocalić naród. W ten sposób Birkowski tworzy paralelę: Czesław jest współczesnym Mojżeszem, a Wrocław jest ocalonym Izraelem. Bardzo wyraźna jest analogia: Czesław staje przed Bogiem, modli się za Wrocław, powstrzymuje gniew Boga, i w konsekwencji ratuje miasto przed Tatarami. Oblężenie Wrocławia nadaje historii Czesława niemal biblijny wymiar. W kulminacyjnej scenie kazania ognista kula pojawiająca się nad Czesławem podczas sprawowania Eucharystii zostaje następnie skierowana przeciw Tatarom. Birkowski nie kończy opisu wydarzeń na tym, że „Czesław pokonał Tatarów”, lecz na „Czesław doprowadził wielu z nich do Chrystusa”. To również bardzo znamienne.
Końcowy fragment kazania to polemika z Orygenesem jako autorytetem starożytności i przywołanie cudów pośmiertnych, które wydarzyły się za sprawą błogosławionego Czesława. Swoją mowę Fabian Birkowski kończy modlitwą o jedność Kościoła, przywołując obraz Czesława jako orędownika wiary i obrońcy Wrocławia.
Podsumowując można wyróżnić w kazaniu Birkowskiego wyraźne części, którymi autor niejako stopniuje prezentację bohatera mowy. Czesław zaczyna jako szlachetny młodzieniec, następnie staje się zakonnikiem, kaznodzieją, cudotwórcą, obrońcą miasta, prorokiem, a po śmierci – niebiańskim obrońcą Wrocławia. Kazanie można jak to wyżej opisałem podzielić na kilka części i odpowiadających im akapitów. Są to:
Wrocław i „nieznany Bóg” – nawiązanie do mowy św. Pawła na Areopagu.
Czesław jako ukryty skarb Wrocławia.
Pochodzenie Czesława i odrzucenie genealogicznego panegiryku.
Powołanie zakonne Czesława i jego relacja ze św. Jackiem oraz św. Dominikiem.
Działalność Czesława w Czechach i krytyka czeskiej reformacji.
Działalność w Polsce, Czesław i Jacek jako nauczyciele narodu.
Apologia kaznodziejstwa i obowiązków biskupów.
Cuda Czesława, szczególnie wskrzeszenia.
Najważniejszy cud – ocalenie Wrocławia przed Tatarami.
Proroctwo Czesława.
Cuda po śmierci i kult relikwii.
Czesław jako orędownik Wrocławia przeciw herezji i końcowa modlitwa o jedność Kościoła.
Birkowski przedstawia bł. Czesława jako „drugiego Mojżesza” Śląska: świętego kaznodzieję, którego cuda potwierdzają prawdziwość katolickiej tradycji, którego przeszła działalność ma być argumentem przeciw reformacji, a którego obecność pośród relikwii we Wrocławiu daje nadzieję na odzyskanie przez miasto jedności z Kościołem katolickim.
Polskie tłumaczenie kazania o błogosławionym Czesławie
Św. Czesław
CZYLI
O pochwałach tegoż Świętego
MOWA
Co niegdyś Apostoł w Atenach na Areopagu odważył się powiedzieć, o sławni Obywatele Wrocławscy, to ja u was, choć cieleśnie nieobecny, lecz obecny duchem, odważę się [powiedzieć]: mianowicie, że pod każdym względem wydajecie mi się jakby zbyt przesądni. Przechodząc bowiem i oglądając wasze wizerunki, znalazłem też ołtarz, na którym napisano: NIEZNANEMU BOGU. Co tedy nie wiedząc czcicie, to ja wam zwiastuję. Przesądni wydawali się Pawłowi Ateńczycy, ponieważ tych, których jako wrogów swojego zbawienia winni byli się wzdrygać, miłowali jak rodziców; tych, których wiecznymi — gdyby to było możliwe — łzami winni byli opłakiwać, zaliczali do liczby bogów, to jest do łona samej szczęśliwości. Przesądni jesteście i wy, moi Wrocławianie, gdy zaciętych wrogów waszego życia, owych herezjarchów, oprawców waszych dusz, otaczacie miłością jak przyjaciół, a tych, których los — jako że źle wypadł — winniście byli opłakiwać (gorzej bowiem nie mógł wypaść nikomu niż temu, kto został wydany na pożarcie wiecznym płomieniom), zaliczacie do liczby mieszkańców nieba. Wiele posągów wznieśli niegdyś Ateńczycy, w istocie mamideł; owych ludzi, którzy okryci niesławą z powodu swoich rozbojów i zbrodni, nie na niebo, lecz na więzienie Otchłani zasłużyli. Podobni jesteście do nich, Wrocławianie, gdy czcicie owych hultajów, raki i wrzody naszego wieku, bezbożnych odstępców, najbardziej zatraconych zbiegów: Lutra, Melanchtona i Bucera oraz pozostałych z tej samej mąki, niegodnych, by choć raz dobrze u was zostali wspomniani. Lecz znajduję u was także ołtarz z napisem: NIEZNANEMU BOGU; znajduję mianowicie drogocenny klejnot pośród waszych towarów, skarb ukryty na waszym polu; jest u was i pośród was stanął ten, którego wy nie znacie. Błogosławiony jest ten wasz, a nawet i nasz Czesław, nieznany (że tak powiem) pośród was, nie co prawda Bóg, lecz sławny sługa Boży; znany w dawnych wiekach ze swoich dobrodziejstw całemu Śląskowi; znany Tatarom przez szeroko dymiące kule mszczących płomieni; znany jest i wam, jeśli chcecie wyznać prawdę, ze swoich dobrodziejstw i najobfitszych cudów zbawienia. Tego ja wam chcę zwiastować, Mężowie Wrocławscy; o waszych skarbach u was mowę wszczynam. Spłynie chwała waszego ojca na synów, oby także świętość oraz owa dawna i katolicka nauka, abyście wyrzekłszy się bezbożności i światowych pożądliwości, trzeźwo i sprawiedliwie żyli na tym świecie, oczekując błogosławionej nadziei i przyjścia chwały wielkiego Boga.
Rozpocznę od jego pochodzenia: ten najjaśniejszy dom Odrowążów od was się wywodzi, o Ślązacy, sławny bohaterstwem czynów i prawością obyczajów. Lecz niechaj piewcy tego wieku opowiadają o rzeczach doczesnych, rzeczach znikomych, które nie trwają z Duchem Bożym, bo są ciałem, bo mogą lśnić także w ludziach niegodziwych, w poganach, schizmatykach i heretykach. Kapłanowi Bożemu nie godzi się budować Syjonu na krwi ani z klątwy Jerycha szukać bogactwa i obfitości pochwał. Nie będę tedy wyżebrywał znikąd barw ani szukał kradzionych piór, by przyozdobić ten ołtarz, pod którym relikwie mojego Czesława spoczywają; wydobędę [sławę] z samego popiołu i z samego zarzewia wyprowadzę mój wywód. Jak Feniks rodzi się nie z innego Feniksa, lecz sam z siebie i z samego siebie wyrasta na najpiękniejszego ptaka Wschodu, tak i mój Czesław nie z rodu Odrowążów, lecz sam z siebie znajdzie swoje pochwały i urośnie na wielkiego Czesława, choćby Odrowążem nigdy nie był.
A najpierw ukazuje się sama gorliwość najświętszej religii, którą pałała pierś owego młodzieńca, aby swego rodzonego brata, błogosławionego Jacka, w pełnym biegu na drodze Pańskiej dogonić. Już owy nowy Jakub porwał błogosławieństwo od Ojca Świętego Dominika, już w słodkie szaty, owy ubiór bardzo, bardzo dobry, przyobleczony został przez swoją matkę Rebekę, ową matkę wiary katolickiej, podczas gdy cały Rzym powinszował Północy nowego i drugiego Dominika: nie zniósł tego Czesław ze spokojnym sercem, lecz zapalony świętym ogniem współzawodnictwa, rzucił się i on do stóp św. Dominika i jakby drugi Ezaw, lecz bez nienawiści, bez goryczy Ezawa, natarł z donośnym wołaniem: „Czy masz, Ojcze mój, tylko jedno błogosławieństwo? Błogosław i mnie, Ojcze; pobłogosławiłeś bratu mojemu Jackowi, pobłogosław także i mnie, Czesławowi”. Cóż nasz Izaak? Pobłogosławił i jemu, lecz nie jak Ezawowi niepełnym błogosławieństwem, ale tym samym — tym, o którym wspominał niegdyś Psalmista: Oto jak dobrze i jak miło, gdy bracia mieszkają razem; i namaścił jego głowę olejem radości, który potem spłynął na brzeg jego szaty, jak rosa Hermonu. Zdumiał się ów święty i dostojny stryj, Iwo Odrowąż, widząc obcy habit, mianowicie nędzną tunikę i jeszcze nędzniejszy płaszcz na swoich synowcach, i choć trwał oszołomiony radością, to jednak ronił łzy, z trudem wierząc w to, co pragnął, by było prawdą. Ugrzązł wtedy głos w owych ustach, z których czasami wypływała mowa słodsza niż miód, a między rumieńcem a bladością przemykały różne myśli. Wstydził się, że sławna para braci, jedyna nadzieja jego rodu, popada w skrajne ubóstwo; bladł zaś, lękając się, by od owego wielkiego i heroicznego czynu i zamysłu, z powodu trudności w jego realizacji, umysły owych młodzieńców nie zostały złamane. To pierwsza chwała twoja, o Wielki Czesławie, gdy wybrałeś to życie pełne surowości i trudu, aby zyskać Chrystusa, idąc za przykładem swojego brata, którego nie ambicją, lecz pokorą starałeś się przewyższyć i wyprzedzić.
Podaję drugą [chwałę]. Już wybrany przez Pana jako sługa wierny i roztropny, i ustanowiony nad Jego domownikami, czyż stał się potem złym sługą, który z pijakami pożerałby i pił mienie Pana, a potem, odrzucony przez niespodziewanie nadchodzącego Gospodarza i umieszczony wraz z obłudnikami w swojej drugiej części [losie], tam zostanie wrzucony, gdzie jest płacz i zgrzytanie zębów? Bynajmniej. W swoim czasie dawał domownikom Pana miarę pszenicy. Przychodzę najpierw do stolicy Czech, Pragi, gdzie wznosząc owy klasztor, który zwie się św. Klemensa, uczył w nim Czechów pobożności i świętości życia. O, obyście pamiętali o owej świętej nauce, najdzielniejsi Czesi, nie zmagalibyście się teraz tak bardzo w owej Charybdzie! Jakże spadłeś z nieba, Lucyferze, który wschodziłeś rano? Powalony zostałeś na ziemię, ty, który raniłeś narody, który mówiłeś w sercu swoim: Wstąpię do nieba, ponad gwiazdy Boże wywyższę mój tron. Spadła korona z waszej głowy, o Czesi, biada wam, bo zgrzeszyliście. A zgrzeszyliście wielkim grzechem wtedy, kiedy opuściliście Pana; zbluźniliście Świętemu Izraela, odwróciliście się wstecz. Odeszliście od drogi katolickiej prawdy i zboczyliście na ścieżki wiecznej zguby; owe srebro Mądrości Bożej obróciliście w żużel, a wino winnicy Pańskiej zmieszaliście z wodą. Biegliście dobrze, dopóki krzepkie były wasze kolana, zanim jeszcze ścięgien waszych nóg nie podcięła siekiera heretyckiej przewrotności; natychmiast zaczęliście utykać, gdy oddaliście się w urwiste i bezdrożne przepaście herezji.
Opamiętajcie się, odstępcy, wróćcie synowie do Ojców, wróćcie uczniowie do dawnych Mistrzów: Wojciecha, biskupa waszego, i Czesława, Kaznodziei. Upadnie ta Jerozolima i Juda upadł, bo język ich i wymysły ich są przeciwko Panu, by prowokować oczy Jego majestatu. Zostanie zdjęty ów wasz płot Hercyński, którym się szczycicie, i wydani będziecie na łup; zburzony zostanie wasz mur i będziecie na podeptanie. Zamiast owych metali i żył złota oraz srebra wyrosną kamienie, głogi i ciernie, a owe domy wasze, wielkie i piękne, będą bez mieszkańca. Dziesięć bowiem morgów winnic da jedną flaszę, a trzydzieści korców ziarna siewnego da korce trzy. Szczycisz się, o Czechio, swoim żubrem, który wyprawia ci igraszki, gdy podczas polowania opróżnia pęcherz, który obszerny ma zawieszony na szyi pod żuchwą, i uciekając, obryzguje psy bardzo gorącą wodą, niszcząc im sierść i skórę. Naśladuj, o nędzna, to zwierzę, które Pan Bóg twój ci dał, i owe psy piekielne, które prześladują twoją duszę, odpędź od siebie; odpędzisz zaś najłatwiej, jeśli nie będziesz letnia, lecz zapalona ogniem miłości wyrzucisz w pysk owym psom wiarę, którą otrzymałaś na chrzcie, i nie będziesz dłużej służyć owym molosom czy Cerberom, z których rąk, jakby od miecza, wyrwał cię Pan. Wtedy nie będziesz jak uciekająca łani i jak owieczka, lecz będziesz jak lew, którego herbem się szczycisz; kiedy zaryczysz, kto się nie zatrwoży? Została niegdyś zburzona Niniwa za sprawą kazania Jonasza, zburzona, wywrócona. Jak? pytasz: gdy obaliła i wywróciła najgorsze i najniegodziwsze obyczaje swoje i powróciła do niewinności i sprawiedliwości: obal i ty tę twoją Babilonię, pęczniejącą w pysze owej heretyckiej nierządnicy, a zmiłuje się nad tobą Pan. Niech owe bestie, które przebywają w tobie, zamieszkają w czeluściach piekła; niech owe strusie i kosmacze tam skaczą, niech odpowiadają puchacze w domostwach Otchłani, a owe Syreny w świątyniach Odstępców. Ty zaś proś o nowe imię od Pana, abyś mogła zwać się miastem wiernym, grodem sprawiedliwego. Trzeba jednak, abyś wypaliła do czysta swój żużel i zawstydziła się z powodu bożków, którym aż po dziś dzień składałaś ofiary. Wstydź się z powodu ogrodów, któreś sobie, nędzna, wybrałaś; wierz mi, odkupi cię Pan w sądzie jak drugi Syjon, i powiesz owego dnia: Wysławiać Cię będę, Panie, bo choć rozgniewałeś się na mnie, odwrócił się gniew Twój i pocieszyłeś mnie.
Lecz wracam do mojego Czesława. Był on niczym chmura: raz tę, raz ową Prowincję najzbawienniejszym deszczem zraszał. Z Czech przeto przyszedł do Polski; Polski, powiadam, mojej najłaskawszej matki, którą wraz ze świętym Jackiem uczył najsłodszych i najbardziej nieskazitelnych nauk. Szczęśliwa wydawała mi się wtedy Polska, gdy wisiała na ustach dwóch najwymowniejszych Braci, chciwymi uszami łowiła owe słowa słodsze od wszelkiego miodu, a dusze swoich mieszkańców niebiańskim pokarmem codziennie pokrzepiała. Nie samym bowiem chlebem żyła wtedy, lecz każdym słowem, które pochodziło z ust Bożych. Wtedy Polska uważała swoją własną Polskę za pustynię i wzdychała do owej ziemi obiecanej, której ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało. I zaiste, jeśli jesteśmy prawdziwymi chrześcijanami i szczerze rozmyślamy o owej ziemi miodem i mlekiem płynącej, nie znajdujemy niczego, co mogłoby nas w tym życiu zachwycić; dostrzegamy zaś, że wszystkie nasze pragnienia umieszczone są po śmierci w drugim życiu. „Jeśli należy pogwałcić prawo, to należy je pogwałcić dla zdobycia władzy” — mawiał ów [Cezar]; powiem i ja coś podobnego: Jeśli należy odwołać z wygnania owe słowa: „Moje”, „Twoje”, należy je odwołać, gdy chodzi o Królestwo niebieskie; w innych sprawach łatwiej pogodzę się z odmową; w innych sprawach chętnie pójdę za Platonem, lecz w tej jednej sprawie żądam wyjątku, chcę wołać, a wręcz głośno krzyczeć. Nie ze względu na bestie, nie ze względu na zwierzęta, nie z powodu gwiazd ani Planet Królestwo niebieskie zostało od wieków stworzone, lecz dla człowieka; bez niego po cóż warto było się rodzić? Po cóż posiadać tyle Królestw i Prowincji? Po cóż być znanym wrogom nie z pleców, lecz z mężnej piersi? Po cóż słyszeć o sobie jako o jedynych, naprawdę jedynych obrońcach wolności na całym świecie? Po cóż wreszcie cały świat zyskać, a na swej duszy ponieść szkodę? Na cóż się zda, proszę, zbierać owe śmieci z owego śmietniska świata? Na cóż wtrącać w niewolę ludzi najbardziej wolnych? Na cóż wreszcie być Królem Królów, jeśli będziemy wygnańcami z owej złotej nieśmiertelności, od owego nektaru i ambrozji bogów? Poznała ową błogosławioną ziemię, owo królestwo aż do zazdrości najobfitsze, szlachetna para Braci: Jacek i Czesław; i nie chcieli sami napawać się owymi nieśmiertelnymi rozkoszami, prowadzili i innych — nie oni jednak, lecz łaska Boża z nimi — na owe uczty i namawiali, aby zasiedli przy owym błogosławionym stole i upajali się owym strumieniem wiecznej rozkoszy. Nakłaniali więc słowami umysły i koili serca swoich Polaków, mówiąc:
Sławny narodzie Północy, słuchajcie słów braci waszych, które Pan nakazał nam złożyć w waszych sercach. Spodobało się Bogu na wysokościach powołać i was do poznania swojego Syna — was, którzy niegdyś chodziliście w ciemnościach i cieniu śmierci, powołać do wielkiego światła. Radujcie się przeto przed Nim, jak ci, którzy radują się w czas żniw, jak radują się zwycięzcy po zdobyciu łupu, gdy dzielą zdobycz. Bogactwa waszych żniw znane są całemu światu: jak niegdyś Egipt był żywicielem Rzymu, tak wasza Polska jest żywicielką nie tylko Rzymu, lecz i Francji, Hiszpanii, Anglii, Szwecji, Szkocji oraz Irlandii. Jak przeto radujecie się, gdy gromadzicie zboże w waszych spichlerzach, tak radujcie się i weselcie, gdy nasienie słowa Bożego pada do waszych serc, a wzszedłszy, wydaje owoc stokrotny, tak iż wiara i pobożność wasza głoszona jest na całym świecie. Czyż nie słyszycie owego waszego Izaaka, mianowicie Biskupa Rzymskiego, który poczuł woń waszych szat i zawołał: Oto zapach moich synów jest jak zapach pola pełnego, któremu pobłogosławił Pan? Trzymajcie przeto to, co macie, i obyście trzymali na wieki, aby kto inny nie wziął korony. Radują się zwycięzcy po zdobyciu łupu, gdy dzielą zdobycz; i wam nie jest obca taka radość, o Polacy, którzy tyle trofeów wznieśliście z barbarzyńskich wrogów i stoczyliście więcej wojen, niż inni w ogóle słyszeli. Lecz pomyślcie i o innej [wygranej] i miejcie nadzieję, że poddacie owych książąt ciemności pod wasze stopy, tak byście mogli mówić: Panie, oto i złe duchy są nam poddane; stąpamy po żmii i bazyliszku, depczemy lwa i smoka. Nie tarczami bowiem, włóczniami czy mieczami możecie być straszni owym zausznikom ciemności, lecz zbroją wiary, hełmem zbawienia i mieczem słowa Bożego. Wyśmieje ów wróg wasze włócznie i nie przepędzi go łucznik; kamienie waszych proc obróciły się bowiem dla niego w słomę. Ogniem trzeba uzbroić prawicę i przerazić owego lwa piekieł — mianowicie owym ogniem miłości, którego ani iskry ów niebiański odstępca nigdy nie posiadał; gdyby go bowiem miał, nigdy nie spadłby z nieba. Był on wprawdzie pieczęcią podobieństwa [Bożego], pełen mądrości i doskonały w piękności, w rozkoszach raju; każdy drogocenny kamień był jego okryciem: krwawnik, topaz i jaspis, chryzolit, onyks i beryl, szafir, karbunkuł i szmaragd, a złoto było kunsztowną jego ozdobą, i oprawy dla nich zostały przygotowane w dniu, w którym został stworzony. Lecz tylko przygotowane; owe oprawy nie zostały bowiem wypełnione klejnotem i karbunkułem miłości. Ponieważ przeto były puste i trąciły próżnością, zostały rzucone na ziemię i wydane przed oczy ludzi, aby ci mądrzeli z cudzego niebezpieczeństwa i mówili: Czyż tak bardzo rozgniewałeś się, o Panie, na owych szlachetnych, owych pierworodnych Twoich synów, że ci, którzy przechadzali się pośród ognistych kamieni, a pod stopami widzieli niebo, słońce i gwiazdy, teraz jako wygnańcy — ach, nędzni, po trzykroć i czterokroć nędzni! — zostali strąceni do najstraszniejszego więzienia? Ciśnie się na usta okrzyk: Jakże okrył Pan w swym gniewie mrokiem Córkę Syjonu, rzucił z nieba na ziemię chwałę Izraela i nie wspomniał na podnóżek nóg swoich w dniu swego gniewu! O nierozsądni Aniołowie, któż was urzekł?
Wy przeto, którzy teraz, o bracia nasi najdrożsi Polacy, stoicie, baczcie, abyście nie upadli. Wstąpiliście na górę Syjon, górę zbawienia wiecznego, opokę wiary, kolumnę stałości, Kościół Rzymski Katolicki. Jeśli jakiekolwiek nawałnice wiatrów zaszumią i spróbują was z tak bezpiecznego stanowiska strącić, bądźcie mężami, o Polacy, umacniajcie się i bądźcie silni, ani nie dawajcie wrogom z siebie bez krwi i potu łatwych łupów. Przyjdą kiedyś Syreny do was (o nieszczęsne czasy!), mianowicie owe krwawe herezje i oszustwa. Nie będą wam śpiewać owych pieśni, które niegdyś śpiewały Ulissesowi: O ozdobo argolidzka, czemuż nie zwrócisz rufy, Ulissesie, abyś mógł uszami usłyszeć nasze śpiewy?, lecz owe: że niebo stoi otworem przed największymi hultajami, że przeto należy dać rozbrat z cnotą, pobłażać brzuchowi i zachciankom — i inne tym podobne pioseneczki będą wyśpiewywać waszym uszom owe słowiczki. Bądźcie trzeźwi, czuwajcie i nie wierzcie — to są ścięgna mądrości. Pod owym słodkim pokarmem kryje się haczyk i trucizna, w cieniu owych skał zasiada z łodzią arcypirat. Ów najbrudniejszy, najbardziej znienawidzony przez Boga i ludzi pokój konfederacji jest okrutną wojną, ów spokój jest koniem trojańskim, który jeśli nadal będziecie zbyt łatwowierni, kopytami swoimi powali tę waszą najpiękniejszą ojczyznę, i nie tylko ojczyznę, lecz i dusze wasze okryje wieczną hańbą — owe dusze, za które Pan nasz Jezus Chrystus przelał swoją krew, cenniejszą od złota. To i wiele innych rzeczy mówili do swoich rodaków i napełniali ich umysły boskimi przykazaniami; radowała się zaś Polska i śpiewała swojemu Panu z Psalmistą: Jakże słodkie są dla mojego podniebienia mowy Twoje, słodsze niż miód dla ust moich. Pochodnią dla stóp moich jest słowo Twoje i światłem na moich ścieżkach. Przysiągłem i postanowiłem przestrzegać wyroków sprawiedliwości Twojej.
Chciałbym jeszcze oprowadzić owych bliźniaczych braci, Jacka i Czesława — prawdziwych prowincjałów, przełożonych Polski, prawdziwych i najsłodszych kaznodziejów i prawdziwie w świecie jeszcze najsławniejszych, z których jeden został zaliczony do kolegium kanoników krakowskich, drugi zaś dany kolegium kanoników sandomierskich jako tzw. kustosz — po owym rozległym ludzie królewskim, władającym od Morza Bałtyckiego aż po Euksyn [Morze Czarne]. Lecz pociąga mnie za ucho wasz Śląsk, o Ślązacy, i upomina: „Kiedy do nas, o Fabianie, przyjdziesz z naszym Czesławem? Czechy i Polskę przemierzasz, a o Śląsku milczysz”. Dobrze upominacie, Ślązacy, przeto przychodzę czy też wracam do was. W waszym Śląsku, krainie niezwykle żyznej, osiadł na stałe błogosławiony Czesław; nie po to jednak, by tuczyć brzuch albo obfitością waszej ziemi nadużywać do zbytku, lecz aby dusze wasze rodzić dla Chrystusa, zrodzone nosić od łona [matczynego], wychowywać i niby piastunka na swoim łonie pieścić. Gdybyś przybył wtedy na Śląsk, przysiągłbyś, że Raj Boży przeniósł się na Śląsk, tak obfitował we wszelkie dobra, gdy swojego Czesława trzymał w swych objęciach. Głosił kazania w owej prowincji bardzo często i niczym maluczkim dawał napój z mleka, czasem zaś stałym pokarmem żywił dojrzalszych synów, stawszy się wszystkim dla wszystkich: dla maluczkich maluczkim, dla mądrych niebezrozumnym.
Moi Sarmaci dawnym porzekadłem nazywają Biskupa Wrocławskiego Złotym ze względu na blask i obfitość dochodów. Wtedy naprawdę złoty był ów Biskup, gdy miał w swojej diecezji Czesława Kaznodzieję, którego chwała była w Ewangelii. Kornelia, matka Grakków, pewnej rzymskiej matronie, obnoszącej się na szyi swoimi naszyjnikami, pokazała swoich synów wracających ze szkoły do domu, dodając: „To są moje: złoto i klejnoty, którymi się szczycę i które najchętniej pokazuję”. A biskup katolicki, ów niebiański swat, ojciec i matka dusz naszych, za złoto i perły uważać będzie drogocennych Kaznodziejów, jeśli będzie mądry; to będzie jego skarb, to będzie jego złoto i srebro. Słuchajcie głosu samej Mądrości, mówiącego o wartości Mądrości: Lepsza jest mądrość niż siła, a mąż roztropny niż mocny. Słuchajcie więc, Królowie, i rozumiejcie; uczcie się, Sędziowie krańców ziemi! Nadstawcie uszu wy, którzy władacie tłumami i chlubicie się wielością narodów, gdyż władza została wam dana od Pana, a moc od Najwyższego. Pyrrus, król Epirotów, choć był niezwykle wojowniczy i zarówno swój czas wolny, jak i zajęcia poświęcał orężowi, niemniej swojemu mówcy Kineaszowi [Cineasowi] tyle przypisywał, że chwalił się, iż więcej miast zdobył dzięki niemu niż przez machiny wojenne. Szukajcie takich Kineaszów, lecz duchownych, o Biskupi, a łatwo poddacie świat w posłuszeństwo Chrystusowi. A musicie ich szukać, bo jeśli nie będziecie szukać, już po was, zginęliście. Biada wam bowiem, jeśli nie będziecie głosić Ewangelii; nie jest to bowiem dla was chlubą, lecz spoczywa na was obowiązek. Jeśli czynicie to chętnie, będziecie mieli zapłatę; jeśli zaś niechętnie, powierzono wam szafarstwo. Nie powinniście pomijać niczego pożytecznego w głoszeniu ludom waszym i nauczaniu ich publicznie oraz po domach. Jesteście dłużnikami i mądrych, i bezrozumnych, to znaczy, jak wyjaśnia Grzegorz Wielki, powinniście nie tylko gorliwie karcić grzeszników, lecz także czuwać nad sprawiedliwymi, aby nie upadli. Pilnujcie czytania, zachęcania i nauki, abyście wy, którzy jesteście Nauczycielami Kościołów, byli mocni do głoszenia, upominania, błagania i karcenia.
Wiem, co powiecie: „Mamy inne sprawy, którymi się zajmujemy, i nie możemy sami nauczać ludu”. Czyż próżnowali owi najświętsi Pasterze: Grzegorz, Leon, Augustyn, Ambroży, Jan Chryzostom, Bazyli, Grzegorz z Nazjanzu i inni, którzy przecież gorliwie głosili słowo Boże w Kościele? Pisali księgi, i to słynące erudycją oraz wymową, rozstrzygali spory i zatargi wiernych, a jednak głosili kazania. Narzucili bowiem sobie ową konieczność mężowie apostolscy i nie tak łatwo pobłażali sobie, wiedzieli bowiem, że wszelka dyspensa jest raną zadaną prawu. Słuchajcie Biskupa Galii, św. Hilarego, owego najmocniejszego muru i przedmurza Kościoła galijskiego: „Z konieczności mojego starania i obowiązku, ja, Biskup Kościoła, winien jestem pełnić tę posługę głoszenia Ewangelii”. Słuchajcie i owego drugiego, Nauczyciela Królów i Cesarzy, Ambrożego, Biskupa Mediolanu, z wielką powagą grzmiącego w swoim dziele O powinnościach: „Nie możemy uchylić się od obowiązku nauczania, który na nas, wzbraniających się, nałożyła konieczność kapłaństwa”. Na próżno więc zasłaniacie się owymi waszymi zajęciami; jeśli zaś tym uporczywiej powoływać się będziecie na krzesło kurulne i togę senatorską, baczcie, aby nie sprawdziło się na was owe powiedzenie pewnego ogrodnika: „Gdy senator zostanie potępiony, jakże zbawi się biskup?”, oraz owe pewnego z mnichów: „I senatora zgubiliście, i mnicha (czyli biskupa) nie znaleźliście”.
Lecz powołają się na św. Flawiana, biskupa antiocheńskiego, nauczającego w Antiochii przez owe złote usta, mianowicie św. Jana Chryzostoma; i na owego św. Waleriusza, biskupa Hippony, siejącego w Hipponie ziarna słowa Bożego przez ów cud Mądrości, św. Augustyna; i na owego Wielkiego Kardynała Stanisława Hozjusza, Biskupa Warmińskiego, jedyną twoją gwiazdę, o Krakowie, przemawiającego przez różnych kapłanów; sam bowiem gdy chciał trudzić się w tej boskiej sprawie i parokrotnie próbować, zdawało mu się, że czyni to wbrew Minerwie, czyli wbrew własnemu uzdolnieniu. Zgadzam się z wami powołującymi się na to i ową zastępczą pracą niezupełnie gardzę. Bóg Trzykroć Największy dał wam współpracowników, którzy w swoich czasach podparli walący się dom Świętego Kościoła Bożego. I nie był płonnym wieszczem papież Honoriusz, który widział bazylikę laterańską walącą się od fundamentów, już, już mającą upaść, gdyby dwaj pewni Bohaterowie nie podłożyli ramion: św. Dominik i Franciszek, stawszy się nowymi Atlasami owego przybytku Kościoła. Jeśli zaś tak jest, że przez owych robotników uprawiana jest winnica Pańska, przez owe woły młócone jest klepisko Pańskie — błagam was, Biskupi, miłujcie współpracowników waszych jak braci, czcijcie jak Apostołów Chrystusowych, nie zawiązujcie gęby wołom młócącym ani nie kładźcie przeszkody Ewangelii Bożej. Wspaniały niech będzie dwór wasz, lecz niech wspaniałość jego pochodzi od Kaznodziejów, a nie od tej, którą próżność owego nikczemnego wieku pożycza od złota i srebra; towarzystwem mężów uczonych się radujcie, nie Myśliwych czy Ptaszników; oręż posługi waszej niech nie będzie cielesny, lecz mocny w Bogu do zburzenia twierdź i wszelkiej wyniosłości, która podnosi się przeciwko poznaniu Boga; podbijajcie wszelki umysł w posłuszeństwo Chrystusowi — czy to umysły Królów, którzy wysoko postawieni rzadko myślą o tym, co pokorne; czy Filozofów, których umysł często ginie wobec wiedzy, którą posiada w swoich myślach; czy Ateopolityków [polityków bez Boga], którzy całe szczęście umieścili w brzuchu i w tym, co należy do bydła; wszystkie wreszcie przeciw Bogu wierzgające umysły, czy to z niewiedzy, czy ze złości, w posłuszeństwo Bogu niby pod jarzmo poddawajcie: na to bowiem zostaliście ustanowieni, abyście to czynili, a nie co innego. Niech to będzie waszą chwałą, świadectwem waszego sumienia: abyście budowali, abyście sadzili, lecz wpierw wyrywali i wykorzeniali złe kiełki występków; i abyście byli nienagannymi robotnikami w winnicy Pańskiej — albo takimi, jakim był Czesław, który za dni swoich podobał się Bogu i ludziom. I choć Apostoł uważał za rzecz najmniejszą być sądzonym przez ludzi czy przez ludzki dzień, to jednak jakże może być przez Balaama przeklęty ten, komu pobłogosławił Pan? Pobłogosławił zaś w znakach i cudach największych, które przez niego sprawił.
Zdarzyło się, że pewien chłopiec wpadł do wody, pod którą potem bez życia, przez osiem dni bez czucia i bez ruchu leżał. Rzecz ta była zakryta przed matką, która wierzyła, że chłopiec został skradziony, nie widząc go ani żywego, ani martwego. Lecz gdy ciało zostało wyrzucone przez wodę na brzeg, matka owego chłopca stała się drugą Hekubą, wielce zasłynąwszy ze swych skarg i lamentów:
ὦ τέκνον, τέκνον, αἰαῖ, δυστάνου ματέρος, τίνι μόρῳ θνῄσκεις, τίνι πότμῳ κεῖσαι;
O synu, synu nieszczęsnej Matki, jakimż losem umierasz, w jakimż nieszczęściu leżysz?
I już gotowała się wypowiadać rzeczy jeszcze straszniejsze i wraz z Hiobem zaczynała żałobną pieśń: Niech przepadnie dzień, w którym się urodziłam, i noc, w której rzeczono: Poczęty jest człowiek! Dzień ów niech obróci się w ciemność, niech nie szuka go Bóg z wysokości! — gdy oto z nieba nadeszło nowe światło, św. Czesław, który owej matce lamentującej i na próżno wzywającej na świadków niebiosa i gwiazdy, oddał żywego syna, przemawiając do niej owymi najsłodszymi słowami Zbawiciela: Nie płacz, oraz owymi: Idź, syn twój żyje. Lecz nie na jednym trofeum poprzestał błogosławiony Czesław: więcej łupów zdobytych na ludzkich wrogach — Śmierci, Chorobach, Nieszczęściach i Rozbiciach Okrętów — zawiesił Bogu Najlepszemu i Największemu. Trzech innych zmarłych przywrócił znowu do zażywania tego życia, jednego zaś młodzieńca wyrwał rzece Odrze, gdy ten już, już miał zatonąć. Gdy owym cudom i znakom przypatrzył się ów zabójca od początku, krwawy zbójca, tyran piekieł, osłupiał — jak wierzę — i gorąco podziwiał owego niezwykłego, nowego Eliasza czy Elizeusza, któremu Pan powierzył klucz do piekieł i grobów oraz najjawniejsze znamię łaski Bożej (którego on sam nigdy nie nosił, choć wieloma znakami olśniewał oczy śmiertelnych). I nie mogąc dłużej trawić w sobie owego jadu zazdrości, którym płonął przeciw słudze Bożemu, wypluł go wtedy, gdy owych łupieżców świata — mianowicie Tatarów — przyprowadził od Dniepru aż pod Wrocław; owych Tatarów, którzy ani praw nie znoszą, ani się niczego nie lękają, lecz gromadząc łupy, żyją z rozboju; Tatarów, ową latorośl przeklętego już Jakuba, przesiedloną przez królów Babilonu do pustynnych ziem Wielkiej Azji; Tatarów bez prawa, bez Króla, bez Boga, bez Kapłana — bezbożnych, okrutnych, krzywoprzysięzców, synów Beliala. Tych to, jako najpodobniejszych do siebie i swoich najgorszych obyczajów, pchnął aż na Śląsk; bogaty łup ukazuje obrosłym w skrajną nędzę, wykwintne stoły obiecuje wycieńczonym przez blady głód, ukrywając w duszy owe przyczyny wielkiego gniewu: zawiść i zazdrość wobec Czesława, którego pomyślność oraz sprawy dobrze i świetnie przeprowadzone pragnął tą klęską zakłócić, a lud chrześcijański przywieść do bluźnierstw (którą to muzyką ponad wszystko się rozkoszuje), by prosto w twarz złorzeczyli Bogu i Czesławowi, słudze Jego.
Niezwykle częsty jest ten jego podstęp, którym w nienawiść i wściekłość zwykł podburzać pospólstwo przeciwko sługom Bożym. Tak ongiś podburzył pogan, aby wszelkie klęski publiczne chrześcijanom przypisywali: wojny, zarazę, głód — do tego stopnia, że ich niby ofiary przebłagalne zabijali w tym celu, by oburzenie i gniew bogów dzięki tym ofiarom łagodniał. Lecz i w tych naszych czasach nie zapomniał swego dawnego fortelu ów niegodziwiec. Jeśli bowiem jakiekolwiek zło przyjdzie czy to na Anglię, czy na Polskę, na ustach wszystkich jest: że rzymscy [katolicy] są winni, że kapłani dali powód owym nieszczęściom, że należy ich ze świata usunąć, do porządku przywołać, wypędzić na wygnanie, odmówić im wody i ognia. To samo chciał uczynić błogosławionemu Czesławowi i przerwać ów najpiękniejszy bieg Ewangelii, którym podążał; owemu złotemu potokowi postawić tamę, zamienić pokój na wojnę, aby owi ludzie chrześcijańscy nie wypatrywali już Czesława oczami, nie wisieli już u ust jego, lecz krzyczeli: „oręż, oręż!”, lecz służyli Bellonie, lecz służyli Marsowi. Zważcie przeto i zdumiejcie się, co uczynił.
Oto lud nadchodził z ziemi Wschodu i naród wielki powstał z krańców ziemi; chwycił za strzałę i tarczę, okrutny jest i nie zlituje się, głos jego zahuczał jak morze, i dosiadł koni, gotowy jak mąż do boju przeciwko Czesławowi. Usłyszał nędzny Śląsk wieść o nim, opadły jego ręce, ucisk go ogarnął, boleści jak u rodzącej. Nie wychodźcie na pola i nie chodźcie po drodze, albowiem miecz wroga, trwoga dokoła! Już wstąpili na mury moi Wrocławianie, aby ponieść piękną śmierć przez rany; lecz oto gdy ujrzeli wojsko Tatarów niezliczone, strach i drżenie przyszły na nich i nic już nie mogli powiedzieć, albowiem naród ciągnął na ich ziemię, mocny i niezliczony — zęby jego jak zęby lwa, a trzonowe jego jak młodego lwa. I już wszyscy mówili ostatnie żegnaj, żegnaj ostatnie swojej najsłodszej Ojczyźnie, mniemali, że ostatnie słońce świeci dla Wrocławia, i o ciężkiej niewoli Saracenów, o więzach i pętach oraz o innych rzeczach, o których zwykli myśleć niewolnicy, rozmyślali — gdy oto nowe światło ukazało się ich oczom. Powstał bowiem drugi Mojżesz, nasz Błogosławiony Czesław, który powstrzymał prawicę rozgniewanego Boga i błyskającą włócznię powściągnął modlitwą; i nie puścił Pana, gdy Ten chciał się srożyć przeciwko ludowi swojemu, dopóki się nie zmiłował. Gdy trwogą przerażone było miasto wasze, o Obywatele Wrocławscy, gdy żałoba wszędzie, trwoga wszędzie i wszechobecne oblicze śmierci stawało przed oczami — bezkrwawej Ofierze oddawał się wtedy mój Czesław, a składając owego Baranka zabitego od założenia świata, Chrystusa Pana (Ofiarę ową, o której wiedział, że podobać się będzie Bogu bardziej niż młody cielec wypuszczający rogi i kopyta), takie, pełne skarg i łkaniem przerywane, wylewał słowa.
Czyż więc, Panie, przyjdą poganie do dziedzictwa Twojego i zanieczyszczą świątynię świętą Twoją, a Nową Jerozolimę Twoją, zstępującą z nieba, obrócą w budkę w sadzie? Czyż więc, Panie litościwy i miłosierny, rzucone będą trupy sług Twoich na pokarm ptakom niebieskim, ciała świętych Twoich — owe świątynie Ducha Świętego Twojego, którego wylałeś na nas obficie — zwierzętom ziemi? I wylana będzie krew sług Twoich jak woda wokół Jerozolimy, a nie będzie nikogo, kto by nas nędznych pogrzebał? Powstań, Panie, i osądź sprawę Twoją, abyśmy nie stali się pośmiewiskiem dla sąsiadów naszych, szyderstwem i obelżywością dla tych, którzy są wokół nas. Dokądże, Panie, będziesz się gniewał na wieki, aż zapłonie jak ogień gorliwość Twoja? Wylej raczej gniew Twój na pogan, którzy Cię nie poznali, i na królestwa, które imienia Twojego nie wzywały! Łzami tymczasem zraszał policzki i ołtarze, przy których stał, i wołał z całego serca do Pana, Boga naszego. Cóż Pan? Rozbił obóz Asyryjczyków i starł ich Anioł Pański. Za dni mojego Czesława cofnęło się Słońce — ogień mianowicie, któremu z natury właściwe jest wznosić się w górę, zstąpił w dół i uderzył w srogie oblicza lwów, tak iż ci, których dotąd walka była pozorowana ucieczką, rzucili się do prawdziwej ucieczki. Kula ognista wstąpiła najpierw nad głowę odprawiającego Świętą Ofiarę Czesława, wskazując i okazując jego świętość; ta zaś, nie zwlekając długo, pospieszyła na pomstę wrogom; a gdy spadła na wojsko Tatarów, krążyła ta złowroga falarika i rażąc w twarz, pożerała ich. Wtedy mocarzy Moabu ogarnęło drżenie, skostnieli mieszkańcy Filistei. Rabusie stali się łupem; ci mogli stać się łupem, którzy przez buchające ogniem kule częściowo zostali spaleni, częściowo rozproszeni. Wyszedłszy przeto Ślązacy ze swego Miasta, podjęli pieśń i rzekli: „Jakże ustał ciemiężca, ucichł haracz? Złamał Pan kij bezbożnych, laskę władców, bijącą ludy w oburzeniu plagą nieuleczalną, poddającą w furię narody, prześladującą okrutnie. Oto uspokoiła się i ucichła, ziemia nasza spoczęła i wykrzykuje z radości; jodły nasze także radują się z ciebie i cedry Libanu: «Odkąd zasnąłeś, nie przychodzi ten, kto by nas ścinał»”. Tak oni. Lecz raz po raz Czesława swego oczami szukali, imię jego mieli na ustach, chwałami pod niebiosa wynosili. A on rzekł: „Pana Boga wielbijcie i Jego wywyższajcie, który sam uczynił cuda wielkie. Nie nam, Panie, nie nam, ale imieniu Twemu daj chwałę! Wy zaś, moi przyjaciele, módlcie się także za owych wrogów, aby powrócili do człowieczeństwa i poznali jedynego Boga i Tego, którego posłał na ziemię, Jezusa Chrystusa”. I nie była próżna modlitwa owego chrześcijańskiego ludu, a zwłaszcza Czesława. Jak bowiem gdy Szczepan schylał się ku ziemi, podniósł się z ziemi powalony wcześniej Paweł („Gdyby bowiem Szczepan się nie modlił, Kościół nie miałby Pawła” — powiada ów wielki Biskup Augustyn), tak gdy Czesław skłonił swoje serce, wielu Tatarów powstało z ziemi niewiary i oddało swoje imiona Chrystusowi w chrzcie; i zamieszkały jednomyślnie wilki z barankami, a cielęta i lwy razem się pasły. Tyle o Tatarach.
Cóż mam przytaczać inne jego znaki i cuda? Cóż owego ducha Proroków, którym z nieba natchniony, przepowiedział wiele przyszłych wydarzeń, jakby oglądał je jako obecne w owym zwierciadle wieczności? O nowa mądrości, której świat nie poznał, która nigdy nie zstąpiła do owych pałających wiedzą serc, pożądana była wielokrotnie, a nigdy nie posiadana, nigdzie nieznaleziona, jak tylko u ludu Bożego, ludu nabytego, narodu świętego, królewskiego kapłaństwa! Ten klejnot rodzi się tylko w chrześcijańskim morzu, morzu czerwonym — mianowicie purpurowym od krwi Jednorodzonego od Ojca; poza tym Oceanem go nie znajdziesz. Na próżno biegniesz do owych popękanych cystern, do trójnogów Apollina, do bezbożnych wieszczów, o których wszystkich razem i o każdym z osobna możesz swobodnie powiedzieć to, co niegdyś Tyrezjasz:
Ὅστις μαντικῇ χρῆται τέχνῃ, μάταιος.
Kto posługuje się sztuką wieszczenia, jest głupcem.
Głupi byli ci, którzy się nią posługiwali — cóż bowiem od ojca kłamstwa mogli czerpać, jeśli nie kłamstwo? Powszechnie znane jest zaś to, co ustami Zbawiciela naszego zostało wypowiedziane: Jeśli ślepy ślepego prowadzi, obaj w dół wpadną. Nie takich Proroków ma Chrystus Pan, lecz Izajasza, Jeremiasza, Malachiasza; Amosa miał niegdyś, a teraz Czesława, którego wszystko, co wypowiedział proroczymi ustami, spełniło się.
Pomijam wyjątkową jego skuteczność w odpędzaniu rozmaitych chorób od ludzkiego ciała: jakaś uzdrawiająca moc zdawała się tkwić w jego modlitwie, gdy na jego rozkaz, w imię Pana JEZUSA Chrystusa, uciekały gorączki. A cóż, gdy przeprawiał się przez rzeki bez mostu i bez statku, na swoim płaszczu? Już wtedy jego ciału ową właściwość zwinności i subtelności, której po zmartwychwstaniu wszelkiego ciała się spodziewamy, dał Bóg Wszechmogący i pokazał, że ciało nie będzie już więcej takie, które obciążałoby duszę, lecz takie, które byłoby posłuszne umysłowi, umysłowi błogosławionemu i szczęśliwemu. Gdybyś widział, o najuczeńszy Orygenesie, naszego Czesława żeglującego po rzekach w ten sposób, jak opisałem, niezbyt zapewne trudno byłoby ci (tyle obiecuję sobie po twoim wykwintnym i najsłodszym umyśle) przebić obeliskiem twoją naukę o zmartwychwstaniu ciał. Odczułeś ze swoją własną szkodą, że niedorzecznością jest, gdybyśmy w tych ciałach, z którymi teraz jesteśmy zaprzyjaźnieni jak z odzieniem, mieli zmartwychwstać do nieśmiertelności — ową mianowicie ciężkość i, by mówić za Platonem, znowu zamieszkiwać ciemności owego więzienia; by Dionizjusz nie stał się znowu w Koryncie poniewieranym, pozbawionym czci, przytłoczony wiekiem i okryty łachmanami, stoczonym od berła do rózgi nauczycielskiej. Porzuć strach, Orygenesie, a przypatruj się raczej Czesławowi! Oto ten Czesław, który w ciele był podobnie jak ty podległy cierpieniu; widzisz, jak unosi go prąd rzeki, a nie tonie? Widzisz, jak ten rzadki i płynny żywioł pod jego stopami krzepnie w twardą skałę, a znowu topnieje, gdy sprzed stóp Czesława ubywa? Ten sam Czesław zmartwychwstanie i w ciele swoim ujrzy Boga, Zbawiciela swojego — nie w jakiejś kuli niebieskiej czy powietrznej, lecz w tym ciele, które teraz widzieliśmy, lecz wspanialszym dzięki darom niezniszczalności, zwinności, jasności i subtelności.
A teraz, gdy przeniósł się do owego życia błogosławionych i został powołany do niebiańskiej społeczności, zażywa wiecznej chwały w niebie, czyż zapomniał o swoich? Nie był on owym podczaszym Faraona, który Józefa, swojego proroka, tak szybko wyrzucił z pamięci; wspomagał modlitwami raz po raz swój Wrocław i owy dom, w którym wedle ciała spoczywa. W roku 1570 ogień trawił sąsiednie budynki wokół kościoła św. Wojciecha; wszyscy, którzy widzieli ten pożar, mniemali, że owy kościół został przeznaczony i wyznaczony na ofiarę Wulkanowi, że jest przezeń pochłonięty i w żaden sposób nie da się go ocalić. Lecz Błogosławiony Czesław przybył z nieba taki, jaki niegdyś ukazał się w towarzystwie apostolskim wątpiącej w niego zakonnicy; taki, jaki może ukazać się oczom śmiertelnych, i jawnie przez wszystkich widziany był, jak odwracał kule ognia od swojego domu. Nie dziwię się, że owy stary kapłan żydowski Heli spadł z krzesła na ziemię, gdy usłyszał, że Arka Pańska została zdobyta przez Filistynów — gdy oto widzę, jak sami mieszkańcy niebios, obdarzeni wiecznym spokojem, zstępują z owych niebiańskich komnat i przechadzają się pośród kul płomieni, aby dom ten, który czcili na ziemi, gdy wraz z nami oddychali tym śmiertelnym powietrzem, mógł trwać w tej samej czci.
Najbłogosławieńszy Czesławie, pogromco ogni (albowiem i w roku 1585 widzialnie obroniłeś przed ogniem klasztor pobożnych mniszek twojego Zakonu), widzisz te zgubne znaki, ową wściekłość i pochodnie wraz z pociskami zapalającymi niegodziwej herezji luterańskiej, które natarły na twój Wrocław; widzisz i niczym drugi Paweł w Atenach pałasz Duchem, gdy dostrzegasz miasto oddane bałwochwalstwu. Oddal te zgubne kary od murów twoich współbraci, odwróć to wyniszczenie, podpalenie, zburzenie, wyludnienie i spustoszenie, którymi grożą owe ognie wieczne, niegasnące wszystkim, którzy nie uwierzyli w Jezusa Chrystusa i zabrakło im szaty weselnej; aby kiedyś nastał we Wrocławiu jeden pasterz i jedna owczarnia, a twój Śląsk był ziemią jednego języka, gdy postawisz stopy jego na skale, by nie był już dłużej miotany każdym wiatrem nauki [idei]. Niech się stanie, niech się stanie.
Łaciński oryginał kazania o błogosławionym Czesławie
S. Ceslaus.
S I V E
De laudibus eiusdem Sancti,
ORATIO.
Quod olim Apostolus Athenis in Areopago ausus est dicere, o Cives inclyti Vratislavienses, id ego apud vos, absens licet corpore, praesens autem spiritu audebo: Per omnia, scilicet, quasi superstitiosiores vos mihi videri. Praeteriens enim, & videns simulachra vestra, inveni & aram, in qua scriptum est: IGNOTO DEO. Quod ergo ignorantes colitis, hoc ego annuncio vobis. Superstitiosi Athenienses Paulo videbantur, quia eos, quos vt inimicos salutis suae exhorrescere debebant, diligerent vt parentes: quos aeternis, si posset fieri, lachrymis deflere, eos in Deorum numerum, id est, in ipsius beatitudinis sinum referre. Superstitiosi & vos estis Vratislavienses mei, cum perduelles vitae vestrae, istos Haeresiarchas, animarum vestrarum carnifices, amore prosequimini vt amicos, & quorum sortem quia male cecidit (peius enim cecidisse non potuit quisquam, ac ille, qui perpetuis flammis devorandus traditus est) lugere debuistis, istos coelitum numero adscribitis. Multa simulachra construxerunt olim Athenienses, vere simulachra; homines illos, qui latrociniis & sceleribus suis infames, non coelum sed carcerem Orci meruerant: similes vos illis Vratislavienses, cum nebulones illos veneramini, carcinomata & vomicas nostri saeculi, nefarios apostatas, perditissimos transfugas, Lutherum & Melanchthonem, Bucerumque, & caeteros eiusdem farinae, indignos, qui vel semel bene apud vos nominentur. Sed invenio & aram apud vos inscriptam: IGNOTO DEO, invenio scilicet gemmam inter mercimonia vestra pretiosam, thesaurum absconditum in agro vestro; apud vos est, & medius vestrum stetit, quem vos nescitis. Beatus est iste vester, imo & noster Ceslaus ignotus (vt ita dicam) inter vos, non quidem Deus, sed Dei inclytus famulus; notus superiori saeculo per sua beneficia Silesiae universae; notus Tartaris, per ultricium flammarum globos late fumantes; notus est vobis si verum fateri vultis, per beneficia sua, & salutis miracula plenissima. Hunc ego annunciare vobis volo, Viri Vratislauienses, de vestris apud vos thesauris, sermonem instituo. Redundabit parentis vestri laus in filios, vtinam & sanctitas, & illa vetus & Catholica doctrina, vt abnegantes impietatem, & saecularia desideria, sobrie & iuste viuatis in hoc saeculo, exspectantes beatam spem, & adventum gloriae magni Dei.
Ordiar a natalibus illius: Illustrissima domus haec Odrouonziana a vobis est, o Silesii, heroicis facinoribus, & morum integritate insignis. Sed narrent Encomiastae istius saeculi res saeculi, res irritas, quae non permanent cum Spiritu Dei, quia caro sunt, quia relucere possunt & in hominibus nequam, in Ethnicis, Schismaticis, & haereticis. Sacerdotem Dei non oportet aedificare Sion in sanguinibus, nec ex anathemate Hiericho, divitias & opulentiam encomiorum quaerere. Non emendicabo igitur aliunde colores, nec furtivas plumas perquiram, quibus adornem aram istam, sub qua λείψανα Ceslai mei requiescunt, promam ex ipso cinere, & ab ipsa favilla ducam lineam. Vt Phoenix non ab alio Phoenice, sed a se & ex se nascitur, & exsurgit in pulcherrimam alitem Orientis: ita & Ceslaus meus, non a genere Odrouonziorum, sed a se inveniet laudes suas, & in Ceslaum magnum surget, etiamsi Odrouonzius nunquam esset.
Ac primum occurrit zelus ipse sanctissimae Religionis, quo ardebat pectus illud iuvenis, vt fratrem suum germanum, Beatum Hyacinthum, plenissimo cursu in via Domini assequeretur. Iam rapuerat novus ille Iacob a Patre Sancto Dominico benedictionem, iam dulcibus exuviis, vestibus illis valde valde bonis, indutus erat a matre sua Rebecca, matre illa Catholicae fidei, Roma vniuersa gratulante Septentrioni nouum & alterum Dominicum: non tulit Ceslaus id animo aequo, sed sancto igne aemulationis accensus, ruit etiam & ille ad pedes S. Dominici, & quasi alter Esau, sed sine odio, sine felle Esau, irruit clamore vehementi. Num vnam tantum benedictionem habes, Pater mi, benedic & mihi Pater; benedixisti fratri meo Hyacintho, benedic quoque & mihi Ceslao. Quid Isaac noster? benedixit & illi, sed non vt Esau semiplena benedictione, sed eadem, sed illa, cuius meminerat olim Psalmista: Ecce quam bonum, & quam iucundum, habitare fratres in vnum; & vnxit caput illius oleo laetitiae, quod deinde descendit in oram vestimenti eius, sicut ros Hermon. Obstupuit sanctus ille, & grauis Patruus, Iuo Odrouonzius, alienum habitum, vilem scilicet tunicam, vilius pallium in Nepotibus suis conspiciens, & quamuis gaudio staret attonitus, lachrymas tamen voluebat, vix verum credens, quod verum esse cupiebat. Haeserat tunc vox faucibus illis, ex quibus melle dulcior interdum manabat oratio, & inter ruborem & pallorem, cogitationes variae intercurrebant. Erubuerat, quod inclytum par Fratrum, vnica familiae suae spes rueret in extremam paupertatem; pallebat vero metuens, ne a magno & heroico illo facinore & incepto, difficultate rerum gerendarum, mentes illae iuvenum contunderentur. Haec prima adorea tua, o Magne Ceslae, cum vitam istam austeritatis & negotii plenam, vt Christum lucrifaceres, elegisti, secutus exemplum fratris tui, quem non ambitione, sed humilitate superare & anteire sategisti.
Cedo alteram. Iam electus a Domino fidelis seruus & prudens, & constitutus super familiam suam, nunquid postea factus est seruus malus, qui cum ebriosis substantiam Domini deuoraret, & biberet, & postea diuisus a Patrefamilias superueniente, & cum hypocritis secundum partem alteram suam positus, illic conijciatur, vbi est fletus & stridor dentium? Minime. In tempore suo dedit familiae Domini, tritici mensuram. In Bohemiae Metropolim Pragam imprimis venio, ubi illud Monasterium, quod S. Clementis vocatur, aedificans, in eo Bohemos ad pietatem & vitae sanctimoniam, erudiebat. Atque vtinam recordarentur sanctae illius doctrinae, fortissimi Bohemi, non adeo nunc in charybdi ista laborarent. Quomodo cecidisti de caelo lucifer, qui mane oriebaris? corruisti in terram, qui vulnerabas gentes, qui dicebas in corde tuo: In caelum conscendam, super astra Dei exaltabo solium meum. Cecidit corona capitis vestri, o Bohemi, Vae vobis, quia peccastis. Peccatum autem magnum peccastis tunc, quando dereliquistis Dominum; blasphemastis sanctum Israel, abalienati facti estis retrorsum. Abiistis a via Catholicae veritatis, & declinastis in semitas aeternae perditionis; argentum illud sapientiae Divinae vertistis in scoriam; & vinum vineae Dominicae, aqua miscuitis. Currebatis bene quando virebant genua, nec adhuc nervos pedibus vestris succiderat perfidiae Haereticae securis: illico claudicare coepistis, quando in praerupta & avia haereseos praecipitia vos dedistis.
Redite praevaricatores ad cor, redite filii ad Patres, redite discipuli ad veteres Magistros, Adalbertum Episcopum vestrum, Ceslaum Praedicatorem. Ruet ista Ierusalem, & Iudas iste concidit, quia lingua eorum, & adinventiones eorum contra Dominum, vt provocarent oculos maiestatis eius. Auferetur sepes ista vestra Hercynia, qua gloriamini, & eritis in direptionem, diruetur maceria vestra, & eritis in conculcationem. Pro metallis istis, & auri argentique venis, ascendent lapides, vepres & spinae, & domus ista vestra grandes & pulchrae, erunt absque habitatore. Decem quippe iugera vinearum facient lagunculam vnam, & triginta modii sementis, facient modios tres. Gloriaris, o Bohemia, bubalo tuo, qui tibi ludos facit, dum in venatione vesicam exonerans, quam largam infra mandibulam in collo pensilem habet, & aqua calidissima dum fugit, canes aspergit, quorum pilos cutimque absumit. Imitare, o misera, feram hanc, quam Dominus Deus tuus dedit tibi, & canes istos infernales, qui animam tuam persequuntur, a te abige; abiges autem facillime, si non tepida fueris, sed igne accensa charitatis, fidem, quam in baptismo accepisti, in os canum istorum eructaueris, neque vltra seruieris molossis, siue Cerberis istis, de quorum manibus, quasi a framea, eruit te Dominus. Tunc non eris quasi damula fugiens, & quasi ouicula; sed eris quasi leo, cuius stemmate glorieris; quando rugies, quis non pavebit? Euersa aliquando Niniue ad praedicationem Ionae, euersa, subuersa. Quomodo? interrogas: dum subuertit, & euertit pessimos & iniquissimos mores suos, & redijt ad innocentiam & iustitiam: euerte & tu Babylonem istam tuam, tumentem in superbia meretricis illius haereticae, & miserebitur tui Dominus. Habitent bestiae istae, quae manent in te, in antris inferni, struthiones isti & pilosi salient illic, respondeant vlulae in Orci aedibus, & Syrenes istae in delubris Apostatarum. Tu autem pete tibi nouum nomen a Domino, vt vrbs fidelis vocari possis, ciuitas iusti. Sed excoquas, opus est, ad purum scoriam tuam, & confundare ab idolis, quibus usque in hunc diem sacrificasti. Erubesce super hortis, quos tibi misera elegisti; crede mihi, redimet te Dominus in iudicio, sicut alteram Sion, dicesque in illa die: Confitebor tibi Domine, quoniam iratus es mihi, conuersus est furor tuus, & consolatus es me.
Sed redeo ad Ceslaum meum. Vt nubes aliqua fuit ille, nunc hanc, nunc illam Prouinciam saluberrimo imbre irrigabat: ex Bohemia itaque venit in Poloniam; Poloniam, inquam, matrem meam benignissimam, quam vna cum sancto Hyacintho, dulcissimis, iisque integerrimis doctrinis erudiuit. Fortunata mihi tunc videbatur Polonia, cum ex ore dissertissimorum duorum Fratrum dependeret, verba illa omni melle suauiora, auribus auidissimis legeret, animaque incolarum suorum coelesti pabulo quotidie recrearet. Non enim in solo pane viuebat tunc, sed in omni verbo quod de ore Dei procedebat. Tunc Polonia Poloniam suam desertum arbitrabatur, & ad illam terram promissionis, quam nec oculus vidit, nec auris audiuit, suspirabat. Et reuera, si veri Christiani sumus, terramque illam, melle & lacte manantem, serio cogitamus, nihil invenimus quod nos in hac vita oblectare possit; omnia autem desiderabilia nostra, post mortem in altera vita collocata esse cernimus. Si violandum est ius, regnandi gratia violandum est, aiebat ille; dicam & ego aliquid simile: Si revocanda ab exilio illa verba sunt, Meum, Tuum; revocanda sunt, si de Regno caelesti agitur; caeteris in rebus, aequius repulsam tulero; caeteris in rebus, non gravatim Platonem sequar, hac in re sola exceptionem postulo, volo clamare, imo vociferari. Non bestiarum, non animalium gratia, non stellarum, non Planetarum causa, Regnum caeleste ab aeterno conditum est, sed homini; absque illo quid erat operae pretium nasci? quid, tot Regna & Provincias habere? quid hostibus non tergo, sed forti pectore notos esse? quid libertatis vindices in toto Orbe vnicos, vere vnicos audire? quid denique totum mundum habere, animae autem suae detrimentum pati? Quid iuvat, obsecro, istas quisquilias ex isto mundi sterquilinio colligere? quid in servitutem liberrimos homines conijcere? quid denique Regem Regum esse, si extorres fuerimus ab illa aurea immortalitate, ab illo nectare & ambrosia Deorum? Agnouerunt beatam istam terram, Regnum istud vsque ad inuidiam opulentissimum, par nobile Fratrum, Hyacinthus & Ceslaus; nec soli volebant immortalibus istis deliciis perfrui, ducebant & caeteros; non illi autem, sed gratia Dei cum illis, ad epulas illas, suadebantque, vt accumberent mensae illi beatae, & torrente illo, aeternae voluptatis inebriarentur. Ergo flectebant dictis animos, & pectora Polonorum suorum mulcebant inquientes.
Gens inclyta Septentrionis, audite verba fratrum vestrorum, quae vt poneremus in cordibus vestris, Dominus nobis mandauit. Placuit in altissimis Deo, & vos etiam vocare in agnitionem Filii sui, vos qui aliquando ambulatis in tenebris, & vmbra mortis, vocare in lucem magnam. Laetamini igitur coram illo, sicut qui laetantur in messe, sicut exultant, victores capta praeda, quando diuidunt spolia. Divitiae messis vestrae, notae sunt orbi universo, vt Aegyptus olim Romae nutricula; sic Polonia vestra non solum Romae, sed & Galliarum, Hispaniarum, Angliae, Sueciae, Scotiae, Hiberniae nutrix est. Vt ergo laetamini, quando congregatis frumentum in horrea vestra; sic gaudete & exsultate, quando cadit semen verbi Dei in corda vestra, quod ortum facit fructum centuplum, ita vt annuncietur fides & pietas vestra in universo mundo. Nonne auditis Isaacum illum vestrum, Romanum scilicet Pontificem, sensisse vestimentorum vestrorum fragrantiam, & exclamasse: Ecce odor filiorum meorum, quasi odor agri pleni, quibus benedixit Dominus. Tenete igitur quod habetis, atque vtinam in aeternum teneatis, ne alius accipiat coronam. Exsultant victores capta praeda, quando dividunt spolia: nec vobis insolita exsultatio talis, o Poloni, qui tot trophaea ex hostibus barbaris erexistis, plura bella gessistis, quam caeteri audiuerunt. Sed & aliam cogitate, & sperate, vt principes illos tenebrarum subijciatis pedibus vestris, vt dicere possitis: Domine, ecce daemonia subjiciuntur nobis, super aspidem & basiliscum ambulamus, & conculcamus leonem & draconem. Non enim clypeis, aut hastis, aut mucronibus terribiles esse potestis apud illos satellites tenebrarum, sed armatura fidei, galea salutis, gladio verbi Dei. Deridebit hostis ille hastas vestras, nec fugabit eum vir sagittarius; in stipulam enim versi sunt illi lapides fundae; igne opus est armare dexteram, & terrorem incutere leoni isti inferorum, igne scilicet illo charitatis, cuius nec scintillam apostata ille caelestis vnquam habuit, si enim habuisset, nunquam de caelo cecidisset. Fuit ille quidem signaculum similitudinis, plenus sapientia, & perfectus decore, in deliciis paradisi; omnis lapis pretiosus operimentum eius, sardius, topazius & iaspis, chrysolithus & onyx & beryllus, saphirus & carbunculus, & smaragdus, aurum opus decoris eius; & foramina eius in die qua conditus est, praeparata sunt. Sed tantum praeparata; non enim impleta sunt foramina illa, gemma & carbunculo charitatis: ergo quia vacua fuerunt, & vanitatem redolentia, in terram proiecta sunt, & ante faciem hominum data, vt ex alieno periculo saperent & dicerent. Itane vero iratus eras, o Domine, super nobiles illos, primogenitos illos filios tuos, vt qui in medio lapidum ignitorum ambulabant, & sub pedibus coelum & solem, & stellas videbant, nunc extorres ah miseri, terque quaterque miseri in carcerem teterrimum praecipitati sunt? Lubet, lubet exclamare. Quomodo obtexit caligine in furore suo Dominus filiam Sion, proiecit de coelo in terram inclytam Israel, & non est recordatus scabelli pedum suorum, in die furoris sui? O insensati Angeli, quis vos fascinauit?
Qui nunc ergo, o fratres nostri charissimi Poloni, nunc statis, videte ne cadatis; ascendistis in montem Sion, montem salutis aeternae, fidei rupem, columnam constantiae, Ecclesiam Romanam Catholicam; si ventorum aliquae tempestates insonuerint, & vos de tam fida statione deijcere conati fuerint, viri estote, o Poloni, confortamini & estote robusti, nec vos de vobis salmacida spolia, sine sanguine & sudore hostibus debeatis. Venient aliquando Syrenes ad vos, (o tempora infelicia) cruentae scilicet illae haereses, & fraudulentiae; canent vobis non illas cantilenas, quas olim Vlyssi cecinerunt:
O decus Argolicum quin puppim flectis Vlisse,
Auribus vt possis nostros attingere cantus.
sed illas: Coelum nebulonibus maximis, maxime patere; itaque nuncium virtuti remittendum, ventri genioque indulgendum, & caeteras similes cantiunculas, occinent vestris auribus lusciniolae istae. Sobrij estote, vigilate, & nolite credere, nervi sunt isti sapientiae, sub dulci isto pabulo, hamus venenumque latent, ad saxorum illorum vmbras archipyrata cum cymba residet, pax ista spurcissima, Diis hominibusque invisissima confaederationis, atrox bellum est, otium istud equus Troianus est, qui si nimium creduli esse pergitis, calcibus suis prosternet pulcherrimam istam patriam vestram, nec tantum patriam, sed & animas vestras aeterno obruet opprobrio, animas illas, pro quibus Dominus noster Iesus Christus sanguinem suum, auro contra cariorem, effudit. Haec illi, & alia plura loquebantur ad populares suos, & mentes illorum divinis praeceptis imbuebant; gaudebat vero Polonia, & Domino suo decantabat cum Psalmista: Quam dulcia faucibus meis eloquia tua, super mel ori meo. Lucerna pedibus meis verbum tuum, & lumen semitis meis. Juravi & statui custodire judicia justitiae tuae.
Vellem amplius per populum late Regem, & a mari Baltheo usque ad Euxinum dominantem, circumducere geminos istos fratres, Hyacinthum & Ceslaum, verosque Provinciales, Praepositos Poloniae, verosque dulcissimos Praedicatores, verosque adhuc in saeculo clarissimos quorum alter Canonicorum Collegio Cracouiensi adscriptus, alter vero Collegio Sendomiriensi Canonicorum Custos, vt vocant, datus; sed vellit aurem Silesia vestra, o Silesij, & admonet, quando ad nos, o Fabiane, cum Ceslao nostro venies: Bohemiam & Poloniam percurris, Silesiam siles. Bene admonetis Silesij, itaque venio, siue redeo ad vos. In vestra Silesia Sedem fixisse videbatur B. Ceslaus, fertili admodum regione; non tamen vt ventrem pasceret, aut saturitate soli vestri ad luxuriam abuteretur, sed vt animas vestras Christo gigneret, genitas ab utero portaret, educaret, & quasi gerula in sinu suo vobiscum blandiretur. Venisses tunc in Silesiam, Paradisum Dei immigrasse in Silesiam iurares, ita bonis omnibus affluebat, cum Ceslaum suum complexu suo contineret. Concionabatur in illa Provincia frequentissime, & tanquam parvulis lac potum dabat, interdum solido cibo adultiores filios pascebat, factus omnibus omnia, parvulis parvulus, sapientibus non insipiens.
Sarmatae mei, veteri dicterio, Episcopum Vratislaviensem Aureum nominant, ob redituum splendorem, & opulentiam. Tunc vere aureus erat ille Episcopus, quando Ceslaum Praedicatorem in sua Dioecesi habebat, penes quem laus erat in Evangelio. Cornelia mater Grachorum, Romanae cuidam matronae monilia sua in collo venditanti, filios suos e ludo litterario domum redeuntes, ostendit; illud addens: Isti sunt aurum & gemmae meae, quibus triumpho, & quas ostentem libentis. At Episcopus Catholicus, paranymphus ille coelestis, pater & mater animarum nostrarum, tanquam aurum, & uniones, habebit pretiosos Praedicatores, si sapiet; hic illius thesaurus, hic aurum erit & argentum. Audite Sapientiae ipsius vocem, de Sapientiae pretio loquentem: Melior est Sapientia quam vires, & vir prudens quam fortis. Audite ergo Reges & intelligite, discite Iudices finium terrae. Praebete aures vos, qui continetis multitudines, & placetis vobis in turbis nationum, quoniam data est a Domino potestas vobis, & virtus ab Altissimo. Pyrrhus Epyrotarum Rex, quamuis esset bellicosissimus, & in armis otium negotiumque suum contereret, nihilominus Cyneae Oratori suo tantum tribuebat, vt plures vrbes per illum se cepisse, quam per tormenta bellica, gloriaretur. Quaerite tales Cyneas, sed Ecclesiasticos, o Episcopi, & facile in obsequium Christi orbem terrarum subjicietis. Et quaeratis necesse est, si enim non quaesieritis, actum est de vobis, periistis. Nam si non euangelizaueritis, Vae vobis; non enim est vobis gloria, necessitas vobis incumbit. Si volentes hoc agitis, mercedem habebitis; si autem inuiti, dispensatio vobis credita est. Debetis nihil subtrahere utilium, quominus annuncietis populis vestris, & doceatis eos publice, & per domos. Et sapientibus & insipientibus debitores estis, id est, vt Magnus Gregorius exponit, non solum peccatores studiose corripere debetis, sed etiam iustis inuigilare ne cadant. Attendite lectioni, exhortationi, doctrinae, vt potentes sitis, vos qui Doctores Ecclesiarum estis ad praedicandum, arguendum, obsecrandum, increpandum.
Scio quid dicetis: Habemus alia negotia quibus vacamus, nec possumus ipsi docere populum. Numquid feriabantur illi sanctissimi Praesules, Gregorius, Leo, Augustinus, Ambrosius, Ioannes Chrysostomus, Basilius, Gregorius Nazianzenus, & caeteri, qui tamen verbum Dei assidue in Ecclesia praedicabant? Libros scribebant, eosque eruditione & eloquentia conspicuos, lites & contentiones fidelium dirimebant, & tamen praedicabant. Imposuerunt quippe sibi necessitatem illam Apostolici viri, nec tam facile secum dispensabant, sciebant enim omnem dispensationem, vulnus legis esse. Audite Galliarum Antistitem S. Hilarium, fortissimum illum Gallicanae Ecclesiae murum, & antemurale. Studij mei & officij necessitate, hoc, Ecclesiae Episcopus, praedicationis Euangelicae, ministerium debeo. Audite & illum alterum, Regum & Caesarum Magistrum, Ambrosium Antistitem Mediolanensem, in officiis suis gravissime intonantem. Effugere non possumus officium docendi, quod nobis refugientibus imposuit sacerdotij necessitudo. Frustra igitur occupationes istas vestras praetexitis, quod si pertinacius sellam curulem, & Senatoriam praetextam nominaueritis, cauete ne de vobis verum illud sit olitoris cuiusdam; Senatore damnato, Episcopus quomodo saluabitur? & illud cuiusdam ex Monachis: Et senatorem perdidistis, & Monachum (sive Episcopum) non inuenistis.
Sed referent S. Flauianum, Episcopum Antiochenum, per os illud aureum, scilicet S. Ioannem Chrysostomum, Antiochiae praedicantem: & illum S. Valerium Hipponensem Episcopum, per miraculum illud Sapientiae S. Augustinum, Hippone verbi diuini semina spargentem: & Magnum illum Cardinalem Stanislaum Hosium, Praesulem Varmiensem, sidus vnicum tuum, o Cracovia, per varios Sacerdotes concionantem; ipse enim cum vellet diuino huic negotio insudare, & aliquoties periculum facere, invita Minerua, siue repugnante ingenio suo, id facere sibi videbatur. Assentior vobis ista referentibus, nec vicariam istam operam penitus sperno. Cooperatores vobis Deus ter Maximus dedit, qui in temporibus suis suffulserunt domum ruentem Ecclesiae S. Dei. Nec vanus erat augur Honorius Pontifex, qui Lateranensem basilicam a fundamentis cadere videbat, iam iam casuram, ni duo quidam Heroes humeros supposuissent, D. Dominicus & Franciscus, facti novi Atlantes Ecclesiastici istius domicilii. Quod si ita est, per operarios istos vineam Domini excoli, per boues istos triturari aream Domini; obsecro vos Episcopi, ametis cooperatores vestros vt fratres, honoretis vt Christi Apostolos, non alligetis os bubus triturantibus, nec offendiculum ponatis Euangelio Dei. Splendida aula vestra sit, sed a tali splendore, qui a Praedicatoribus sit, non quem vanitas istius saeculi nequam ab auro & argento mutuatur; virorum doctorum consortio delectemini, non Venatorum aut Aucupum, arma militiae vestrae non carnalia sint, sed potentia Deo ad destructionem munitionum, & omnis altitudinis, quae se extollit adversus scientiam Dei, captivate omnem intellectum in obsequium Christi, sive illi Regum sint, qui in alto positus, raro cogitat humilia; sive Philosophorum, qui saepe evanescit prae scientia in cogitationibus suis; sive Atheopoliticorum, qui universam beatitudinem in ventre, & in ijs quae pecudum sunt, collocarunt; omnium denique recalcitrantes in Deum animos, sive ex ignorantia, sive ex malitia, in obedientiam Dei quasi sub iugum mittere; ad hoc enim positi estis, vt hoc agatis, & non aliud. Gloria vestra sit haec, testimonium conscientiae vestrae, vt aedificetis, vt plantetis, sed ante eradicetis, & eradetis mala germina vitiorum; & sitis inconfusibiles operarii in vinea Domini; vel tales, qualis Ceslaus fuit, qui in diebus suis placuit Deo & hominibus. Et quamuis pro minimo arbitrabatur Apostolus, ab hominibus, sive ab humano die iudicari; tamen quomodo potest a Balaamo ille maledici, cui benedixit Dominus? Benedixit autem in signis & portentis maximis, quae per illum operatus est.
Acciderat vt puer in aquas caderet, sub quibus postea exanimis, octo dies sine sensu, sine motu iacebat. Latuerat ea res matrem, sublatumque furto puerum credidit, quem nec vivum, nec mortuum conspicabatur. Sed dum ab aqua in littus eijcitur, altera Hecuba mater illa fuit, questibus & lamentis notissima.
ὦ τέκνον, τέκνον, αἰαῖ, δυστάνου ματέρος, τίνι μόρῳ θνῄσκεις, τίνι πότμῳ κεῖσαι;
O fili, fili miserae Matris, quo fato moreris, quo infortunio iaces?
Iamque parabat dicere atrociora, & lugubre lessum cum Iobo inceptabat: Pereat dies in qua nata sum, o nox, in qua dictum est, Conceptus est homo. Dies ille vertatur in tenebras, non requirat eum Deus desuper: cum ecce nova lux advenit de coelo, S. Ceslaus, qui matri lamentanti, & coelos & sydera frustra obtestanti, filium vivum assignavit, illis Salvatoris verbis dulcissimis illam alloquens: Noli flere. Et illis: Vade, filius tuus vivit. At non in uno tropaeo stetit B. Ceslaus, plura de hostibus humanis, Morte, Morbis, Casibus, Naufragiis, spolia Deo Opt: Max. suspendit. Tres alios vita defunctos, iterum ad vitae istius usuram revocavit, unum adolescentem Oderae flumini eripuit iam iam submergendum. Quae prodigia & ostenta, ut animadverterit homicida ille ab initio, cruentus latro, tyrannus inferorum, obstupuit credo, eximiumque novum Heliam, aut Eliseum, cui commodaverat Dominus clavem inferni, & sepulchrorum, & manifestissimum characterem divinae gratiae, quem ipse nunquam gessit, quamvis multis signis mortalium oculos perstrinxerit, est vehementer admiratus. Nec poterat diutius virus illud invidiae, quo flagrabat in famulum Dei concoquere, evomuit tunc, quando praedones illos Orbis, Tartaros videlicet, a Borysthene usque Wratislaviam deduxit, Tartaros illos, qui neque ferunt, neque metuunt, sed praedas conuectantes rapto vivunt; Tartaros, sobolem illam iam diris devoti Jacobi, delatam a Regibus Babylonis, in desertas Asiae magnae terras: Tartaros sine lege, sine Rege, sine Deo, sine Sacerdote, impios, crudeles, perjuros, filios Belial; istos, ut sibi suisque pessimis moribus simillimos, in Silesiam usque incussit, praedam divitem ostentat extrema paupertate squallentibus; mensas opiparas pollicetur, fame lurida enectis in animo causas illas irarum magnarum celans, livorem & invidiam in Ceslaum, cuius secundas res, res bene & praeclare gestas, volebat hac calamitate interpolare, & ad blasphemias inducere Christianam plebem, qua musica ille apprime delectatur, ut in faciem maledicarent Deo, & Ceslao servo eius.
Frequentissimum est hoc illius stratagema, quo in odium & rabiem, solet concitare inferiores populos adversus famulos Dei. Sic olim concitauerat Gentiles, vt omnia mala publica Christianis adscriberent, bella, pestem, famem, adeo, vt eos tanquam piaculares victimas mactarent, eo consilio, vt indignatio & furor Deorum, his victimis mitesceret. Sed nec istis nostris temporibus oblitus est veteris doli sui, nefarius iste. Si enim aliquod malum, vel in Angliam, vel in Poloniam venit, in ore omnium est: Romanos in causa esse, Sacerdotes malis istis causam dedisse, eos de medio tollendos, eos in ordinem redigendos, pellendos in exilium, aqua illis & igni interdicendum. Voluit idem facere B. Ceslao, & pulcherrimum illum Euangelij cursum, quem decurrebat, interrumpere; torrenti illi aureo obicem imponere, pacem bello commutare, vt homines illi Christiani, non amplius Ceslaum oculis quaererent; non amplius ex ore illius penderent, sed arma arma creparent, sed Bellonae, sed Marti operarentur. Quid igitur fecerit, attendite, & obstupescite.
Ecce populus veniebat de terra Orientis, & gens magna consurrexit a finibus terrae, sagittam & scutum arripuit, crudelis est, & non miserebitur, vox eius quasi mare sonuit, & super equos ascendit, praeparata quasi vir ad praelium, aduersum Ceslaum. Audivi misera Silesia famam eius, dissolutae sunt manus eius, tribulatio apprehendit eam, dolores vt parturientis. Nolite exire ad agros, & in via ne ambuletis, quoniam gladius inimici, pauor in circuitu. Iam ascenderat muros Wratislauienses mei, vt pulchram pergeret per vulnera mortem; sed ecce vt viderunt exercitum Tartarorum innumerabilem, tremor & timor venerunt super eos, nec vltra poterant quidquam loqui, gens enim ascendebat supra terram illorum, fortis & innumerabilis, dentes eius vt dentes leonis, & molares eius vt catuli leonis. Iamque vniuersi vltimum vale, vale vltimum suae dulcissimae Patriae dicebant, vltimum Solem Wratislauiae lucere arbitrabantur, & duram seruitutem Saracenorum, vincula & compedes, ac caetera alia, quae mancipia solent cogitare, meditabantur: cum ecce noua lux oculis incurrit. Surrexit enim alter Moyses, B. noster Ceslaus, qui tenuit dexteram indignantis Dei, & vibrantem hastam, oratione coercuit; nec dimisit Dominum, cum irasci vellet contra populum suum, donec misereretur. Cum pavore consternaretur Civitas vestra, o Ciues Wratislauienses, cum luctus vbique, pauor vbique, & plurima mortis imago obuersaretur; sacrificio incruento tunc vacabat Ceslaus meus, dumque offerebat agnellum illum occisum a mundi origine, Christum Dominum, Sacrificium illud, quod sciebat placiturum Deo, super vitulum novellum cornua producentem & vngulas, tales plenas querimoniarum, & singultibus interruptas voces fundebat.
Ergo Domine, venient Gentes in haereditatem tuam, & polluent templum sanctum tuum, ponentque Ierusalem tuam novam descendentem de caelo, in pomorum custodiam? Ergo miserator & misericors Domine, ponentur morticinia servorum tuorum esca volatilibus caeli, carnes sanctorum tuorum, templa illa Spiritus Sancti tui, quem effudisti in nos abunde, bestiis terrae? Et effundetur sanguis servorum tuorum, tanquam aqua in circuitu Ierusalem; & non erit qui nos miseros sepeliat? Surge Domine, & iudica causam tuam, ne fiamus opprobrium vicinis nostris, subsannatio & illusio his qui in circuitu nostro sunt. Vsquequo Domine, irasceris in finem, accendetur velut ignis zelus tuus? Effunde potius, iram tuam in gentes quae te non nouerunt; & in regna, quae nomen tuum non inuocauerunt? Lachrymis interea genas & altaria, quibus adstiterat, irrigabat, & clamabat in toto corde ad Dominum Deum nostrum. Quid Dominus? Deiecit castra Assyriorum, & contriuit illos Angelus Domini. In diebus Ceslai mei retro rediit Sol, ignis scilicet, cui natura sursum ascendere, deorsum descendit, & percussit truculentos vultus leonum, ita, vt quorum antea pugna fugax audiebatur, vera tantum fuga esset. Globus igneus ascenderat in primis supra verticem, Sacra offerentis Ceslai, sanctitatem illius indicans & ostentans; isque non diu moratus, in vltionem hostium properauit; & cum in exercitum Tartarorum incidit, discurrebat funesta illa Phalarica, & faciem feriens depascebatur. Tunc robustos Moab obtinuit tremor, obriguerunt habitatores Philistijm. Praedatores praeda fuerunt; illi praeda esse poterant, qui a flammivomis globis partim combusti, partim dispersi sunt. Egressi ergo Silesii de Civitate sua, sumpserunt parabolam, & dixerunt: Quomodo cessavit exactor, quievit tributum? Contriuit Dominus baculum impiorum, virgam dominantium, caedentem populos in indignatione, plaga insanabili, subjicientem in furore gentes, persequentem crudeliter. Ecce conquievit & siluit, terra nostra quievit, & exultauit: abietes quoque nostra laetate sunt super te, & cedri Libani, ex quo dormisti, non ascendat qui succidat nos. Haec illi. Sed identidem Ceslaum suum oculis requirebant, ore gestabant, laudibus in coelum extollebant. At ille, Dominum Deum, inquit, glorificate, & illum magnificate, qui fecit mirabilia magna solus. Non nobis Domine, non nobis, sed nomini tuo da gloriam. Vos autem amici mei, etiam pro hostibus illis orate, vt redeant ad humanitatem, & cognoscant vnum Deum solum, & quem misit in terras, IESVM Christum. Nec vana fuit Christiani illius populi, praecipue Ceslao oratio. Vt enim inclinante in terram Stephano, erectus est in terram, deiectus ante Paulus, (Si enim Stephanus non orasset, Ecclesia Paulum non haberet; inquit magnus ille Episcopus Augustinus) sic inclinante cor suum Ceslao, multi e terra infidelitatis surrexerunt Tartari, & nomina sua Christo in baptismo dederunt, & habitauerunt vnanimes lupi cum agnis, vituli & leones vna pascebantur. Hactenus de Tartaris.
Quid ego referam signa illius caetera & portenta? quid spiritum illum Prophetarum, quo coelitus imbutus, ventura plurima praedixit, quasi praesentia ea speculatus, in illo speculo aeternitatis? O nouam sapientiam, quam mundus non cognouit, quae nunquam in ardentia illa scientiae pectora descendit, desiderata fuit pluries, & nunquam habita, inuenta nullibi nisi apud Dei populum, populum aquisitionis, gentem sanctam, regale Sacerdotium. Haec gemma in Christiano tantum mari nascitur, mari rubro, sanguine videlicet Vnigeniti a Patre purpureo; extra hunc Oceanum illam non inuenies. Frustra curris ad cisternas istas dissipatas, ad tripodes Apollinis, ad nefarios vates, de quibus omnibus & singulis potes libere effari, quod olim Tiresias;
Ὅστις μαντικῇ χρῆται τέχνῃ, μάταιος.
Quicumque divinandi arte vtitur, Stultus est.
Stulti illi qui vtebantur: a mendaciorum enim patre quid haurire poterant, nisi mendacium? Scitum autem est illud, quod ore Salvatoris nostri prolatum est: Si caecus caeco ducatum praestet, ambo in foueam cadent. Non eiusmodi Prophetas habet Christus Dominus, sed Isaiam, Ieremiam, Malachiam. Amos olim, nunc vero Ceslaum habuit, qui quae fatidico ore locutus est, omnia evenere.
Mitto singularem illius felicitatem in morbis varijs ab humano corpore depellendis: medica quaedam vis orationi illius inesse videbatur, cum fugerent febres imperante illo, in nomine Domini IESV Christi. Quid, cum flumina sine ponte, sine nauigio tranaret in palliolo suo? Iam tunc corpusculo illius dotem illam, quam post resurrectionem vniversae carnis speramus, agilitatis & subtilitatis dederat Deus Omnipotens, & ostendit amplius non futurum corpus tale, quod aggravaret animam, sed quod menti obsequeretur, menti beatae & felici. Vidisses, o doctissime Origenes, Ceslaum nostrum, flumina eo pacto quo recensui, nauigantem, nec fortasse difficile (tantum ego mihi de ingenio tuo eleganti & suauissimo pollicerer) dogma illud tuum obelisco confoderes, de Corporum resurrectione. Senseras malo tuo facto absurdum esse, si in corporibus istis, quibus nunc amici sumus sicut vestimento, ad immortalitatem resurgeremus; gravitatem scilicet istam; & vt cum Platone loquar, carceris istius tenebras rursus inhabitare permitti, ne iterum Dionysius Corynthi esset, male habitus, male honoratus, annis pannisque obsitus a sceptro ad ferulam devolutus. Pone metum, Origenes, & Ceslaum potius speculare. Hic ille Ceslaus, qui in corpore similis tibi passibilis fuit; vides vt feratur flumine secundo, nec mergitur; vides vt tenue illud & liquidum elementum sub pedibus illius in rupem solidatur, & iterum liquescit, postquam Ceslao subducitur? Idem Ceslaus resurget, & in carne sua videbit Deum Saluatorem suum, non in globo aliquo coelesti aut aereo, sed in carne ista quam nunc videbamus, sed incorruptibilitatis dote, & agilitatis, & claritatis, & subtilitatis illustrior.
Iam vero postquam ad Beatorum illam vitam translatus est, & ad coelestem societatem vocatus, perenni gloria fruitur in coelis, numquid oblitus est suorum? Non fuit pincerna ille Pharaonis, qui Ioseph vatem suum ex animo tam cito deposuit, iuuit orationibus identidem Wratislauiam suam, & domum illam, in qua secundum corpus requiescit. Anno 1570. ignis circum vicinas aedes S. Adalberti depascebatur, omnes qui incendium illud videbant, ita arbitrabantur, deuotam & constitutam esse hostiam Vulcano aedem illam, praecipi ab eo, & recuperari nulla ratione posse. Sed Beatus Ceslaus de coelo adfuit, talis, qualis olim sanctimoniali de eo dubitanti, Apostolica societate comitatus, visus est; talis, qualis oculis mortalium videri potest, & palam ab omnibus, ignium globos auertere a sua aede, cernebatur. Non miror senem illum Pontificem Iudaeorum Heli, de sella in terram corruisse, dum arcam Domini a Philistiim captam esse audiret; cum ecce coelites ipsos perpetua quiete mactos, de coelestibus illis thalamis videam descendere, & inter globos flammarum ambulare, vt domus illa quam venerati sunt in terris, dum nobiscum hac mortali aura vescerentur, in eodem honore esse posset.
Beatissime Ceslae, ignium expulsor (nam & anno 1585. monasterium Virginum deuotarum Ordinis tui, ab igne visus es defendisse) vides exitiosa ista prodigia, furias istas & faces, cum malleolis nefandae haereseos Lutheranae, Wratislauiam tuam inuasisse: vides, & ceu alter Paulus Athenis incenderis Spiritu, cum cernis idololatriae deditam ciuitatem. Prohibe funesta ista supplicia a moenibus sociorum tuorum, arce istam excisionem, inflammationem, euersionem, depopulationem, vastitatem, quam ignes illi aeterni, inextincti omnibus qui non crediderunt in Iesum Christum, & caruerunt veste nuptiali, minantur; ut aliquando fiat Wratislauia pastor unus & ovile unum; & Silesia tua sit terra labii unius, postquam statueris pedes illius super petram, ne ultra circumferatur omni vento doctrinae. Fiat, fiat.
Podsumowanie
Artykuł zawiera pierwsze polskie tłumaczenie mowy o bł. Czesławie autorstwa Fabiana Birkowskiego. Dodatkowo zamieściłem łaciński oryginał. Zachowałem w nim XVII wieczną łacinę, poprawiając jedynie ewidentne błędy drukarskie i literówki. Łacińskie kazanie w postaci tekstowej, a nie w postaci skanów książki z XVII wieku, ułatwia również ocenę samego tekstu, pozwala na potencjalne uwsółcześnienie pisowni łacińskiej czy alternatywne tłumaczenie. Jest to według mnie bardzo istotny element pracy jaką wykonałem.
Tekst kazania zawiera niezwykłą mnogość cytatów biblijnych Starego i Nowego Testamentu oraz wiele odwołań do pojęć i twórczości antycznej. Dokładną analizę pozostawiam tym, którzy chcieliby dokonać takowej pracy. Na pewno ułatwiłoby to zrozumienie tekstu współczesnym. Jest to jednak zakres znacznie przekraczający moje założenia, jakim było opracowanie wersji łacińskiej, tłumaczenie na język polski i ogólne omówienie treści kazania.
Dodatkową wartością artykułu jest wzbogacenie bazy wiedzy o kulcie bł. Czesława w postaci kazań mu poświęconych. Znamy bardzo niewiele zidentyfikowanych kazań o bł. Czesławie, duża część jest w języku niemieckim i pochodzą one z okresu beatyfikacji. Stąd powyższe opracowanie dodaje, mam nadzieję, ciekawy materiał badawczy, tym bardziej, że jest to najprawdopodobniej najstarsze polskie kazanie o bł. Czesławie.
1 Cyfrowe źródło: https://polona.pl/preview/defe759d-fcf6-4e80-9045-80e5fea2ed4b
2 Beata Gaj i Maria Rowińska – Szczepaniak, „Mowy kościelne Fabiana Birkowskiego o świętym Jacku”, Opole 2007, ISBN 978-83-86881-47-5
3 Pozycję omawiam w artykule na stronie Fundacji Creare Aude: https://www.creareaude.pl/polskie-kazania-dodatek-i-kazania-z-lat-1600-1699/
4 Artykuł na stronie Fundacji Creare Aude: https://www.creareaude.pl/polskie-kazania-dodatek-i-kazania-z-lat-1600-1699/
5 Dorota Żrałko, „Biografia Fabiana Birkowskiego w świetle kazania pogrzebowego Adama Makowskiego i badań archiwalnych”, Pamiętnik Literacki XCVI, 2005, z 2 PL ISSN 0031-0514 https://rcin.org.pl/Content/117967/PDF/WA248_111942_P-I-30_zralko-biografia_o.pdf
Oryginał kazania Adama Makowskiego, „Obraz Wielebnego Oyca Fabiana Birkowskiego Z Zakonu Dominika świętego Doktora Wystawiony Na Kazaniu Pogrzebnym”, 1637 r., źródło: https://polona.pl/preview/c18308df-b2c0-4e5b-a752-9df863b4e8a9
6 Wojciech Kucharski „Beatus Ceslaus Natione Polonus, Dzieje kultu błogosławionego Czesława”, Kraków 2012, ISBN 978-83-63621-06-3